O ZBLIŻAJĄCEJ SIĘ LICYTACJI ORGANÓW

Wrócił z Koszyc i jeszcze kurtki z grzbietu nie ściągnął, a już coś przebąkiwał o Kazachstanie.

No więc INFORMUJĘ, że jeśli on zrobi taki numer, że jeszcze w tym roku zostawi mnie samą w tej czarnej dupie i gwizdnie do Kazachstanu – to JUŻ DZIŚ ZAPRASZAM 

  • na internetową transmisję LIVE
  • pobierania męskich organów wewnętrznych BEZ ZNIECZULENIA
  • organy można będzie na bieżąco wylicytować i zakupić
  • a pozostałe części ciała zostaną obcięte SEKATOREM – również na wizji.

A jak mi jeszcze raz wyłączą prąd bez ostrzeżenia i bez wyraźnego powodu, cały albo jedną fazę – zwłaszcza po południu, chociaż teraz jest ciemno prawie przez cały dzień – to tych organów do wylicytowania będzie więcej. Bo wyjdę na wieś odreagować. 

Co poza tym? Trafił mi się bardzo ładny naukowy artykuł ze zdjęciami o panu, który sobie wyciągnął tasiemca o długości 9,7 metra. Tasiemiec do zdjęć jest już wykąpany i czyściutki, oczywiście, mimo to jakoś nie bardzo przypadł mi do gustu. Opcja odchudzania się przy pomocy tasiemca niniejszym przestaje być aktualna. 

A z jogą to sama nie wiem. Pies się na mnie patrzy dziwnie i jakoś wydaje mi się bez akceptacji („Co ta paniusia znowu odwala najlepszego”), w dodatku uderzyłam się w kolano. A nie mówiłam, że sport jest URAZOWY? W moim przypadku nawet basic yoga. Wszechświat po prostu z całej siły nie chce, bym się angażowała w uprawianie kultury fizycznej, i może faktycznie nie będę, bo jeszcze się rozleci? A zapasowego chyba nie mamy.

O TYM, ŻE BEZ ZMIAN

No dobrze, jak było do przewidzenia – boli mnie cały szkielet ze stresu (bo niektórzy mają wrażliwe jelito, a ja mam wrażliwe CAŁE CIAŁO, ok?) i nachodzą mnie myśli o zastrzeleniu się z pistoletu na gwoździe. Czego nie zrobię, bo te pistolety są bardzo nieskuteczne, widziałam w serialach medycznych. Ogólnie nie mogę sobie miejsca znaleźć, a chwilowo mam go dużo, bo N. pożeglował do Koszyc. Twierdzi, że to awaryjna sytuacja, ale ja tam SWOJE WIEM – od dwóch tygodni planowali urwanie się na delegację i picie wódki. Faceci potrafią być pełni inwencji, dokładnie wtedy kiedy zupełnie nie potrzeba.

Z tego wszystkiego postanowiłam nadrobić zaległe odcinki (właściwie sezony – tyle się nazbierało) „South Parku”. Eryk Cartman ma dziewczynę! Bardzo do siebie pasują, tyle powiem. No i pan Garrison jako prezydent – czyste złoto. 

Pooglądałam sobie tę jogę i tak – najbardziej mi pasuje asana NIEBOSZCZYK, to po pierwsze. Po drugie, wydaje mi się że dałabym radę odklepać dziesięciominutową jogę z jutuba dla początkujących, ale spotkałam się z opinią, że to trzeba Z TRENEREM, bo samemu się nie ustawi postury i nie napnie jak trzeba. No to SŁABO, bo jak z trenerem, to raczej w miejscu gdzie są LUDZIE, którzy człowieka WIDZĄ. A na to zdecydowanie nie jestem gotowa. Nie w grudniu.

No. To idę po solpadeinę max.

PS. No i podobno Don Wasyl zbankrutował! Coś takiego.

O TYM, ŻE GDYBY GRUDZIEŃ MIAŁ GŁOWĘ, TOBYM MU JĄ ODSTRZELIŁA

Od dziesięciu lat grudzień mnie dobija; w sklepach tony czekolady, łańcuszków i światełek, a u mnie czarna polewka z pająka ptasznika. W tym roku również grudzień nie zawiódł i mamy pogrzeb babci. Jak to się mówi, babcia dożyła pięknego wieku 95 lat, ale i tak. Więc niech mnie nikt nie denerwuje świątecznym nastrojem, ozdobami i komediami romantycznymi, bo po prostu dostanie w ryj bez ostrzeżenia. Chcę pod koc i obudzić się pod koniec marca.

