DZIS W MENU: SKARPETKI

MOTTO:
„Siedzi baba na cmentarzu,
trzyma nogi w kałamarzu.
Przyszedł duch, babę w brzuch,
Baba fik! A duch znikł.”

Co za piekna, piekna pogoda.
Kurrrrrr…

Mam jakies miedzygalaktyczne problemy ze skarpetkami.
Np. wczoraj – skladam pranie. Dwie moje skarpetki frotte, które zdecydowanie BYŁY TAKIE SAME, z prania wyszly kazda inna. Jedna z bialym paskiem, druga z szarym.

Ale to i tak nic.

Biore bowiem skarpetki N., a ich jest PIĘĆ. Wiec już cos nie tak.
Przygladam się im DOKŁADNIEJ.

Z tych PIECIU skarpetek, TRZY (trzy!) sa identyczne, a dwie pozostale – KAZDA INNA.
W sumie, z pieciu skarpetek wychodzi efektywnie JEDNA PARA plus trzy rozne skarpetki – sierotki, czyli 40% skutecznosci.

Kiedys przychodzila KOBIETA OD PRANIA i pranie dawalo się KOBIECIE. Wiem, bo mam po prababkach i ciotkach cale sterty przedwojennych i miedzywojennych ksiazek lub powiesci w odcinkach, wycinanych z „Kuriera”. Bardzo pouczajaca lektura. I już na KOBIETY glowie było swatanie skarpetek w pary tudziez pilnowanie ich parzystosci, żeby nie rodzily się w praniu nowe skarpetki lub nie była zjadana najslabsza sztuka ze stada. Piekne to były czasy, „komunizmu zadnego nie było, a pomoc domowa nazywala się kuchta, względnie parzygnat”.

A ja bym sobie lezala na szezlongu z pekińczykiem i dostawala globusa z nieróbstwa.

Co za PIEKNA PERSPEKTYWA.
Chociaz… Tyłek by mi szybko utył.

No to już nie wiem.

JAK JAMNIKOWI DOMU SZUKANO

Telefon od N:
– Kochanie, kochanieeee, są JAMNIKI DO WZIĘCIA. Z bardzo dobrego domu. Ministrowi się urodziły.
– E?… – no przepraszam za ten inteligentny przerywnik kulturalny, ale wizja ministerialnych jamników…
– No tak. I jest piesek do wzięcia.

No nie. Piesek odpada. Już Mloda Zebra kiedys zostawila sobie PIESKA, który regularnie sodomizował wlasna matke i siostre rodzoną. Mowy nie ma. Żeby tak suczka… MAŁA JAMNICZA SUCZKA… Aż mi się zjeżyły włoski na karku na samą myśl…

– Nie, nie, suczkę minister już pokochał i ZOSTAJE U NIEGO, jest piesek. Wymysl cos.

Ha! Wymyśl.

Najlepsze, co mi przyszło do głowy, to ogłoszenie na blogu:
„MAŁY JAMNIK DO WZIĘCIA – PIERWSZE 50 OSÓB, KTÓRE ZECHCĄ PRZYGARNĄĆ JAMNIKA, OTRZYMA NAGIE ZDJĘCIE HANIUTY!!!!!!!”.
(Hania – przepraszam Cię, ale chodzi o jamnika. Zrozum. Widzialas kiedys BEZDOMNEGO JAMNIKA?…)

Wpadlismy na pomysl, żeby pomolestowac jeszcze mojego Brata. Jak mogę mieć Brata, bedac jedynaczka?… No – nie mogę, bo to nie jest mój BRAT jako taki, tylko ktos w rodzaju kuzyna, a tak naprawde, to WUJKA. Ale zawsze było, ze BRAT, niech Zebra zaswiadczy. Starszy od nas, był naszym AUTORYTETEM i mowił do nas „SĘPY – NA DACH!!!!!”. Jak to w Rodzinie. Wyrosl na duzego chlopca, ma sliczna zone i dwoje dzieci i pracuje w GIGAWAŻNEJ I CORAZ WAŻNIEJSZEJ firmie, jako kandydat prezentowal się zatem calkiem obiecująco.

Niestety, nie chciał jamnika.
Niestety, jego ojciec tez nie chcial jamnika.

– Ale MÓJ SZEF wezmie jamnika – powiedzial na koniec rozmowy, niejako PRZY OKAZJI.

No! I jak tu nie wierzyc w POCHODZENIE? Ministerialny jamnik idzie do SAMEGO SZEFA GIGAWAŻNEJ I CORAZ WAŻNIEJSZEJ firmy, nawet nie mogę napisac, jakim samochodem jezdzi, bo od razu by było wiadomo. Taki wazny jest, i chce NASZEGO jamnika (bo czujemy się niejako rodzicami chrzestnymi, to chyba OCZYWISTE).

