ZAKLINANIE

 

Ostrożnie z tą wiosna, easy, easy kids, u mnie jeszcze nie szły mrówki. A moje mrówki się, przypominam, nie mylą. Mrówki Oracle.

 

Chyba kupie trabkę i je obudzę, bo naprawdę, naprawdę TAK STRASZNIE CHCĘ, żeby już było ciepło, ze… że GOTOWA JESTEM NAWET przystąpić do robót polowych w ogrodzie! Mogę grabić, zamiatać taras, szorować klinkier po zimie, siać chabry, szukać glizd dla N. w celach wędkarskich, tylko niech już będzie ciepło.

 

Z tego wszystkiego zjadłam wczoraj kawałek ananasa, czym skonfudowałam mojego męża: „Co ty wyprawiasz?… JESZ OWOC? Oszalałaś? Dobrze się czujesz?…”.

 

Nie za bardzo.

Chcę wyprowadzic nowe buty na spacer.

 

O TYM ŻE NIE MAM SIŁY, ZNOWU, A RACZEJ CIĄGLE

 

Nie mam sily w ogóle. Całkowicie. Ani ćwierć niutona.

Ale z tego co widzę, to nikt nie ma.

 

Jedynymi żwawymi istotami pozostają niezmiennie mój mąz i Szczypawka, pies na baterie.

 

Szczypawka ma siłę i energie kilkanaście razy dziennie dokonywac mordu na pluszowej owieczce (dostała prezent z Zakopanego – owieczkę na rzepa, która może być poduszką. Natychmiast odpruła jej łeb i ucho), aby później, zadyszana, przytulic się do trupa. Sweet. Wygląda tak uroczo.

 

Ona jest taka społeczna i garnie się do innych psów, zupełnie odwrotnie niż Melania, która najbardziej lubiła (tak jak ja) całe dnie spędzać samotnie na zamyślonym patrzeniu się w jeden punkt (szwagier uparcie twierdzi, ze Melania całkowała). Fuge uwielbia i ciągnie, żeby się z nia bawiła, choc tamta ma inne priorytety (wyżebrac jak najwięcej jedzenia, uwalic się spać na kanapie).

 

Z jednym wyjątkiem: nienawidzi Perełki, psa sąsiada, i jej potomstwa.

 

Perełka, małe czarne śmieszne coś, nad wyraz operatywnie postarała się o przychówek. Ponieważ sąsiad pilnował suki, to Perełka namówiła wielbiciela na romans przez płot. A konkretnie, przez dziury w siatce. Taka namiętna. Efektem związku było dziwaczne pokrajcowane potomstwo, z którego dwie sztuki zostały z Perełką. Cała trójka na widok Szczypawki zawisa na płocie i drze mordę tak potwornie, że wszyscy w okolicy wypadają z domów sprawdzić, czy to kogoś ćwiartują, czy gwałcą, czy co.

 

A Szczypawka spoko. Najczęściej demonstracyjnie odwraca się do nich dupą i rozgląda, głucha kompletnie. Czasem, aby wyrazić swoja pogardę dogłębniej, sika na trawnik przy samym płocie, po czym tylnymi nóżkami zamiata trawę tak, żeby doleciała do tamtych. Tamte oczywiście drą się jeszcze głośniej, dostają amoku i apopleksji i o mało nie przegryzą siatki.

 

A Szczypawka spokojnie i majestatycznie odwraca się do nich dupą i odchodzi w kierunku zachodzącego słońca.

 

Nie wiem, czym Perełka jej się tak naraziła, wolę nie wnikać. Jakieś straszliwe szczeknięcia tam musiały paść, to pewne. Może o traktat się pokłóciły.

 

Jedyne, na co mam silę i ochotę, to oglądanie South Parku. Tylko że N. protestuje. Ja nie wiem. Nie lubi Eryczka?… („Ukradłem księdzu kanapkę” – „Gdyby ksiądz o tym wiedział, na pewno by ci wybaczył” – „Zaraz, nie skończyłem… Wyjąłem z niej szynkę i podtarłem sobie nią tyłek, włożyłem z powrotem do kanapki i patrzyłem, jak ksiądz ją je”).

