NOCY ciag dalszy

Najpierw nie spalam do 3 rano, bo czekalam na POWROT.

Żeby nie usnac, czytalam znakomity kryminal, gdzie na 300 stronie znaleziono już czwarte zwloki kobiety, zgwalconej, torturowanej, dekapitowanej, a nastepnie podpalonej. Wszystko to na tle rozkwitajacego jak delikatny koliber romansu agentow FBI (plci przeciwnej, a szkoda!).

Po trzecich spalonych zwlokach zaczelam czytac jednym okiem, a drugim zezowac na poruszajace się cienie, z których każdy miał ksztalt psychopaty z pila mechaniczna, i o malo nie umarlam na zawal, kiedy pralka zaczela wyc przy wirowaniu. Kiedys już się tak zalatwilam „Sledztwem” Lema, które jest o wiele bardziej makabryczne od najbardziej szczegolowych opisow – po prostu wylazly mi na wierzch niczym nie osloniete zakonczenia nerwow. Lem zawsze umial mnie pokroic emocjonalnie.

Pozniej – jak już WROCIL – dalej nie moglam spac. Trzecia rano to taka magiczna godzina, jak się ja przetrwa, to wlasciwie odechciewa się spac, czlowiek jest gotowy na przezycie nastepnego dnia. Lezalam wiec wsluchana w deszcz na dachu. To był najlepszy na swiecie pomysl – sypialnia na starym poddaszu. Jakby stepowaly mi nad glowa setki mew.

Tak, ze przypominam dzis z wygladu stary dywan z oczami w kolorze obdartego ze skory krolika i mam nawrot marzen o wykonywaniu wolnego zawodu. Na przykład zawodu GWIAZDY (chociaz nie wiem, czy to ZAWOD, czy POWOLANIE).

Jeszcze 17 dni do urlopu. To dobrze czy zle?

PrzedKawowo

Klimat umiarkowany przechodzi klimakterium – w zwiazku z czym wczoraj rownik, dzisiaj – kolo podbiegunowe. Cisnienie przywalilo, az moje pajaki jak barometry ze steknieciem zjechaly w dol po scianach.

Mój kolega powiedzial, ze nie wie, jak jego trzytygodniowe dziecko ma na imie, bo go jeszcze NIE ZAREJESTROWAL.

Pan minister od rana powiedzial, ze tak, ze dobrze obliczyl swoje niedolestwo arytmetyczne i wyszlo mu minus osiemdziesiat miliardow, niestety w budzecie panstwa.

Natomiast jeden pan pijak powiedzial: „Dlatego wazne jest, żeby nie umrzeć przed smiercią”.

Chcialabym, żeby moje zycie było jak kompromis w mieszance wedlowskiej – pomiedzy BAJECZNYM a PIERROTEM. Komu mam to zglosic?…

Kiełbasa, pies i powrot znad Morza

Mój znajomy, Walijczyk z pochodzenia, poinformowal mnie swojego czasu, ze u niego na wsi na jamniki mawia się „sausage dog”. Ponieważ zona Polka kazala uczyc mu się jezyka, podjal się tlumaczenia tej uroczej nazwy. Wyszlo mu „KIEŁBASAPIES”.

W nadmorskim kurorcie było standardowo – jak to w kurortach. Tego lata nosi się tatuaze, tygrysy i cekiny. Wieczorami – co się nosi za dnia, nie wiem – bo kisilam się w konferencyjnej. Wieczorami nad morzem nosi się PLAZE, a z piasku już nie robi się ZAMKOW, tylko TRUMNY. DOLY kopie się nadal – dobry DOL W PLAZY jest tematem obowiazujacym niezaleznie od uplywu lat.

W drodze powrotnej zauwazylismy na poboczu dziwnych ludzi, którzy na widok jadacego samochodu wywijali jakimis dziwnymi, gietkimi rurami. Groza nam? – zastanowilam się.