I z tego wszystkiego kupiłam buty, chociaż miałam już nic nie kupować, bo nie potrzebuję, a zakupy nie wypełniają pustki w życiu (chociaż napędzają gospodarkę, a przecież idzie kryzys). 

Chyba skorzystam z dobrych porad Zebry i chwilowo poświęcę się alkoholizmowi, tym bardziej że zainwestowałam już w to Essentiale Forte, więc niech mi się zamortyzuje. Skoro poszukiwania sensu życia na trzeźwo nie dają rezultatu, a podobno in vino veritas, więc niech to UDOWODNI.

Dla szwagra nadal nie mam prezentu – dostanie śmiejżelki, kurwa mać.

O ZAWIESZENIU BRONI

No więc plamy albo zbladły, albo ja się do nich przyzwyczaiłam. W każdym razie – MISSION ABORT – nie mam chwilowo głowy z nimi walczyć, ponieważ grudzień ssie jak czarna dziura i pojawiło się mnóstwo innych zagadnień, przy których plamy z atramentu to miłe puchate gąsiątka. Zresztą – może jesteśmy sobie przeznaczone? Zatem niniejszym wobec plam przyjmuję taktykę Napoleona – po prostu poczekam i zobaczę, co się stanie.

Kręgosłup mnie rypie ostatnio (znowu) i wyartykułowałam w stronę mojego męża zapytanie ofertowe, że co by było, jakbym na przykład spróbowała uprawiać pilates. Bo ze wszystkich aktywności sportowych, jakie analizowałam, wydaje mi się najmniej gwałtowny i jakoś tak nieśmiało sądzę, że miałabym szansę nadążyć. Na co N. zaczął się bardzo śmiać, ale to bardzo, prawie dostał czkawki. Jak przestał, to powiedział że najwyżej po pięciu minutach bym umarła z wyczerpania, odwodnienia i szoku całego organizmu i może na przykład powzięłabym heroiczny wysiłek WYJŚCIA Z PSEM NA SPACER. Na początek. 

Może bym i wyszła, ale co to za spacer, na końcu którego nie czeka tapas bar? No i sąsiedzi pomyślą że zwariowałam albo coś. 

OK, fejsbuk podrzuca mi reklamę lustra z frędzlami. Lustra. Z frędzlami. Chyba ktoś mnie pomylił z Belle Watling z „Przeminęło z wiatrem”.

PS. Oraz jeszcze wyświetla mi się reklama lateksowego kostiumu świni (!!!) z czterema parami cycków. Cycek. Na dorosłego człowieka, żeby to było jasne. Chyba niechcący weszłam na jakąś stronę, na którą nigdy, NIGDY nie powinnam była zaglądać NAWET JEDNYM OKIEM.

O PLAMACH, ŚNIEGU I SZKIELECIE

Informuję, że lakier do włosów nie pomaga na plamy z atramentu na kompozycie. 

Mleko też nie (N. gdzieś wyczytał, żeby plamy z atramentu usuwać mlekiem, ale to chyba bardzo stary przepis z czasów kiedy albo atrament był inny, albo mleko – w każdym razie nie działa).

Więc albo się przyzwyczaję, albo trzeba kupić nowy zlew. No chyba, żeby CAŁY zlew wymalować atramentem i mieć taki z poświatą indygo. Doprawdy nie wiem co wybrać, jeszcze się zastanowię. 

Śnieg ma dziś padać. No nic, tylko skoczyć z dachu (gdybym była na tyle wysportowana, że udałoby mi się na ten dach WEJŚC – ale nie jestem, spoko). 

Jak co roku, Szwagier stawia czynny opór przed przyznaniem się, co chce na gwiazdkę. Mówi, że wszystko ma, nic nie potrzebuje i chyba go obedrę ze skóry (i wtedy będzie chciał DUŻO OPATRUNKÓW). Znalazł się abnegat nihilista! Jacy ci ludzie potrafią być złośliwi, to po prostu ręce opadają.

Moja aplikacja do zdjęć znowu wrzuciła fajne nakładki. Nie wiem, dlaczego najbardziej mi do twarzy ze szkieletem na wierzchu, ale tak jest. I już.