PSI LOS

Poszłyśmy z Calineczka do tego oprawcy. Byłysmy bardzo dzielne, kiedy OPRAWCA wyciagal wenflon, chociaz po calej operacji dalysmy mu do zrozumienia, co myslimy na jego temat, sikajac na podloge w poczekalni. To znaczy, Calineczka się tym zajęła.

Ale dobrze się stalo, bo akurat się przecwiczylo praktycznie oznaczanie cukru i czegos tam. Jedno zielone, drugie brazowe na takim kartonowym paseczku. Bardzo inspirujace. W dodatku zagadalysmy się z Calunia przez chwile, a ten dran wykorzystal okazje i LU! ją w kark jakims zastrzylem. O malo nie zemdlalam, bo nie zdazylam się schowac za plecy Leona, żeby nie widziec igly. Ostrzeglam drania, ze JESZCZE RAZ zrobi taki numer, to bedzie mnie zbieral z podlogi.

W domu musialam się zrelaksowac lampką wina (JEDNĄ – chyba się starzeje!) i tym odcinkiem „Przyjaciół”, w którym Monika i Rachel biją się o Jean-Claude Van Damma, a Chandler nosi majtki Julii Roberts.

Tęsknię za kurami z KFC.

FLACZKI PO WARSZAWSKU

To, ze ja mam doła, depresję i newicę, to mały Pikuś. Maluteńki, mniejszy od szczurzych noworodków, mordowanych tuzinami przez towarzyszy Mlodej Zebry.

Calineczka ma CUKRZYCĘ.
Calineczka, nasza prześliczna, mądra Calineczka, która na 1000% nie jest psem, tylko reinkarnacją jakiejś egipskiej KRÓLOWEJ albo co najmniej fizyka atomowego z początku wieku. Zebra, potwierdź, żeby nie była moja krzywda.

Calineczka ma już swoje lata i zaczęła nam ostatnio słabować. Wszyscy wpadli w rozpacz, bo… Bo trzeba znać Calineczkę. Moja matka, przebywająca zresztą w Centrum Onkologii, odbiera telefony i ryczy, na pytanie CO SIĘ DZIEJE ” No JAK TO COOOO…” – „No dobrze ale jakies ZŁE WYNIKI? Jezus Mario!…” – „Nieeeeeee… Ale CALINECZKAAAAAA!…” – no wiec, tak to wyglada.

Weterynarz zatankował psa kroplówką, pobrał krew do analizy i mówi, że CUKRZYCA.

I teraz proszę sobie imaginować pilnowanie poziomu cukru u nieduzego JAMNIKA, które to pilnowanie polega na ganianiu za jamnikiem z paskiem i wtykanie rzeczonego paska do swiezego moczu, aby dokonac odczytu poziomu cukru. Trzy razy dziennie. No bardzo proszę. Zostawiam Panstwu pole do wyobrazni.

Zastrzykami insuliny z rozkoszą zajmie się Mloda Zebra („Ach zabilam trzy gerbile i tak mi zaczelo w brzuchu burczec… mowie ci!”).

Biedna Calineczka.

KONKURS CZYLI ZGADYWANKA

„Oh my God!
There’s an unattractive nude man playing the cello!”

Kto wypowiada powyzsze slowa i w ktorym odcinku „Przyjaciol”?
Prosze podac serie i tytul odcinka, podpowiem tylko, ze to jeden z bardziej charakterystycznych odcinkow, w ktorym wiele sie dzialo.

Jesli Pepsee za godzine nie poda prawilowej odpowiedzi, to dorzuce CYTAT NAPROWADZAJACY 🙂

BABCIE MAJA PROBLEMY

Moje dwie babcie mają każda po problemie.

Jedna babcia ma problem przez społeczeństwo. Bo społeczeństwo wybrało ICH TROJE do Eurowizji i babcia przeżyc tego nie może. Boże, taki wstyd – miedzynarodowy konkurs, a nas taki idiota rudy, przekłuty, będzie reprezentował. W kiecce. A mowil pan Orzech – LUDZIE OPAMIETAJCIE SIĘ, TO BĘDZIE W EUROPIE WIDAC – to ludzie nie. Pan Wilk tak ladnie spiewal, nie mogla jakas KOMISJA zadecydowac? Zreszta, jaka komisja, tam w komisji była TA GÓRNIAK i znowu z gołym wszystkim na wierzchu, nie – naprawde, babcia już nie wie, co się z tych ludzi porobilo.

Druga babcia ma problem nie wiem, czy nie gorszy.