Otoz – NIE! Był to wyspecjalizowany marketing wedzonych wegorzy. Taki wedzony wegorz – dodatkowo DOWEDZONY aromatycznymi spalinami – jest bardzo atrakcyjnym, godnym pozadania towarem. Można nim np. zlac zone, jeśli krnabrna i nieposluszna.

Udalo mi się namowic kolegow, żeby nie kupowali dzieciom przydroznych bocianow i krasnoludkow – wszak takiego bociana można za bezcen sciagnac z reklamy ATLASU, przy odrobinie fantazji. Krasnoludki natomiast były WYJATKOWO DOBRZE wyposazone w szczegoly anatomiczne, niekoniecznie najwazniejsze przy wychowywaniu szesciolatkow. Bynajmniej NIE WEDKE trzymal ten krasnoludek w zielonym plaszczyku – o, nie.

A NASTEPNIE OBEJRZALAM „PRZEKRET” :::))))

Cyganie ZAWSZE DORZUCAJA PSA 😉

Narastanie w Upale

Jako makabrystka, zawsze lubilam nadsylane przez Hanie swiezutkie donosy w stylu: „30-letnia Helena W., wzorowa matka i kochajaca zona, zarabala meza i piatke dzieci w srode przed poludniem.” Albo: „Ireneusz J., spokojny, opanowany, cichy urzednik, lubiany przez sasiadow. Przez cale zycie nie rzucal się w oczy, dopiero przedwczoraj oblal zone benzyna i podpalil.”

I jak sobie tak IDE w upalne popoludnie zatloczona ulica, to – tak IDAC – dochodze do wniosku, ze… Ze JA BYM SIĘ UPIERALA przy istnieniu okolicznosci lagodzacych.

Tylko IDAC ULICA około 20 minut, kilkanascie razy mialam ochote WYJAC NAOSTRZONA SIEKIERE, PILE MECHANICZNA oraz DUZY BAT, odrabac pare lbow i wypruc szkliste flaki z paru brzuchow, owinac je dookoła latarni (jeszcze dymiace) i glosno zawyc…

Szczegolne podziekowania skladam:
– sympatycznej pani z zasmarkanym gnojkiem i wozkiem wielkosci karocy Ludwika XIV za rozmawianie przez telefon akurat na srodku przejscia dla pieszych
– siedmiu rozchichotanym dupeńkom, które postanowily porozmawiac akurat na zakrecie przejscia podziemnego BO WLASNIE SPOTKALY SIĘ PO WAKACJACH
– pani z duzym zadem i jeszcze wieksza torba za to ze szla tylem
– około siedemdziesieciu osobom w roznym wieku plci obojga za empiryczne udowodnienie, ze obranie wlasciwej drogi w zyciu nie jest latwe (nawet, jeśli dotyczy to trajektorii na chodzniku)
– rozmaitym japi za wywijanie aktowkami z podrabianej skory w okolicach zoladka osoby idacej za nimi
– dziewczeniu i chlopieciu w strojach czarnych (DZIECI! To już niemodne! Nie czytacie w internecie?) za podwedzenie SPORTAMI i posypanie popiolem mej (niewatpliwie) grzesznej glowy.

Odganiajac od siebie mysli o blyszczacej siekierze (ALBO CHOCIAZ SZPADLU!) spojrzalam w dol – i spotkalam umeczone spojrzenie kudlatej psiny, slalomujacej wytrwale przez ten beznadziejny gaszcz.

Powiedzial: „Tak. Ja tez”.

MOONWALK

Zawsze chcialam być astronauta. W odpowiedzi na moje marzenia dzis dane mi było od rana PRZESPACEROWAC SIĘ PO KSIEZYCU – taka skromna niespodzianka od wladz Warszawy. Sympatyczni panowie w pomaranczowych kamizelkach zrobili co mogli, żeby zaloga Apollo 11 (gdyby AKURAT zdarzylo im się BYĆ W POBLIZU I WPASC) poczula się jak w domu.

„To maly krok dla czlowieka. Maly krok dla czlowieka, ale wielki dla…” – mamrotalam sobie pod nosem, zapadajac się po kolana w formacje geologiczne Mare Tranquillatis na Marszalkowskiej, wygrzebujac z nich, wysypujac piach z butow, potykajac się o zielone, kiszkowate rury. „Dla MROWKI” – doszlam do wniosku.