 

Hanka mi mówi RĘCE PRECZ OD KOREI! I twierdzi, że to ona jest narzeczona Eryczka. No ja nie wiem. Hanka to normalnie zawsze musi zgarnąć wszystkich najfajniejszych chłopaków z całego puebla. Ech.

 

JAK TU NIE OSZALEĆ?

 

Co 30 minut:

Słońce.

Śnieżyca.

Słońce.

Śnieżyca.

Słońce.

Śnie…

 

WEŹ TU CZŁOWIEKU I NIE SFIKSUJ!!!!!!!!!!!!!!!!

Myśl pozytywnie, miej chęć do życia i kochaj bliźniego!!!!!!!!!!!!!!!!!

 

W taka pogodę to NIEMOŻLIWE.

 

Trzeba się skupić na MINIMALIZOWANIU STRAT (jak najmniej trupów) (w szafie).

 

Ten kolor w środkowej sypialni, co miał być „delikatnym pastelowym mango”, tak? No więc on wyszedł „CHOLERNIE dojrzałe, asertywne, pewne siebie, nasycone mango w promieniach popołudniowego słońca Afryki”. „Trochę nam odważny kolor wyszedł” – zauważył mój mąż (około 40 razy zauważył, zanim się otrząsnął i mógł powiedzieć coś innego). Trudno. Będzie po afrykańsku, skoro już tak wyszło. Walnie się niskie łóżko z ciemnego drewna i wstawi tych Pigmejów, co to ich N. dostał swojego czasu i nie bardzo mieliśmy na nich pomysł.

 

Oooo, jak sypie snieg. A przed chwila waliło słońce.

 

Chce na Kanary.

 

WTORKOWO POSWIĄTECZNIE

 

Miałam szczery zamiar NIC DZIŚ NIE JEŚĆ. Nic.

Oczywiście mój zamiar skląsł zaraz przy porannej herbatce, do której TAK JAKOŚ ZAHACZYŁAM ZĘBEM potężny kawał Baby z Drożdzą i poszłooooooooo!

 

Ponadto czuję, że narasta we mnie gniew, który ukoic mogę jedynie rozdarłszy na frędzle jakies niewinne zwierzątko o wielkich okrągłych oczach.

 

Tymczasem nie mam się na kim wyzyć ZUPEŁNIE, albowiem mój mąż – strateg wyczul pismo nosem i spierniczył na delegację.

 

Zamieniam się w Eryczka Cartmana.

I JESZCZE WAM POKAŻĘ, HIPISI.

 

TOSKANIA DLA PSÓW!

 

„Już za trzy miesiące w Toskanii będzie można iść z psem i kotem do teatru, muzeum, restauracji i na plażę”.

 

Jedynym miejscem, gdzie nie można iść z psem, będzie podobno Opera we Florencji.

 

Pff! Ciekawe dlaczego.

Że co, że pies nie doceni „Madame Butterfly”?

(Ja myślę, że oni się boją, żeby psy nie wyły przy wysokim „c”. Jamniki tak reagują na wysokie dźwięki).

 

Miałam okazję siedzieć z psami (cudzymi) w kawiarniach w Krakowie, Santiago, na południu Francji, a nawet w jednej super wytwornej restauracji w Monte Carlo. Mam nadzieję, że właściciele białego pudelka nie mają mi za złe, że dałam mu kilka pistacji. Przepraszam niniejszym.

 

Psy są cudowne i uważam, że to od psa powinno zależeć, czy ma ochote iśc na plażę (upalnym latem to chyba nie jest najlepszy pomysł) czy do muzeum. Ja tam wole psa w knajpie, niż NIEKTÓRYCH LUDZI PALĄCYCH CYGARA.

 

HEJ!

 

Wesołych Świąt!

 

(Ten kurczak u Hanki to fotomontaż, prawda? Prawda? PRAWDA?????).

