PODZIEKOWANIA I PLANY

Chcialam w tym miejscu zamiescic bardzo, ale to BARDZO serdeczne podziekowania dla Vision Express w Jankach, w ktorymz to salonie zamowilam TYDZIEŃ TEMU szkla kontaktowe. TYDZIEN. Na moje telefony Pan Vision odpowiada ze ON NIE WIE CO SIĘ DZIEJE, bo KURIER WYRUSZYŁ. Może umarl? A może wyruszyl w dlugą podróż w głąb samego siebie?

Dziękuję Vision Express, ale proponuję zmienic nazwę na Vision Pełznący Ślimak Po Trzech Zawałach Serca Z Przepukliną. I wszystkiego najlepszego, i małe pieski też!

A plan mam taki:
Kupilismy dzis z Pepseem SYMULTANICZNIE dokladnie w tym samym czasie „…zabiorę cię ze sobą” Niccolo Ammaniti. Normalnie Obły narobił nam takiego apetytu, że… W każdym razie, kupiłam i MAM i planuję w weekend ZAMKNĄĆ SIĘ w łazience na dole (tej z wanną) w towarzystwie:
– książki (gruba i fioletowa)
– butelki wina (tak oczywiste, ze nie będę tlumaczyc)
– latarki typu light pen czy pencil (bo wyłącznik światła mam na zewnątrz)
– i NOŻA, gdyby ktoś sforsował drzwi

I niech się znajdzie taki mądry, co mnie powstrzyma.

STADO ANIOŁÓW

By Leon:
„Schodze rano z dyzuru (info dla niezorientowanych: dyzury Leona maja miejsce na 31 pietrze PeKiNu i dzieki niemu ogladacie dobranocki). Wychodze przez to wewnetrzne podworko w Palacu Kultury a tam… w kacie… stoi CALE STADO GIGANTYCZNYCH ANIOŁÓW OWINIETYCH SREBRNA FOLIA! Cala kupa ANIOŁÓW wielkosci tak POD PIERWSZE PIETRO!”

Przysiegam, ze był TRZEŹWY, a nawet siedział za kierownicą.

Rozwiazanie zagadki stada aniolow jest… tak banalne, ze psuje cala historie.

A wczoraj dowiedzialam się, ze Tesla – ten od modulacji pola i nadajników – wynalazl także BEZPRZEWODOWE PRZESYLANIE ENERGII. Utajnione przez wojsko. Ja jednak mimo uplywu lat ciagle i ciagle jestem sporą idiotką, z tych większych, które sa przekonane, ze pieniadz powinien być jednak ŚRODKIEM, a nie celem, a bogacenie spoleczenstwa ma odbywac się poprzez podwyzszanie optimum Pareto.

I w dodatku jeszcze w Warszawie, jeśli nie jedzie się zderzak w zderzak, to kierowca z pasa obok NATYCHMIAST dostaje ataku cięzkiej nerwicy i będzie się starał wpakowac przed nasz samochód.

I jak ja mam mieć dobry humor, NAWET jesli dzis PIĄTEK?

McGYVERA W DOMU MIEĆ

Zamilowanie do ostrego zarcia zemsci się kiedys na mnie okrutnie. Na razie msci się umiarkowanie. W trakcie jedzenia sosy i przyprawy przeżerają mi skórę otworu gębowego, następnie ogień spływa w dół przełykiem do żołądka, który protestuje, ale jakby z obowiązku, niemrawo, wie, ze nie ma szans – rozsądek z rzadka jest patronem moich poczynań. Kulinarnych zwłaszcza. Poza tym, mój ojciec wyczytał gdzieś, że pieprz jest antyrakowy i zjada teraz około pol kilograma pieprzu dziennie, zamiast – jak dotychczas – ćwierć. A z genami się nie walczy. Zjadam i ja cały pieprz, jaki w moich genach został przewidziany.