Przez sasiada z kolei, delikatnie mowiac EKSCENTRYKA, co to jak mu się prad popsul w lipcu, to do dzis nie naprawil i siedzi po ciemku, a jak wywiesi pranie w ogródku, to zbiera za cztery miesiące. Tenże sąsiad miał psa, dużego, czarnego, gładkowłosego, z którym sobie nasze kochane jamniczunie gaworzyły przez szerokosc ulicy, aż było słychać pod Helsinkami. Natomiast od jakiegos czasu sąsiad się prowadza z CAŁKIEM INNYM PSEM – tez dużym, tez czarnym ale kudlatym i chyba niemową. Babcia ma na ten temat wlasna teorie.

Otoz, sasiad tamtego psa ZJADŁ. Na pewno go zjadł, bo co by z nim zrobił innego? Ładny był, zadbany, wykarmiony – utuczył go i zeżarł. I zyj tu, czlowieku, z sasiadem, co to psa wlasnego zjadł, przeciez wiadomo, ze taki to się przed niczym nie zawaha.

Telewizjo, sąsiedzie i społeczeństwo! Miejcie litość. Nie dla siebie proszę – o babcie się martwie. Gdzie tam moim przyziemnym problemom do ich.

CAŁA PRAWDA O PIATKOWYM POPOLUDNIU

Tazecia robila podchody mniej wiecej od tygodnia.

– Umow się ze mna. No umow się, w piątek. Mam do ciebie sprawe, bardzo wazna. Nie bądź rura i umow się.

Mialo to być spotkanie sam na sam, wiec myślałam, ze:
– powie mi, ze jest w ciazy i zaproponuje mi turystyke aborcyjna do Czech;
– powie mi, ze jest w ciazy i chce, żebym adoptowala jej dziecko, bo jestem plus minus najnormalniejsza z towarzystwa;
– powie mi, ze obsesyjnie pragnie miec dziecko, ale nie może, i poprosi mnie, żebym była matka zastepcza;
– powie mi, ze wychodzi za maz za Pepseego;
– chce oplotkowac Marcysia.

O umowionej porze zjawilam się w „Cykadzie”, aby stwierdzic, ze Tszeciej nie ma, wolnego stolika nie ma, wiec poszlam spokojnie do księgarni, kupic sobie jakas powiesc porno albo cos. W polowie drogi – telefon.

– GDZIE JESTES! Uciekłaś? WRACAJ TU ZARAZ!

Wróciłam posłusznie i okazalo się, ze Tszecia jest z SoSo, która miala mieć wyklady, ale wyslala do Tszeciej rozpaczliwego SMSa „Odwolali mi wyklady, jestem sama, błąkam się po miescie. Wcale nie musicie mnie TEZ ZAPRASZAC”, wiec oczywiście siedziały we dwie. „Chryste Panie! Zakładają lesbijska komune i chca żebym do nich dołączyła!…” – przestraszyłam się.

– Musze ci cos powiedziec – zaczela Tszecia – i proszę cie, nie mow od razu NIE! Dobrze, ze jest Soso, bo ja się ciebie BOJE.

A JEDNAK! – pomyślałam – jednak chce, żebym była ZASTEPCZA MATKA!…. i dlatego przyszly WE DWIE – jakbym się nie zgodzila, to jedna mnie będzie przytrzymywac, a druga zapładniać strzykawką!…

Po tym CHOLERNIE TAJEMNICZYM wstepie okazalo się, ze ZAPISALY MNIE DO FRYZJERA i ze musimy już isc. Bo fryzjer czeka. Bo fryzjer generalnie był jednym z elementow WYPROWADZANIA MNIE NA LUDZI, bo moje drogie panie stwierdzily, ze się ZAPUŚCIŁAM, nie mogą na mnie patrzec i będą nadzorowaly intensywny plan mojej ODNOWY FIZYCZNEJ I MORALNEJ i zaczely od fryzjera. Boje się, ze za około 3 tygodnie przyprowadza mi na smyczy siedemnastoletniego Latynosa z pochodnią, w stroju Batmana, żeby zrobil striptiz, po czym pojda sobie i zostawia mi kartke, żebym się nie martwila – jest opłacony na cala noc.

Ucieszyłam się jak glupia – w zyciu nikt nie urządził na moja czesc party – niespodzianki, co dopiero mowic o fryzjerach niespodziankach. Nie mogly się NADZIWIC – chyba spodziewaly się, ze będą mnie tam WLEC SILA, albo trzeba mnie będzie uśpić. Za pol godziny siedziałyśmy wszystkie trzy z mokrymi lbami w lokalu „ANDRE”, gdzie trojka nastolatkow z nożyczkami robila nas na BÓSTWA.

