O TYM, ŻE CZASEM SIĘ TRAFIA ŚLEPEJ KURZE

O święty Janie w bitej śmietanie, dożyłam do wyjazdu na wakacje! I to nie dość że sama dożyłam, to nikogo nie zamordowałam po drodze, a niewiele brakowało. NAPRAWDĘ niewiele. Czas już najwyższy, bo wszystko mnie denerwuje i słyszę głosy – to znaczy, słyszę tych głosów WIĘCEJ niż zwykle.

A zatem nie zamierzam być w nadchodzących dniach przesadnie trzeźwa, co już zapowiedziałam N. Został ostrzeżony, że mogą wystąpić sytuacje jak w „Czterech pokojach”, kiedy Banderas taszczył do pokoju żonę z imprezy.

Oczywiście, będzie mi bardzo brakowało kampanii wyborczej. O, jak mi będzie brakowało!… No ale jakoś sobie poradzę (zwłaszcza jak będzie niedaleko do baru, a zazwyczaj jest).

Sandałki! Jeszcze na kilka dni założę sandałki i klapeczki! (A później wrócę i spadnie śnieg) (TFU, ODPUKAĆ W NIEMALOWANE!).

Zapytałam N., jaką bierze literaturę na wyjazd – powiedział że coś związanego z filozofią, na przykład „Wiadomości Wędkarskie”, a na miejscu sobie kupi „Pesca Mar”. Tak podejrzewałam.

 

O NARZEKANIU NA KLIMAT C.D.

Po weekendzie pańciowi przeszło (mam nadzieję, że na dłużej, bo już byłyśmy ze Szczypawką ZNIESMACZONE tymi rykami w biurze, aż segregatory podskakiwały) (chociaż tak sobie czasem myślę, że to zdrowiej – wydrzeć się i z głowy, a nie kisić w sobie stresy, kumulować i dostawać IBS albo gorzej; tylko to jest możliwe chyba tylko u facetów, powrzeszczą na siebie i za dziesięć minut z powrotem są kumplami, baby by się miesiąc nie odzywały a później pół roku prychały na swój widok). W każdym razie – podejrzewam że pomogły zakupy, bo zakupy zawsze poprawiają nastrój. N. poszedł do Lidla i kupił sześć butelek wyborowej – chyba przy taśmie niejeden klient go zmierzył zazdrosnym spojrzeniem. No więc wrócił z tą wódką w nastroju o niebo lepszym, a wódka niby tytułem tej nalewki wiśniowej, co puszcza w słojach ostatnie soki. Tylko ktoś (nie będę pokazywać palcem) pod pretekstem przemieszania co kilka dni wyżera wiśnie.

Zbulwersował mnie tekst w Superku o dwóch pingwinach – gejach,które porwały dziecko (tzn. małego pingwina) heteroseksualnej parze. Otóż TO WCALE NIE BYŁO TAK – tatuś z mamusią poszli się pluskać w basenie i zostawili malucha samego! No to chłopaki się nim zaopiekowali. A kiedy państwo wyszło z basenu, od razu pobiegło z mordą do tamtych – zupełnie jak w ludzkim olinkluziw w Egiptowie. Zamiast podziękować, to awantura. Ale skończyło się dobrze, bo para chłopaków dostała od opiekunów w Zoo jajo, żeby sobie wysiedzieli i mieli swojego pingwinka.

N. wysyłał wczoraj do naszych znajomych w Galicji zdjęcia Szczypawki i grzybów w ogródku. Dowiedział się, że u nich teraz dwadzieścia pięć stopni, w nocy osiemnaście – i to nad samym oceanem – i łowią kalmary. A u nas bez oceanu, nawet bez większej kałuży – dziesięć i od wczoraj urywa łeb. N. się zlitował i wczoraj wniósł bananowiec do domu. Rozumiem, że można nie lubić upałów – ale NADAL jesteście zadowolone z ochłodzenia?… Bo ja uważam, że nasz klimat jest niestabilny emocjonalnie (i to się ludziom udziela).