A pozniej, co jest do przewidzenia, budze się co pol godziny, żeby wypic pół Wisły i zastanowic się nad sobą, poki nie jest za pozno. Tak, ze jestem dzis od rana NIEWYSPANA, ale zjadlabym cos pikantnego – na przykład kure z KFC.

Jeśli już być niekonsekwentnym, to konsekwentnie.

Ale nie o tym chcialam.
Chcialam o N., który przeszedl w ostatni weekend TEST NA McGYVERA i zdal go z certyfikatem „FACET PRZYGOTOWANY NA WSZYSTKO”. Siedzimy mianowicie u mojego Duzego Brata (a raczej Kuzyna, ale Brat lepiej brzmi), jakas czesc kompanii wlasnie się żegna, wychodzi, po czym po pieciu minutach – telefon, ze ich samochod ZAWISŁ.

N. zerwal się natychmiast z podejrzanie szczesliwa mina i razem z Duzym Bratem popedzili na ratunek. Wrocili w tym samym zestawie, z czego N. dumny jak STADO PAWI. Akcje ratunkowa przeprowadzil mianowicie NONSZALANCKO, z polusmiechem i podniesiona jedna brwia, wywlokl zawisniety nad rowem samochod przy pomocy swoich bagaznikowych gadzetow i zostal okrzykniety BOHATEREM CALEJ AKCJI.

– Ha! – powiedzial.

No i teraz już niestety jestem na straconej pozycji, jeśli chodzi o porządek w bagazniku oraz inwestycje w narzedzia, sprzet i ogolnie – wszystko, co sklada się z grubego sznura, metalu, silniczka lub CHOCIAZ TROCHE pachnie smarem.

W zwiazku z czym wczoraj wyszarpałam dla siebie kurtke i torebke 🙂

WRACAMY DO NORMY

Wcale się nie dziwie, ze wody NIE BYŁO. Po rozebraniu sciany i podlogi w spiżarni okazalo się, ze RURA, która miala tam tkwic w stanie ZAMARZNIETYM, dziwnie ZNIKNELA. Zawsze była, a tu nagle – NIE MA. Musi CUD doprowadzal mi regularnie wode do kranów, jeśli nie rura – to CUD, a cuda widocznie się chwilowo WYCZERPAŁY – pomyslalam logicznie i przeprowadzilam się do Mlodej Zebry na dwa dni.

Pierwszego dnia pasłyśmy nasz cellulitis pizzą i piłyśmy wino.
Drugiego dnia pasłyśmy nasz, Tszeciej i SoSo cellulitis NALEŚNIKAMI i rozszerzałyśmy naczynka olbrzymimi ilościami wina we wszystkich możliwych kolorach, w jakich wina występują. Program artystyczny obejmowal m. in:
– wielogodzinna licytacje TRAUM,
– prezentacje multimedialne „CZY BYŁOBY MI ŁADNIE Z GRZYWKĄ”,
– dyskusje egzystencjalne,
– obrabianie dup znajomym paniom,
– transmisja SMS live z Hanną,
– niszczenie image byłemu Młodej Zebry połączone z praktykami voodoo
– dyskusja o wyższości blusherów nad rozświetlaczami

Ponieważ wszystkie jestesmy dorosłe, a ja nawet STARA, i dojrzałe emocjonalnie, to W OGOLE nie poruszałyśmy tematu „który ze znajomych panów może mieć najwiekszego”.

O godzinie trzeciej nad ranem drogie panie opuscily lokal, dzierżąc w rączkach po kabanosie, wydanym przez Zebrę na drogę (bo mogła być długa i pełna niebezpieczeństw) – albo DO OBRONY PRZED towarzyszami zycia, którzy widzac je w TAKIM STANIE mogli… Mogli nabrac ochoty na kabanosa, na przykład. I wtedy – jak znalazł.

W ogole nie wyglądałam jak upiór po 4 godzinach spania i wcale nie chciało mi się spać w pociągu do Katowic, w samych Katowicach i w pociągu z Katowic do Warszawy. Sińce pod oczami do kolan wzięły mi się z troski o stan środków pomocowych dla woj. Śląskiego.