 

THE TIDE IS HIGH BUT I’M MOVING ON

 

Hanka to zawsze wymyśli coś strasznie fajnego, a to chłopaków co śpiewają po czesku, a to Sarę Silvermann, która z kolei po angielsku, z Mattem Damonem, a dziś walnęła przepiękną notkę o tym CO JEJ SIĘ ZNUDZIŁO I CO BY CHCIAŁA. I ja zaraz tez bardzo chce mieć taką notkę! Wua la:

 

Jak powiem, że znudziła mi się zima, to wszyscy się porzygają, więc powiem dla odmiany, że ZNUDZIŁO MI SIĘ SPRZĄTANIE przed swietami. KTO POWIEDZIAŁ ze przed świetami trzeba wymieśc z domu koty? Co to za jakiś zabobon pogański?… Padam na ryj oraz tak mnie bola plecy, że jak zamyśliłam się chwileczkę przy odkurzaniu, to okazało się, że od kilku minut ODKURZAM DOOKOŁA MIGDAŁA. Bo na podłodze leżał migdał, który powinno się, nie ukrywajmy, podnieść, ale wolałam tego uniknąć i próbowałam odkurzyć DOOKOŁA niego po prostu.

 

ZNUDZIŁO MI SIĘ RÓWNIEŻ monotonne pakowanie i rozpakowywanie pralki. Mam taki postulat, że będziemy teraz z N. chodzić w kółko w jednych ciuchach, aż zesztywnieją z brudu i się podrą, po czym wyrzuci się je i założy następne. Prawda, że praktyczny pomysł? Oszczędza się prąd, wodę, miejsce w szafach i moje nerwy.

 

ORAZ ZNUDZIŁ MI SIĘ TEN KOT, który siedzi pod karmnikiem i czyha na ptaszki. JA WIEM HANKA, że ty lubisz koty, ale zaraz pójde go piznąć w łeb drewniakiem. TRUDNO. Mój ogródek, ja tu jestem szeryfem.

 

Z cyklu CO BYM CHCIAŁA, oprócz żeby ludzie byli dla siebie dobrzy i nie zabijali małych foczek (podpisałam petycję), to chciałabym, aby kilka wybranych przez mnie osób spierdalało na drzewo. Ja pokażę palcem, którzy to mają być, nie muszą się sami domyślać. I mają na tym drzewie pozostać do chwili, kiedy powiem, że mogą już zejść.

 

Oraz, żeby wszyscy się ode mnie odpiergolili, żebym w spokoju mogła przeczytać „Przeminęło z wiatrem” po raz 23743, robiąc szydełkiem bieżnik w secesyjne irysy.

 

O KORKU, MIESIE I MISYJNOŚCI POLSKIEJ TV

 

Dzis w Naszym Ulubionym Przyjacielu Codziennym – Korku Raszyńskim – widziałam dziewczyne w dużym szewrolecie, która CZYTAŁA KSIĄZKĘ. Miała rozłożona na kierownicy i czytała sobie.

 

No przyznam Ci się, Drogi Pamiętniczku, iż czytająca kierowczynie widziałam po raz pierwszy. Były już osobniki i osobniczki robiące sobie makijaż, malujące paznokcie, jedzące, gadające przez telefon, czeszące się. Ale ksiązka? Na kierownicy? (i nie komiks, nie nie nie).

 

(Przed chwilą walił snieg, wyszłam z pokoju zrobic sobie herbatę, wracam – błękit nieba północnej Italii. Czy ja się przemieszczam w czasie? Z herbatą?… A jak rozleję?…)

 

W nowym domu grasuja malarze. Odpicowali już salę kinową (i nie będzie nam więcej James Bond załamywał się na końcach z powodu uskoku ściany), teraz wzięli się za sypialnie. Najmniejsza będzie w kolorze powder rose i chcę tam wstawić białe mebelki, żeby było jak u Ani z Zielonego Wzgórza. Nie mam pomyslu na średnią. Może w stylu MADONNY KRÓLOWEJ POPU? Okrągłe łózko wodne z narzutą w zebrę i sporo lateksu?… (Hanka śpi w średniej. HANKA! Co ty na to?).