Ale i tak najlepsze było na koncu.
Bo: Minister dostal telefon Brata. Tak? Tylko, ze N. podal ten telefon z BLEDEM – zmienil ostatnia cyfre. Brat dzwoni i pyta, CO Z TYM PSEM, bno nikt do niego nie dzwoni?… N. dzwoni do ministra i zadaje analogiczne pytanie, przy czym uzyskuje odpowiedz, ze JUŻ BYŁO DZWONIONE pod ten numer co pan podal, i ten pan się bardzo ucieszyl i BIERZE JAMNIKA.

Rany jeża… JAKIS OBCY FACET SKOSIŁ NAM JAMNIKA SPRZED NOSA!

N. dzwoni do Brata, żeby się eskapistycznie przyznac do bledu i opracowac strategie odbicia psa.

– No tak – mowi Brat – ale SPOKO, wiesz? PODALES TELEFON MOJEGO SZEFA! I oni się już UMOWILI.

I nie wierz tu, czlowieku, w teorie chaosu.

Za duzo zdrowia mnie te jamniki kosztują.
Chociaz, wedlug Mrożka, do nieba może wpuscic nas nasz wlasny jamnik, jeśli tylko dobrze się o nas wypowie.

Mam nadzieje, ze TEN będzie wiedzial, komu wystawic referencje.

ZYJE, TYLKO

Zyje, tylko mam atak ciezkiej cholery, spowodowany sytuacja zawodowa.

Wczoraj nie mialam ochoty ogladac „Przyjaciol”, seria 7.
(Jesli ktos wyklepie mojej matce, ze w ramach inwestowania w nowy dom kupilismy sobie na wakacjach 3 serie „Przyjaciol”, to jezor z tyłka wyrwe – zrozumiano, Mloda Zebra?…)

Czujecie, jaka trauma?…
Kurwa mać.

SKOLONIZUJMY ANTARKTYDĘ! ZAWSZE LUBIŁAM PINGWINY

(Jedna z moich ulubionych zagadek: Dlaczego niedzwiedzie polarne nie jedzą pingwinow?).

Kurtka nadziewana kaczkami to za malo na taka temperature. Eks – w ramach POKUTY (już TY WIESZ, ZA CO!) sprobuj policzyc, ile stopni mrozu byloby w grudniu, gdybysmy przyjeli taki gradient jaki był z wrzesnia na pazdziernik, co? BO SZACUNKOWO WYCHODZMI MI MINUS CZTERYSTA SZEŚĆDZIESIĄT.

Dzis rano na dworcu zahaczylam okiem o ulotke na słupie: „W każdy czwartek – spotkania z CHARYZMATYCZNYMI BRAZYLIJSKIMI MILIONERAMI”. O HO HO HO! – pomyslalam – IDE, wezme telefon dla dziewczyn… tak NA WSZELKI WYPADEK! Kiedy podeszlam blizej, BRAZYLIJSCY MILIONERZY okazali się MISJONARZAMI, niestety. Stanowczo powinnam isc do okulisty.

Remontuja winde u mnie w robocie. To bardzo dobrze, ze remontuja – poprzednia chyba jezdzil jeszcze Kmicic, i to w czasach, kiedy się nazywal Babinicz. Niedobrze natomiast, ze ta winda wisi o kilka metrow od sciany mojego pokoju. W zwiazku z czym przez caly dzien, kiedy ide do sekretariatu, to potykam się o metalowe szyny, lezace w poprzek korytarza, albo o inne dynksy, którym wole się nawet NIE PRZYGLĄDAĆ. Poza tym, panowie uzywaja szybu windy do transportu GRUZU z gory na dół. Przez caly dzien mam zatem odsluch sciezki dzwiekowej z ARMAGEDDONU albo WULKANU.

I bądź tu, czlowieku, WYDAJNY, skoro już od 11.30 mam łeb jak wiadro.
Nawet Sir Fleming się ZAŁAMAŁ i siedzi zgięty, z dziobem utkwionym we wlasnym kolanie.
To może posprzątam na biurku.

KONTYNUUJAC WATEK "O NICZYM"

Jestem tragicznie, skandalicznie, megagalaktycznie, hipokaustycznie, makiawelicznie, WYRĄBIŚCIE NIEWYSPANA. Albowiem N. mój ukochany wstawal dzis o czwartej rano, celem udania się na jakas niezla impreze gdzies w Europie (DLA OJCZYZNY, to chyba oczywiste). „Ale ty kochanie SPIJ SOBIE – spij – NIE WSTAWAJ!” – nie, w ogole się NIE OBUDZILAM jak wył budzik, skąd. Jak łomotał walizką – tez nie, w ogole, nawet nie zauwazylam. Jak odstawiał taniec szamana z garniturem odebranym z pralni i obdzierał z niego folie – RÓWNIEŻ MI TO W OGOLE NIE PRZESZKADZALO SPAC. Zaluje natomiast, ze nie spiewał przy goleniu i nie plukał gardła z wesołym gulgotaniem. Do kompletu.