A wczoraj wszystko wrocilo na swoje miejsce – ja, N. z konferencji („Kochanie, wlasnie wypilismy po 5 piecdziesiatek i idziemy do sauny, pozniej wypijemy po 5 piecdziesiatek i normalnie idziemy na wodke do prezesa!”), cuda z wodą zaczęły działać, a ja nigdy w zyciu nie będę pila alkoholu. Chociaz… Mloda Zebra ma NIESAMOWICIE skuteczny sposób na kaca 🙂 (tj. na NIEMANIE kaca).

Jestem zachwycona „Gosford Park” Altmana.

JESZCZE TYLKO 4 MIESIACE I WIOSNA

Wody nie mam w domu. NIE – NIE PRZEPROWADZILAM SIĘ NA PUSTYNIE, Motyl. Zwyczajnie rura zamarzła. Bo zima, prawda? Jak jest zima, to są mrozy. A jak jest mróz, to woda zmienia stan skupienia. Wiem, bo kiedys jezdzilam na lyzwach, a teraz jestem stara dupa. O czym to ja?…

A, o wodzie. Otoz, wody NIE MAM. W domu. Bo to jest porządny, stary, drewniany dom, przedwojenny, i ma sciane szczytową. I tam wzdluz sciany szczytowej bardzo inteligentnie, na miare XXI wieku, biegnie sobie RURA doprowadzajace wode. I zamarza co i rusz.

– WOOOOOOOODY NIE MA! – zawyłam po powrocie do domu, w dodatku Z LUBLINA, bo jak jest minus siedemset stopni, to jest taka stara tradycja żeby pracowników wysyłać na delegacje.
– Oj… – zatroskał się N. – to ja zadzwonie po twojego TATĘ.

Bo jak wiadomo, mój tata to polaczenie Druzyny A, Zalogi Dżi, Mc Gyvera i paczki zgranych transformersow. Sama jego kamizelka waży około 15 kg z racji poutykanego po kieszeniach żelastwa.

Przyjechał. Siedli sobie przy dębowym stole i odkorkowali wino.

– Wody nie ma – zagaiłam.
– Pewnie zamarzła – stwierdził mój ojciec. – Dobre wino! Całkiem nie ma?
– Nieeee, no JEST WODA – sprostował N. – może jeszcze kieliszek? Jest w lazience na dole nad wanną.
– A, bo to z tego drugiego ujęcia. Widać to pierwsze zamarzlo. Jak zwykle. Bo mróz jest.

Chwila ciszy.

– Byłem na tej stronie Agencji Mienia Wojskowego – ożywił się N. – były te FAAANTASTYCZNE przyczepki! I generatory!
I panowie pogrążyli się w dyskusji dotyczącej generatorów, przyczepek, oraz jednej ewentualnej polowej piekarni.

Po pol godzinie zaczelam walic piescia w stol.
– NADAL NIE MA WODY! ZAMARZLA RURA! MOŻECIE SOBIE KUPIC NAWET STOS ATOMOWY, ALE JA CHCE WODE! NAJPIERW WODA, POZNIEJ PIEKARNIA!

Spojrzeli na mnie synchronicznie jak na idiotke.
– PRZECIEZ JEST WODA – powiedzieli rownoczesnie.

– Tak, ale tylko LODOWATA i tylko w JEDNYM MIEJSCU w calym domu!!! Ja MUSZE mieć wode w lazience na gorze i w kuchni! Chce wody! Potrzebna mi WODA!!!!!

Chwila ciszy.

– No dooobrze… – westchnal mój ojciec – jutro cos sprobuje zrobic. Ale malutkie te generatorki, to ja lepsze widzialem…

Poddalam się. Pojechalismy się wykąpac do rodzicow. Dzisiejszej porannej toalety nie będę opisywac, bo jeszcze mi nie odmarzly ręce – to NIEPRAWDA ze woda zamarza w temperaturze 0 Celsiusa. Woda z MOJEGO KKRANU NAD WANNĄ ma co najmniej minus 60 stopni. Zresztą, przeciez MOGĘ POZMYWAĆ NA WIOSNĘ!

