Chrabaszcz

Ludzkosc pochodzi od ameby niezaprzeczalnie. Galareta podazajaca w kierunku jedzenia plus nibynozki. I nibyglowki. Kto by pomyslal, ze takiej demofobii można się nabawic, pracujac dla organizacji ktorej mottem jest „Our dream is world without poverty”? Z jednej strony – ludzie jak Piotr czy Norbert, którzy mogliby być bohaterami powiesci Strugackich – „Trudno być bogiem” czy „Pora deszczow” – bez zadnej charakteryzacji. Z drugiej – bezwladny okolodupizm, tumiwisizm i horyzonty myslowe, których najdalej wysunietym punktem jest czubek wlasnego nosa. Zagęga toto od czasu do czasu „Tak, tak – to straszne, nieprawdopodobna tragedia”, ale zaraz poleci porozpychac się lokciami w stoisku z serami w Geant.

Jestem niesprawiedliwa. Ludzie nie sa zli. Sa tylko przerazajaco bezmyslni, immobilni, przywiazani sznurkami codziennych nawykow do wydeptanych sciezek. Pomyslec? Zbyteczna strata energii, która się przyda podczas kolejnej godziny na silowni.

Gorzko mi, jakbym polknela chrabaszcza. Nie nauczysz, wnusiu, sledzi latac – Hania jest madra po babci. Wierze, ze Anakin nie będzie ameba.

Notowania

Jako jury (takie od lyzew, co daje szostki jak się artysta nie wyrypie po piruecie) dzisiejszej pogodzie przyznaje 2.4 i to, proszę pogody, z DUZYM zapasem optymizmu. Naprawde duzym.

Bo w taka pogode, drogie panie, drodzy panowie, to „Anna Karenina” albo „Dama Kameliowa” plus herbatka z rumianku z miodem, na kanapie koc szetlandzki, na kolanach seter irlandzki, na kolacje grzane wino i przytulanki. A tu etat od rana zęby szczerzy…

A propos zebow, E. wpada do pracy z okrzykiem na ustach „Bardziej się oplaca wyrwac trzy zeby, niż leczyc jeden!” i ja nie mam podstaw, żeby jej nie wierzyc! Tylko co z tymi zebami pozniej robic? Bo z tymi zaoszczedzonymi pieniedzmi, to już bym sobie jakos poradzila…

Telewizji nie zaloze sobie za nic w swiecie. Co pojde do rodzicow, to tam jakas panienka z usmiechem informuje „Czy wiesz, ze twoja skora po dwudziestce zaczyna obwisac?” (nie – JAKOS NIE ZAUWAZYLAM, a co? Obwisla pani? No to strasznie mi przykro…) albo dziecko ciagnie gola pupe po zarazkach w lazience. HORROR! To już wole opalone, szczere i bezpretensjonalne oblicze Wicemarszalka.

Z Marcelim od rana POWAZNE rozmowy na temat zycia… Jemu chyba tez pogoda dokopala. A to dopiero poczatek! Jak tak dalej pojdzie, to do grudnia przerobimy caly pozytywizm… A do wiosny to nam Hanka z piatka z Pana Boga NIE PODSKOCZY 🙂

NO, TO…

NO TO MAMY MAGISTRA!
Mloda Zebra sie obronila! Wlasnie dzwonila telefonem.
– Zdalam, zdalam! – poinformowala mnie. – Tylko tych po szampanie nie chcieli przyjac!

No JAK miala NIE ZDAC – po pierwsze, czy ktos ZNA czlowieka, ktory oblal obrone?… (ja tylko jednego, w dodatku tlumacza 😉 )
Po drugie – wyslalam jej MAGICZNEGO SMS-a autorstwa Sina: „TRZYMAJ SIE PEDZLA, MAŁA!” 😉
Nie mogla nie zdac 🙂

Powiedziala, ze od czwartku zaczyna PIC.
– A co bedziesz robila do czwartku?
– No nie wiem… Moze sie NAPIJE?…

Moja krew.
Wszyscy Fizdejkowie byli tacy 🙂

BILANS

A teraz będę robic bilans.

ZLE:
– jest PONIEDZIAŁEK
– mam kaca i glowe troche nadpeknieta
– ksiaze William robi się coraz bardziej podobny do ojca, a nie do matki

DOBRZE:
– mam pepsi na kaca (bozia się troszczy o swe zmarnowane owieczki!)
– kac jest po fajnej imprezie
– jeszcze tylko dzis i tylko 2 dni i cztery dni wolnego
– nie szkodzi, ze ksiaze William jest coraz bardziej podobny do ojca – i tak bym się nie dopchala 🙂
– mój Najdrozszy jako ojciec chrzestny dostal za partnerke STRASZNEGO kaszalota, wiec humor mialam SZAMPANSKI (DZIEKUJE CI MATKO CHRZESTNO!)

Czyli wychodzi, ze jednak wiecej DOBRZE.
Czyli jest po co zyc. Nawet z kacem. Nawet w poniedziałek. Nawet, jeśli wygladam NIECO jak Jezebel, z czarnym podbiciem pod oczami 😉 (podniebienie tez mam CZARNE, bo jestem WREDNA, prawda, Hanka?).

Uch. Znowu chwilowo nie pije nic do konca zycia. To już czwarty raz od zeszlej niedzieli 🙂

O MROWCE

O mrowce za moment, najpierw będzie o pizzerii w Katowicach.