A tak przy okazji – jestesmy zobowiazani konwencja miedzynarodowa do niesienia pomocy astronautom. Jak ci, Marcys, wyladuja na balkonie, albo przed galeria Mokotow – to bez obawy podchodzisz, smialo otwierasz wlaz i pomagasz.

„Thief of Time” swietny. Zapomnialam wspomniec, ze ma to, co kazda ksiazka miec powinna: IGORA 🙂

Zlodziej Czasu

Mloda Zebra nie zawiodla :)) Przytargala mi piekne wydanie „Thief of Time” – wielkie, w twardych okladkach, trzy razy takie jak malutkie, kolorowe paperbacki, które kupowalam.

– Czy to WYDANIE DLA GLUCHONIEMYCH? – spytal najdrozszy, jezdzac kciukiem po wypuklych, zloconych literach na okladce.

Zdazylam wytarzac się intelektualnie w 40 pierwszych stronach. Alchemik Pratchett tym razem prowadzi czytelnika za uzde poprzez rozwazania nad natura Czasu. Jest Smierc, jest Susan, jest Smierc Szczurow i jest Niania Ogg – czyli zapowiada się BRAWUROWA jazda :))

W dodatku wyszlo tlumaczenie „Small Gods” – tyle szczescia naraz :))

Zebralo nam się wczoraj z Mloda Zebra na wspominanie siostrzanych ochlajow – zwijalysmy się we lzach smiechu, a reszta biesiadnikow reagowala – jak zwykle w takich przypadkach – ZNIECZULICA („Już sa dobre” – „Taa, to już koniec” – „Nie polewaj im wiecej”). Po kilku Terazpolskach i „Nalevka Na Wisniach Contest” można było przystapic do skrecania regalu z IKEA.

I tak – technicznie NIE WIEM dlaczego ten mebel trzyma się kupy, bo poszczegolne elementy trzymaja się same siebie i powietrza i czegos w rodzaju spinaczy do papieru – i TO ma utrzymac KSIAZKI? Papiery? Chyba jako japonskie origami!

Najdrozszy twierdzi, ze regal trzyma GRAWITACJA. Zgodnie z najnowszymi teoriami grawitacja nie istnieje (czy jakos INACZEJ istnieje), wiec jednak bylabym za wbiciem tu i owdzie paru gwozdzi! Postaram się popracowac nad tym problemem jeszcze ZANIM zamieszkaja tam pierwsze ksiazki – może po prostu będę wstawac w nocy i ukradkiem wbijac gwozdzie, a pozniej udawac, ze UWIERZYLAM w grawitacje (i w prad elektryczny – niejako przy okazji).

PS. Jako bądź co bądź KOBIETA, powinnam zaczac uzywac jakichs innych skladnikow do drinkow, niż piwo, wodka i tabasco. Wydaje mi się, ze kobiety powinny pic cos bardziej ROZOWEGO, czasem z babelkami i parasolka…

PoChmurnie :(

Wcale, WCALE nie mam dzis promiennego nastroju. Bo chmury, a powietrze pachnie jak zapomniany przez Boga i ludzi kawalek starego sera w lodowce.

Mam ochote najezyc grzbiet i na kogos nawarczec.

Czytac nie mam co – niby w ksiegarniach kolorowe ksiazki wylewaja się z regalow, a nie ma co wziąć do reki. Chyba, ze nie na serio – ale za duzo szmiry powoduje, ze oczy cierpna. Mój najdrozszy ciagle obiecuje dostarczyc ksiazczyska o czasach katedr, ale jak na razie OBIECUJE.

Jeśli Mloda Zebra nie przywiozla mi z Wysp „The Truth” albo „Thief of Time” – to, proszę Panstwa, bryndza owcza – zostaja mi tylko poradniki grzybiarza i hiszpanska ksiazka kucharska…

Troche chmur i czlowiek czuje się jak sponiewierany bakcyl…