Pozniej probowalam jeszcze spac, ale zmarzly mi stopy i najpierw się pol godziny bilam z myslami, czy wstac po skarpetki, jak już wstalam i zalozylam te skarpetki, to reszta mi zdażyla zmarznac, a jak się w koncu ugrzałam i stanowilam bryle o w miare jednolitej temperaturze – no to oczywiście trzeba było wstawac.

W zwiazku z czym mam dzis:
– nowe, piekne, fioletowe szkła kontaktowe, oraz
– nowe, piekne, fioletowe wory pod oczami, rozmiar XXL.

A wczoraj wieczorem zrobiło mi się tak: „Boze, Boze, jaka jestem nieszczesliwa, glupia i brzydka i nikt mnie nie kocha i w ogole wszystko jest do dupy, a ja zwlaszcza” i wypilam 1/3 butelki wiśniówki wlasnej produkcji i nie pocieszyl mnie nawet SMS od Tszeciej, ze WIDZIALA CZARNE GOLFIKI. Bo ja od paru dni szukam czarnych golfików, a w sklepach sa same GOLFISZONY i GOLFIORY.

Chyba jakis dol energetyczny mialam.

Taki jestem dzis FLAK, ze nawet nie chce mi się isc podymic na bloga do mlodejzony normalnie. Straszne. A Tsz pisze o mielonych szczurach… RATUNKU…

NOTKA O NICZYM W ZASADZIE

Dawno mnie nic nie bolalo, tak? No to od wczoraj boli mnie a) glowa (bardzo) oraz b) kregoslup (jeszcze bardziej). Jem ibuprom jak landrynki, nic nie pomaga.

Mam dosyc globalnego ocieplenia, dzieki któremu zima wydluzyla się do 8 miesiecy w roku i zniknely wiosna i lato. I wolalabym kupowac sobie ksiazki i pareo, a nie olej do pieca i kurtke z pierza kaczek (biedne kaczki!…).

Mloda Zebra leci sobie w plichy – nie przyjezdza uczesac Melanii, Melania wyglada jak sfilcowany dywan albo bardzo stary, rozdeptany kapelusz – i co ja mam z tym zrobic?… Mloda – uczesz Mele, bo ci wymowie od pierwszego!!!!!!

Mamy teleks. Niesamowity jest. N. się w nim ZAKOCHAŁ.

Co się kupuje na urodziny czlowiekowi w wieku lat JEDEN? Bo moja chrzestna córka ma urodziny w sobote. Jeśli chodzi o dzieci, to jestem BEZNADZIEJNA. To samo, jeśli chodzi o prowadzenie domu, podlewanie kwiatkow, porzadki w szafie, geografie fizyczną i tabliczke mnozenia. Za to ŁADNIE WYSZLAM NA ZDJECIACH EKSA z Motylarni, tak?…

CZY MOZNA CZUC SIE WYSPANYM W TAKA POGODE?…

W moim niedużym miescie była kiedys piekarnia, mala piekarnia na rogu, w ktorej piekli i sprzedawali najlepszy na swiecie chleb. Od czasu transformacji systemu w piekarni miesci się oczywiście sklep z obuwiem, w moim miescie w wiekszosci sklepow handluje się obuwiem.

Taki chleb, jak z piekarni na rogu, jadlam jeszcze tylko w jednym miejscu: w Poroninie, dokad jezdzilismy kiedys co roku na wakacje. Gigantyczne, okrągłe bochny, sprzedawane jeszcze gorące, prosto z pieca, miały grubą skórę, od dołu przypieczoną, na górze błyszczącą i chrupiącą (tak na marginesie – z calego chleba najbardziej mi smakuje skórka, i ludzi, którzy odkrawają skórkę uważam za cos w rodzaju zboczeńców, NO CHYBA, ze to kanapka dla szesciolatka, który wlasnie zmienia zęby). Najlepszy był ten chleb po prostu z masłem, albo bez niczego – w smaku TROCHĘ PRZYPOMINAŁ chleb baltonowski, tylko był o wiele bardziej puszysty. W niebie pachnie NA PEWNO tak, jak pachnial ten chleb.

Czasy się zmienily, na miejscu piekarni wykwitły jak liszaj – jako się rzekło – buty, a ja czasem sobie wspominalam tamten chleb, bo jestem (po tatusiu) zadeklarowanym chlebojadem, co raczej smutno wróży moim biodrom. AŻ DO WCZORAJ.