Dobrze, ze kupilam sobie na pocieszenie szczekający zeszyt.

CYCKI LARY I NIESMIERTELNOSC

N. przyniosl sobie na wieczór cycki Lary do pooglądania. Dwie godziny lady Croft smigala po ekranie, kropiła z pistoletow do antycznych rzeźb i nowoczesnych metalowych pajęczaków i wtykała w kadr swoje niezaprzeczalne aktywa. Zazdrosc mnie żarła, mogę to przyznac. Cycatka jak na zlosc jest ladniutka, choc troszke dialogi jej przeszkadzaja, jak wczesnemu Schwarzennegerowi. Ale wyglada olsniewajaco, zwlaszcza w szatach bialych, powloczystych a ukladajacych się miekko, gdzie trzeba.

„Nie cala umre” – panna Croft ma pelne prawo tak myslec. Może wlasnie TO dodaje tej niezwyklej pewnosci siebie wlascicielkom silikonowych biustow. Nawet, gdy już umre – mysli sobie taka pani – mój cycek przetrwa rozpad galaktyki Andromeda. Będą go badac i glowic się nad nim pokolenia archeologow. A poki co – ileż radosci doczesnej.

POWIESC INTERNETOWA

Moja pierwsza powiesc internetowa kupilam w supermarkecie za 2,99 PLN. Miala tytul „253” i była to historia 253 pasazerow pociągu londynskiego metra, który miał wypadek. Każdy wagon metra miał narysowany plan, a każdy pasazer – swoje miejsce w wagonie oznaczone numerem. Opis kazdego pasazera skladal się z 253 słów.

Po pierwszych 40 pasażerach doszlam do wniosku, ze jako ksiazka, to nudnawe, ale sprawdziloby się w internecie. Chyba. Może. W kazdym razie – to już COŚ, pomysl na formę. Nie TEKST, powieszony na stronie www, tylko cos wiecej.

No i proszę:

253

BEZSENNOSC

Rok 2003 przyniosl mi w prezencie BEZSENNOSC. Taka prawdziwa. Taka, co wyrywa najsmaczniejsze godziny z calej nocy – pomiedzy 1 a 4. Leze, wije się, wsciekam, wczoraj zaczelam nawet liczyc jamniki, żeby usnac. Niestety, po czwartym jamniku wparowała FOKA, pozniej przypomnialo mi się, ze Hanka powiedziala „NIE JEM DUZYCH SSAKÓW”, wiec paradowaly mi w myslach słonie, żubry, żyrafy i nosorożce. Liczylam dalej i bylam bardzo ciekawa, jaki zwierzak będzie nastepny. I tak do 4 rano, czwarta noc z rzędu. Naprawde nie wiem, co się stalo. Przeciez ja uwielbiam spac, w ogole jestem czlowiekiem, który potrafi zwinac się w klebek i usnac w dowolnym miejscu i o dowolnej porze.

Fioletowa ze zlosci jestem dzis pierwszy dzien w pracy i nie chce mi się przegryzac przez korespondencje.

A Dycia Górniak, na przykład, dala wywiad o wszystkich mezczyznach którzy ją kochali, a wielu ich było, oraz o jednym, który smial stwierdzic, ze jest MALO KOBIECA. Było to bardzo podejrzane, no bo co – wszystkim pasuje, a jemu nie?… NA SZCZESCIE okazalo się, co gwiazda skrzetnie wyjawia, ze BYŁ BISEKSUALISTĄ. Co za ulga. Znaczy, nie ONA była drętwą krową, tylko on wyjątkowo paskudnym zboczeńcem. Kamień spadl z wielu serc czytelniczek VIVY.

Bardzo to przydatny sposób. Nie podobam ci się?… BO JESTEŚ PEDAŁEM.