 

Kilka dni temu weszłam sobie na Allegro i natrafiłam na KIEŁBASĘ. Taki produkt mięsny. Jadalny. Na Allegro. Z opisem, a jakże. „Jej łupka to jelito naturalne lekko pomarszczone o barwie ciemnobrązowej, w dotyku mało elastyczna, łamie się z charakterystycznym trzaskiem”.

 

Uśmiałam się oczywiście jak dzika norka, no bo KTO przychodzi na Allegro kupować kiełbasę!

 

Jakże było to z mojej strony krótkowzroczne.

 

NO JAK TO, KTO.

 

Wczoraj przyszła paczka z mięsem na święta.

 

(Mam taką teorię, że N. w poprzednim zyciu był paleolitycznym myśliwym, który zginął na polowaniu przygnieciony mamutem, i stąd ta jego bezinteresowna miłość do dużej ilości mięsa).

 

A w ogóle to przez polska telewizje misyjna przestanę odwiedzac babcię!

 

Bo co do niej przychodzę, to w tle leci MODA NA SUKCES. Oni to chyba puszczają cała dobę non stop po to, żeby emitowac jakies podprogowe przesłania; puszczaja zielone ruchome spiralki i komunikaty „Wpłac na Rydzyka! Wpłac na Rydzyka!”. Albo „Jarosław Kaczyński jest przystojny! Jarosław Kaczyński jest przystojny!”.

 

I wczoraj wchodzę z imieninowym ciastem (moja babcia ma na imię Józefa. Kiedys myślałam, ze ma przekichane, ale teraz bardzo mi się podoba. Moje prababcie miały piekne imiona – Apolonia i Aniela), a tam w tle dialog: „RIDŻ MÓWI, ze gdybys nie była jego siostra, to by się z toba ożenił”.

 

ALEZ RIDŻ! NIE BĄDŹ TAKI SKROMNY! Taki nieistotny detal cie powstrzymuje?…

 

Ale to przeciez „Lejdis” sa niemoralne, bo mówią „kurwa”. Kilka razy!!!!!!

 

CAŁA PRAWDA O WIEDZMACH

 

W piątek (miałam kaca oraz) moja twarz straciła dziewictwo z pilingiem chemicznym.

 

Oznacza to, jak sądzę, że raz na zawsze zakończyłam pewien etap w życiu kobiety i weszłam w następny. Etap dojrzałej kobiety stosującej pilingi chemiczne. Tym samym awansowałam do starszyzny plemienia i niech mi teraz ktoś podskoczy.

 

Piling miałam robiony w towarzystwie nader zacnym, albowiem trzech dr nauk med. (nie dajcie się zwieść pozorom, że one takie małe, słodkie i niewinne – piłują gerbile, aż wióry lecą!) (Zebra mi pokazała gerbile. Jeden dostał padaczki. Chwilowo ich nie kroi, tylko wpuszcza do labiryntu. Uhm. Na blacie obok leżała strzykawa z JAKIMS CZYMŚ. Poważnie podejrzewam, że one tam schodzą do tych sal operacyjnych, te PANIE DOKTOR, dają sobie w żyłę, puszczają gerbile do labiryntu i mają niezły odlot).

 

– Aaaaaaale to nie będzie bolało?… PRZYSIĘGAJ MI TU ZEBRA NA KROSMAJHART że to nie boli.

– OJ NIE BOLI histeryczko jedna.

 

Nie boli. SZCZYPIE. Ale nie bardzo.

 

– A nie wyjdzie mi po tym na twarz surowe mięso? – zaniepokoiłam się, bo nazajutrz czekała mnie konfrontacja z teściową i szwagierką.

– Oj najwyżej pójdziesz w woalce!

– NO DOBRA TO CO? Nakładamy? – blond pani doktór podskakiwała z pędzlem.

 

A niech tam. Raz się żyje.

Twarz niby tez ma się tylko jedną, ale co? Dała radę Steczkowska, a ja nie dam? JA NIE DAM?

A nawet jak mi wyjdzie surowe mięso, no to co. Najchętniej na spotkania RODZINNE chciałabym mieć taka paszczę wysuwaną z drugiej paszczy, jak Królowa Obcych. A tak, to najwyżej zaprezentuję mięso na twarzy i splunę ogniem.