Wczoraj N. wybiegł z niedawno przez nas odkrytej piekarni (a wlasciwie – przez mojego ojca, który sledzi najnowsze trendy piekarnicze w miescie i okolicy), w ktorej kupowalismy najlepsze na swiecie bułeczki – wybiegł stamtąd Z CHLEBEM. Ogromnym, okrągłym, z grubą skórą, gorącym…

Zezarlismy od razu pol bochenka. Troszeczke inny, ale PRAWIE taki sam. Tak, wiem, ze gorący chleb jest bardzo ciezkostrawny i może zaszkodzic, i WYBACZAM MU. Odnalazlam swój chleb i zamierzam z nim teraz zyc w zdrowiu i w chorobie, dopóki nas nie rozdzieli nastepna reforma gospodarcza.

A z niusów too… to BĘDĘ MIAŁA DALEKOPIS (kto wie, co to jest dalekopis?… ). Tak, dalekopis. A co, mialam spokojnie patrzec, jak go złomują?… Niedoczekanie.

Kiedy znowu będzie lato?…

A W SOBOTEEEEEEE

Najpierw było OTWARCIE GIMNAZJUM. Hoże uczennice w bialych, polprzezroczystych trykotach odstawialy jakis szalenie kosmiczny układ choreograficzny, plus dymy. Dzieci przebrane za jarzynki, pastę do zębów, jeden mlody zdolny w skórze spiewal Bon Jovi, rodzice i kadra z namaszczeniem klaskali, ja pokladalam się ze smiechu, a wielebny biskup opuscił aulę, kiedy po raz czwarty wyjątkowo biuściasta czternastka o mało nie strąciła przewielebnemu purpurowej czapy swymi walorami.

Niestety, musielismy wyjsc wczesniej (wymykalismy się podczas czwartego spiczu wojewody), BO MOTYLARNIA.

A NA MOTYLARNI:
– przyjechala Rachelka, o czym wiedzieli WSZYSCY OPRÓCZ MNIE
– był Pepsee, pseudo „Wiesz, Mam Zajebistą Depresję”
– była walka bokserska NASZEGO Z CZARNYM, obstawialysmy z Haniutą CZARNEGO I CZARNY WYGRAŁ
– poparzyłam się w jęzor porem w beszamelu
– Zebra robila WSZYSTKO, żeby być w centrum zainteresowania
– Eks błyszczał… Błyskał… NO W KAZDYM RAZIE – OŚLEPIAŁ
– Motyl przypomnial wszystkim, jak to kiedys bywalo na festiwalu w San Remo – wszyscy wyli, a najbardziej Bezo
– Rachel odtańczyła taki taniec deszczu, ze ojapierdole!…
– Degustowane było ciasto (słodkie) upieczone na bazie MAJONEZU oraz muza Pepseego, nie wiem, co bardziej wywrotowe (powiem tylko tyle, ze Pepsee spiewa PO NIEMIECKU Z POGŁOSEM)
– Przyszedl Change, zostal powitany glosnymi okrzykami CZTERECH PAŃ UBRANYCH NA CZARNO (ktos je zna?…) „ROZBIERAJ SIEEEEE!” – ale okazal się ODPORNY, tylko westchnal i od razu napil się wódki…
– Prawdziwi mezczyzni palili cygara, a jeden miał przetrącone kolano
– Tszecia miala na paznokciach DWA ALTERNATYWNE ZESTAWY KOLORYSTYCZNE: „Jesień” oraz „Dżezi, fanki”
– Martucha i Gru były ZA WYSOKIE, boję się ich
– W sumie wypilam może dwa kieliszki wina, na dobra – trzy… NO – NA PEWNO NIE WIECEJ NIŻ CZTERY! – i nie wiem, dlaczego nastepnego dnia tak bolala mnie glowa, CHYBA PRZEZ POGODĘ
– Tradycja mnie podrapała

Na koniec, chcialabym zlozyc oficjalny wniosek o zmiane ksywy naszego przyjaciela.
Zamiast dotychczasowej ksywy „OBŁY” proponuje zmiane na „PARUFKA”.

Któs przeciw?…

OGŁOSZENIE PŁATNE

UWAŻAM
ŻE LÓD NA SZYBIE
(LÓD – NIE ŻADNA TAM MGIEŁKA CZY SZRON – NORMALNY KURWA JEGO MAĆ LÓD)
NA PRZEDNIEJ SZYBIE SAMOCHODU, RANO
SZESNASTEGO!!!!!! PAŹDZIERNIKA!!!!!!!!!
TO JUŻ JEST, KURWA, PRZESADA

ŻĄDAM, ABY ODPOWIEDNIE SŁUŻBY SIĘ TYM ZAJĘŁY W TRYBIE NATYCHMIASTOWYM I NAPRAWILY TERMOSTAT

GLOBALNE OCIEPLENIE!
BUUUUUUUUUUHAHAHAHA!

Koniec ogłoszenia płatnego.