DZIS O ZWIERZATKACH

Na stacjach Orlen do konca lata będzie serwowana bezplatna woda dla zwierzat przewozonych w samochodach osobowych. Pracownicy stacji będą przynosic wode w jednorazowych miseczkach. HA! Kupili mnie 🙂 Melania będzie ZACHWYCONA, ale np. Calineczka wolalaby herbatę. Bo Calineczka pija herbatę. Panie Orlen – co z bezplatną herbatą w jednorazowej miseczce, jeśli zwierzę ma taki kaprys?

Już sobie wyobrazam chlopakow w czerwonych kombinezonikach Orlen, jak popylają z miseczkami… Ech 🙂

A moim rodzicom zszedł żółw. Z zolwiami to jest tak, ze w zimie nie sa one bardzo ruchliwe, wiec trudno jest zweryfikowac, czy zolw jeszcze dycha, czy przeniosl się do krainy wiecznych lowow. Bo wiekszosc czasu spedzaja w srodku skorupy. Od czasu do czasu wytkna glowe i cos przekąszą, ale z rzadka. W przypadku tego konkretnego zolwia komisja obwodowa w skladzie Leona Jerzego zastosowala metodę NA WĘCH. Wiekszosc zolwi jak spi, to nie smierdzi. A ten – owszem.

Niektorzy z nas nie sa jednakowoz do konca przekonani co do nieomylnosci Leona i zarzucaja mu, ze zakopal zwierze tylko dlatego, ze np. mialo koszmarne sny, albo gorszy dzien.

Jak wszystkie inne zolwie, ten również wyladowal na klombie (a raczej – POD), elegancko przez Leona ZAFOLIOWANY przy uzyciu zgrzewarki.

Ale spoko. Zostaly nam jeszcze 3 zolwie. Stay tuned.

ZAGUBIONA MIEDZY PONIEDZIALKIEM A SRODA

Czy komus z Panstwa podawal może kiedys ksiazke ksiegarz, z którego ramion zwieszal się dostojnie ŻYWY, SPORY BOA?

Przysiegam na wszystko co mam najcenniejszego, ze bylam trzezwa, przytomna, zdrowa psychicznie, w towarzystwie bezstronnego swiadka, a godzina to była około 18-tej. Wczoraj. Ten facet po prostu MIAŁ ZE SOBA WEZA W PRACY. Weza, gada. Dostojnego kilkumetrowego weza, owinietego wokół ramion i karku. Bardzo pieknego, bo ja przepadam za gadami.

To jest ksiegarnia na Mokotowie, naprzeciwko Polskiego Radia. Gdyby ktos zechcial zweryfikowac.

Rzeczy niespodziewane mogą się nam przytrafic tak po prostu. W samym srodku codziennosci.

NO DOBRA! JUZ MI PRZESZLO :)

Jest taka prawidlowosc: jak nie ma N., bo na przykład wyjechał („ojciec jest tak samo wazny, jak matka, a jak matka wyjedzie, to nawet wazniejszy”!) albo nie wyjechał, ale go nie ma, bo normalnie pije gdzies w lokalu i szczypie kelnerki… Co to ja?… A! No nie ma go w domu wieczorem. Za oknem zapada zmrok, ja robie sobie drinka i co czytam?

TAK! Bingo. Czytam kolejna ksiazke o seryjnym mordercy. Bardzo dobry pomysl, jak się siedzi samemu w duzym, skrzypiącym, pustym domu. Nie ma jak seryjny morderca wieczorowa pora. Kiedy wlasnie znalezli czwarta wypatroszona kobiete z obcietym palcem wskazujacym, dostalam zeza rozbieznego, bo akurat w okno zapukala galaz magnolii. Trzesac się jak galareta udalam się zatem do salonu i zapuscilam „Bridget Jones” w celu odbudowy psychicznej. Great. I was wearing a carpet.

Wlasciwie to moge sama napisac taka ksiazke. Phi. W dodatku wplesc motyw autobiograficzny. „Policja niewielkich miasteczek umieszczonych dookoła rozleglych bagien lubelszczyzny natyka się na kolejne zwloki mlodych kobiet. Maja one kilka cech wspolnych – powyzej 1,70 wzrostu, duze piersi, dlugie paznokcie, wiek ponizej 25 lat i sa ekspedientkami (ALBO ksiegowymi). Wyjatkowo brutalny sposób usmiercania zadziwia nawet starego, doswiadczonego policjanta Ryszarda Sternika – jest to jego ostatnia sprawa przed emeryturą. Ryszard Sternik jest samotny, jedyna osoba która czeka na niego w domu jest wykastrowany kot. Wiele zwlok musi uplynac, zanim policja wpadnie na trop. Nikt nie podejrzewa skromnej, cichej, niewysokiej blondynki, ktorej psychopatyczne sklonnosci wychodza na jaw dopiero w sytuacjach ekstremalnych – na przykład w rozmowach ze sprzedawczyniami w butikach odzieżowych…”

No i jak? Intrygujace?

Aha, i przez caly wieczor piekłam bakłazana. Uwielbiam baklazany, ale usmazony baklazan jest megatłusty, wiec postanowilam go upiec. No wiec wtrynilam drania do piecyka i pieke. Pieke, pieke, pieke. W 150 stopniach, 180, 200, 240. Pol godziny, godzine, poltorej. DWIE GODZINY się sukinsyn piekł i po wyjeciu okazal się SUROWY.

Fenk ju, gud najt.