 

Pięć minut później siedziałyśmy z rączkami na podołkach, z twarzami pokrytymi takim oleistym mazidłem (później przy zmywaniu dostało mi się to do ust – TO BYŁ KWAS! Miałam twarz pokryta KWAŚNYM ŚLUZEM, czyli jednak trochę jak Królowa Obcych!).

 

I doszłam do wniosku, że JUŻ WIEM, co robiły wiedzmy na sabatach. One sobie robiły PILING CHEMICZNY.

Wcale nie gotowały sobie fondue w tych kociołkach, tylko piling.

Jak nic wszystkie były po trzydziestce, gotowały żaby i jaszczurcze ogony, a później nakładały to sobie na twarz i młodo wyglądały.

I dlatego faceci NIGDY nie mogli zrozumieć, o co im chodzi, więc na wszelki wypadek je palili.

A zazdrosne baby ich do tego podjudzały.

 

A dziś od rana w Trójce niejaki Aquafresca, piłkarz z aspiracjami bycia w polskiej reprezentacji (oszalał?), mówi po polsku wierszyk o sroczce, co kaszkę gotowała. Obstawiam, że wkrótce stanie się bohaterem narodowym. Ładniej mówi po polsku, niż prezydent tego oto kraju.

O LOSIE LOSIE


Ponieważ wczoraj
BYŁAM NIEZWYKŁA, piekna, bogata i elokwentna, płynełam pod pełnymi zaglami, brylowałam i zadziwialam wszystkich moja inteligencja

TO DZIS
jestem nieslychanie nieszczesliwym utytłanym potarganym biednym wrobelkliem wywleczonym psu z gardła.

(to sie nazywa ZWIAZEK PRZYCZYNOWO SKUTKOWY i ma sporo wspolnego z czerwonym winem łamane na szampan).

I wszystko mnie wzrusza.
Widziałam np. taki mały samochodzik z napisem POGOTOWIE DZWIGOWE i zwizualizowalam sobie, jak biedny dzwig traci przytomnosc i przewraca sie jak długi na ulice… A przecież nieprzytomny dzwig nie zmiesci sie do takiego malego samochodziku!…

Troche umieram.

„SPALIŁA MĘŻA ZYWCEM, BO NIE UMYŁ STÓP”

 

Kto chce ze mna okraść bank?

 

Wchodze i wale prosto do skarbca. Pies z kulawa noga nie zwróci na mnie uwagi. Dzis kanar w warszawskim autobusie mnie ZIGNOROWAŁ!

 

PO PROSTU ZIGNOROWAŁ!

Nawet na mnie nie spojrzał!

Wszystkich opikał tą swoja maszyną, a mnie ominął, jakbym była nie wiem. Z powietrza zrobiona.

Za to ochoczo dręczył jedna panią w kapelucie, której bilet cóś mu się nie spodobał.

 

Im bardziej mam nadzieję na bycie fą fatal, tym bolesniej życie mnie wyprowadza z błędu. Dzis przy pomocy warszawskiego kanara.

A może by się tak opitolic i ufarbowac na wczesna Blondie?…

 

W ogole dzien mam dziś taki więcej refleksyjny, bo w PKP dzis w menu zerwana trakcja i jechałam półtorej godziny, dzięki czemu skończyłam „Na początku był głód”. Bardzo się ucieszyłam, że moje zamiłowanie do mięsa, tłuszczu, pieprzu i papryki jest ewolucyjnie poprawne i pełna nowej wiedzy świadomie wybierałam kanapke w Coffee Heaven. Miałam ochote na jajko z majonezem, ale wzięłam włoską robotę.

 

Później w autobusie rozmyślałam o lipidach, insulinie, węglowodanach i kanibalizmie. Może w sumie ten kanar trafił akurat na moment, kiedy ten kanibalizm mi się na twarzy rysował i dlatego wolał nie podchodzić.

 

Tym się trochę pocieszam.

 
PS. Musze to dorzucić. Źródło – forum na Onecie: "Co za beznadziejne okreslenie ‚singielka’. To nie lepiej powiedziec ‚stara panna’"?
:))))))))))))))))))))))))))))