Pizzeria nazywa się ZAGADKOWO, bo „SICILIA”. Tjaa… Ale OPROCZ nazwy – wszystko ma SUPER – wystroj, jedzonko, winko, obsluge, no i jest niedaleko dworca, co dla wedrowca strudzonego nie jest bez znaczenia. Nie przepadam za jedzeniem solo, ale tam naprawde czuje się dobrze – kelnerki skakaly wczoraj dookoła mnie, ze az się przestraszylam, ze lesbijki, albo co! W nagrode zamowilam sobie jeszcze tiramisu i TO BYŁ MÓJ KONIEC – bo jest go pol metra kwadratowego i TAKIE, ze normalnie… Ech!

Na szczescie, nie dane mi było rozpuscic się z zachwytu nad Katowicami i nie wsiaklam w ziemie, bo PKP sprowadzila mnie do parteru, opozniajac pociag SOBIESKI zaledwie o jedna godzine zegarowa.

A teraz o mrowce.

Stanislaw Lem opisuje takie zwierzatko, które nazywa się „mrowka krzeslawka dreczypupa”. Ten gatunek mrowki zwabia ofiary, ustawiajac duzo mrowek w atrape krzesla – zmeczony podroznik, co szlaja się dzien caly, widzac krzeslo bez zastanowienia na nim siada, no i mrowki go pozeraja.

Spodobala mi się ta nazwa i dawno temu adoptowalam ja sobie na okreslenie pewnego gatunku ksiazek. Ksiazka typu „mrowka krzeslawka dreczypupa” to ksiazka, ktorej po zaczeciu nie da się odlozyc i nie baczac na trudy, niewyspanie, odlezyny, niewygodne kanapy, glodne psy, nieprzetlumaczone chałtury, nieumyte gary, zarosniety ogrodek, …………….. (tu wpisac, co kto zaniedbuje żeby poczytac) – NIE MA SILY, czyta się do konca.

Absolutnie klasyczna mrowka krzeslawka jest „Sto lat samotnosci”, które wymeczylo mnie pewnej upalnej letniej nocy, na szczescie wakacyjnej (BOZE – jaka ja musialam być wtedy MLODA!…). Niezla mrowka sa kolejne Pratchetty, do wiekszych mrowek zaliczam „Mistrza i Malgorzate” (tez jakies nocno – upalne klimaty) i „Sledztwo” (czy ja musze czytac po nocach?…).

A propos sympatycznych gatunkow zwierzat, to przypominam, ze w Ramtopach zyje pewna odmiana kukulki, która buduje zegary, żeby w nich zamieszkac.

:(

Nienawidze zimy. Nienawidze zimna. Nic mi się nie podoba. Jestem zablakanym tropikalnym zyjatkiem, które w takiej temperaturze fiksuje.

W kwiaciarni kwiaty, które nie wygladaja jak kwiaty, tylko jak szczotki do mycia butelek. W sklepach z butami – buty, które coraz mniej maja wspolnego z ksztaltem stopy. W sklepach z ciuchami – ciuchy, w których dziewczyna nie wyglada jak dziewczyna, tylko jak sfilcowany, bury kangur. W Jackpocie piekna nowa kolekcja w kolorach „ta bluzka możesz smialo umyc lazienke – nikt nie zauwazy roznicy”. Kupilabym cos, owszem, gdybym się wybierala na casting do „Regulaminu tloczni win” jako sezonowy zbieracz jablek.

TAK – MAM ZLY HUMOR! I co?…

Zimniej

Calkiem jesien zdechla. Zupelnie NIE JAK ryba Mlodej Zebry, która zdycha już tydzien i co ma być humanitarny pogrzeb via muszla klozetowa, to nagle dostaje ataku zywotnosci, wywija osemki po akwarium, a pozniej znowu zwisa pod krzakiem z bablem przy pysku.

W sobote zostala przeprowadzona PROBA ROZRUCHOWA KOMINKA ogrodowego – co wcale nie jest takie proste, bo potrzeba do takiej proby FACETA z rzadkiego i wymierajacego gatunku facetow, którzy potrafia rozpalic w kominku JEDNA ZAPALKA. Jest to bardzo rzadko spotykany rodzaj mezczyzn, znajdujacy się pod scisla ochrona… Proba powiodla się – a pozniej to już JA się wykazywalam, bo – co jak co, ale dorzucac do kominka umiem jak nikt.

W miedzyczasie po dzialce petala się ekipa naszych ulubionych budowlancow, którzy ostrzyli drewniane kolki siekierami. Spojrzalam na to z boku i doszlam do wniosku, ze stanowimy PRZESLICZNA scenke rodzajowa – stado LOWCOW WAMPIROW i jedna PIROMANKA.

Co do obowiazkow sluzbowych – musze przetlumaczyc pracodawcy, ze mi się najlepiej mysli obiektywem szerokokatnym i w duzym formacie i nie mam serca na ludzi krzyczec, bo nie dodlubali jakiegos opisu na fakturze.

Bo Hanka MA RACJE, a wlasciwie jej babcia, co mowila Hani „NIE UCZ WNUSIU SLEDZIA LATAC, a wiele cie ominie w zyciu rozczarowan”. A ja ciagle mam w pracy wrazenie, ze ucze te sledzie latac i ucze…

Chrabja! Kupilam wczoraj SEVEN. Chyba nalezymy do podobnego gatunku kinomanow 😉