Aha, i jeszcze chcialam oglosic KONKURS:
SCHABOWY CZY MIELONY?

Calkowity dochod z odpowiedzi zostanie wydany na wino.

WESOLYCH SWIAT

Jeden polski rezyser… Kurcze. Wlasciwie nie JEDEN, tylko WSZYSCY – no ale. JEDEN robil b. dobre filmy, a pozniej przyszla transformacja systemu i przestal robic dobre filmy, i zaczal robic lodówki. W jednym z tych dobrych filmow – bodajze „Kontrakt” mu na imie – rzecz traktuje o slubie dwojki mlodych, inteligentnych ludzi, z których ON jest z mocno bogatej rodziny siedzacej twardo w ówczesnej rzeczywistosci – willa, gosposia, waza do ponczu, no a ONA by wolala jakos intelektualniej – wywiazuje się taki dialog (o sukni slubnej):
ONA: Jakbym była w ciazy, to specjalnie bym zalozyla biala, obcisla, tak, zeby wszyscy widzieli.
ON: Antykonwenans to jeszcze nie jest BRAK konwenansu.

„Swiete slowa, Chewwy” – pomyslalam sobie cytatem z innego filmu (konkretnie, Gwiezdnych Wojen). Negacja nie wystarczy – wypadaloby mieć jeszcze POMYSL.

Fakt, nie lubie bieganiny przedswiatecznej, i tak mam malo czasu, duzo pracy, wiec dodatkowe atrakcje wywoluja u mnie odruch obronny. Ale cos w tym jest, w tym bialym obrusie, jajku na twardo, wlasnorecznie uwedzonej szynce (tzn. BABCIO-recznie i LEONO-recznie). Nie mam pomyslu, wiec nie będę negowac.

Wesolych Swiat, Kochani.

ŚRUBKI

Wczoraj: wyjatkowo DŁUGI dzien i pracowity, powrot do domu – pozno, w dodatku z bolacymi plecami, jedno marzenie: wczolgac się pod prysznic i do lozka, spac.

– Kochanie – oznajmia N. glosem DRAMATYCZNYM, jak Helena Modrzejewska – nie mam na jutro koszuli, a musze mieć bardzo uroczystą.

Jezu. Dopelzlam do lazienki, wrzucilismy do pralki troche bialego, zapuscilam pralke. Na trojce, szejm on mi, powinnam była wlaczyc piatke, ale zmeczona bylam jak zaprzeg psow husky po zdobyciu bieguna.

Pierwsza godzina: pralka bulgocze, ja wisze w fotelu nad „Przejsciem” i katem oka ogladam „Przyjaciol” (ach, uwielbiam ten kawalek jak Emily wyskakuje Rossowi z lozka i ma takie TŁUSTE UDA – huuuuuu hu hu).

Druga godzina: pralka łomocze, ja wisze nad ksiazka, doznaje wizji religijnych, kregoslup mi się rozmnaza przez podział, plecy wyją glosniej od pralki.

Trzecia godzina: cholerna pralka wreszcie STAJE. Wieszamy. Wieszamy. Wiesza… Przy przedostatniej koszuli N. wykrzykuje radosnie:

– WIESZ, co?

(Nagle mam bardzo, bardzo dziwne przeczucie, ze WOLAŁABYM NIE WIEDZIEC – ale i tak mowi).

– WLASNIE mi się przypomnialo, ze MAM JESZCZE JEDNA KOSZULE! Biała! Na jutro! Widzisz? Uffff – dobrze ze mi się przypomnialo – W OSTATNIEJ CHWILI!…

Drogi Pamietniku.
Nie – nie zabilam go. To mezczyzna mojego zycia. Moja druga połówka chleba.

Nie zabilam go, po prostu NIE MIALAM SILY.

PS. Tak, Haniu – ONI CZCZĄ ŚRUBKI. Dzis rano kazal mi liczyc srubki w stole kuchennym i oznajmil, ze „swiat srubką stoi” i ze bez srubek daleko bysmy – jako cywilizacja – nie zaszli. Ale wiesz – zawsze możemy zalozyc lesbijską komune. To tez jest jakies wyjscie.

IMAGO

Dzis mam na sobie (NA sobie?… czy raczej W?…) szkla kontaktowe o kolorze AMETHYST. Na pudełku i ulotce wygladaja na fioletowe. W moich oczach tego fioletu jakos nie widac, tylko ciemne akcenty – w zwiazku z czym wygladam dziwnie. Żmijowato. Za kazdym razem, jak rzucam moje nowe, ametystowe spojrzenie Mojemu Drogiemu N., to on mowi „JA CIE PROSZĘ – TY MNIE NIE DENERWUJ”.

No już sama nie wiem, jak to z tym imydzem jest wlasciwie. Nie zmieniac – wtedy NUDA W ZWIAZKU. Zmieniac – to mowi NIE DENERWUJ MNIE i ze musi mi znalezc jakies zajecie, bo mnie nosi. Rozumiem, ze jakbym wyjechała z jakims wielkoformatowym tatuazem – np. krokodyl wielkosci naturalnej w kolorach teczy, od lewego kolana przez plecy, z zakretem na brzuch. Ale SZKŁA? W dodatku na miesiac?…

Hmmm. Wygladam DZIWACZNIE.

PS. Gdybys miala wybrac, Czytelniczko, polityka, z ktorym poszlabys do lozka, to kto by nim byl?
Jesli o mnie chodzi – DONALD TUSK. Wylacznie.

A ty, Czytelniku? 🙂