Wyszłyśmy stamtąd BARDZO PIEKNE. To znaczy, jeszcze bardziej niż zwykle. W moim czerwonym sztruksowym kubraczku wyglądałam jak wczesna Meg Ryan, lub – bardziej – jak średniowieczny giermek Sir Galahada.

Nawet N. powiedział, ze wygladam jak gwiazda filmowa (konkretnie, jak Celinka z „Potworow i Spolki” – no, ale zdecydowanie JEST ona gwiazda i gra pierwszoplanowa role zenska w hollywoodzkim hicie, prawda?).

Tak, ze od dzis zaczynam nowe zycie z nowymi wlosami i nie boje się asertywnych koleżanek z pracy, na widok których mam ochote wsadzic im palec w oko i przekręcić albo zjesc swój kalendarz.

I w ogole no nie wiem, naprawde… Dziekuje wam, czy jak?… 🙂

PRAWDY UNIWERSALNE

Ostatnio mam jakis taki nastrój, że nie potrafie się zdobyc na nic specjalnie odkrywczego i tylko uswiadamiam sobie wciąż na nowo prawdy uniwersalne.

Jedna z nich jest taka, ze nie potrafie wspolpracowac z ludzmi o osobowosci KOMBAJNU OPANCERZONEGO i takiej mniej wiecej wrazliwosci.

Poza tym, zainwestowalam w kolorowe kontakty i pies z kulawa noga tego nie zauwazyl. Zaraz ide robic awanture moim znajomym z pracy. N. dzis rano przy herbacie tez strzelil sobie samobója: „No jakie masz dzis szkla, pokaz? O, te SZARE!” – podczas gdy niestety mialam dokladnie dzis NIEBIESKIE. Po co ja się mecze? W dodatku jakies frędzle mi lataja przed oczami, SoSo mowi ze to normalne przy kolorowych.

I jestem zmeczona jak stara bura szmata, o która wszyscy wycieraja nogi, boli mnie glowa, mam spuchniete powieki – być może to już zapalenie spojowek ALBO TĘŻEC od tych kontaktow, których i tak nikt nie zauwaza, i generalnie MAM DOSYC TEGO ZYCIA – poprosze jakies INNE! Teraz chce być ekscentryczna malarką podczas pierwszej wojny swiatowej albo chociaz mloda holenderska baronowa w Afryce. Również na poczatku stulecia. Będę nosila takie kostiumy jak Meryl Streep w „Pozegnaniu z Afryką” i strzelbę, i zamiast się stresowac – po prostu zastrzelę sobie kilka gibkich, jędrnych mulatek z plantacji mojego męża – pijaka.

Marzy mi się znowu PIŻAMA PARTY u Zebry; chce znowu być jedna z grupy lekko nawalonych BOGIŃ, rozciagnietych leniwie na roznych meblach lub podlodze i dyskutujacych o drugiej w nocy na temat „DLACZEGO CHCIALABYM MIEĆ DUZEGO MURZYNA” czy tez o wprowadzonej wlasnie przez kol. Tszecią kategorii faceta „BRUTALNY MIŚ”.

Zawsze jak jestem u Mlodej Zebry, to zamawiamy pizze, i ostatnio jak zadzwonila po pizze, to zastanawialysmy się, czy maja tam w bazie danych jakies DOPISKI przy stalych klientach. Na przykład: „Czwarte pietro bez windy” albo „Duze napiwki”, albo „Często otwiera w bieliznie, można zostawac na noc”.
– To ja – mowi Mloda – chyba mam „CZĘSTO OTWIERA PIJANA”, bo zamawiam pizze glownie wtedy jak TY u mnie jestes, czyli chlamy.

Na razie kupilam sobie na pocieszenie Toblerone. Tak, Joey, możesz się poczęstować.

KASTING

Chcialam oglosic NABOR na stanowisko mojej KOLEZANKI, bo wywolalam zdjecia i chwilowo mam DOSYCH obywatelek: Haniuty, Tszeciej, SoSo i Martuchy. Wkurwiają mnie po prostu.

Idealna kandydatka powinna posiadac:
– co najmniej 8 kg nadwagi
– szerokie biodra lub końską szczeke (wymiennie)
– zajecza warga będzie duzym atutem
– cellulitis nawet za uszami
– preferowane będą kandydatki po kilku porodach, z rozstepami
– rozdwajajace się, albo najlepiej – JUŻ ROZDWOJONE, koncowki wlosow
– obgryzione paznokcie

Ja jestem KOMPLETNIE nienormalna, żeby otaczac się takimi LASKAMI.
MAM WAS DOSYC, slyszycie?… Jak mi która podejdzie w tym tygodniu, to nie recze za siebie. Upuszcze dzis kwasu z akumulatora, żeby mieć pod reka…