CZY JA JUZ WSPOMINALAM, ZE MI SIE NIC NIE CHCE?

Już, jestem, już jestem. Ale panstwo niecierpliwe. Człowiek się nie może troche zgubic na pare dni.

Zapierdziel miałam okrutny. Im bardziej jestem Flakiem™ (kopyrajt Hanna), tym wiecej mam roboty. I zero czasu na cokolwiek.

Dzis natomiast ledwo widze na oczy, gdyz wczoraj znowu nadużyłam w towarzystwie wspominanej już koleżanki ND. Tym razem, na lotnisku stawial nam wino sektor prywatny i odmowic nie było jak. Natomiast w drodze powrotnej lecieliśmy bardzo powoli, z uwagi na silny wiatr przedni, w związku z czym zmuszone byłyśmy zdecydowanie poprosic o dolewke wina. Słaniam się na nogach; szefowi się powie, ze to z nadmiaru intelektualizmu.

(PODOBNO NIEDZWIEDZIE SIĘ POBUDZILY, bo zima za lekka. CHORE JAKIES czy co?… Chętnie się z nimi zamienie – niech one sobie tu pozapierdzielaja, jak im tak GORACO, a ja se pospie!…)

A wczoraj to o malo nie dostalam zawału serca przez jednego z Malty. Miał on bowiem na sobie obcisle wdzianko sweterkowe, cycki wieksze ode mnie, spodnie BIODRÓWKI, wyeksponowane majtki od klajna oraz pas owłosionych PLECÓW. I caly czas podchodzil do stolu i się NACHYLAŁ, a mi się robilo słabo, bo wezcie – kolo Polski siedzi Hiszpania, a zaraz za Hiszpania – Malta. Az wyslalam esemesa do Ewuni Sosko – kazala mi NIE PATRZEC W TAMTA STRONE. Reszta była w garniturach.

A tak na marginesie, to NAPRAWDE już powinnam wywiesic to pranie z poniedziałku. Dzis wywiesze. Slowo.

NIHIL NOVI – DALEJ NIC MI SIE NIE CHCE

Droga Wrozko Chrzestna („Wstrętny babsztyl!” – jak smomentowal Wróżkę Chrzestna mój ojciec Leon po obejrzeniu drugiej czesci Shreka), w pierwszych slowach mojego listu chciałabym uprzejmie prosić Cie, aby ubrac te gołe kobiety na billboardach. Przynajmniej do kwietnia – czyms je przyrzucic. Jakims szaliczkiem może, albo kocykiem, albo niech im pan z reklamy banku obok pozyczy marynarkę. Bo ja naprawde nie wyrabiam, jak jade taka zziebnieta, wszedzie lezy ten *&%*&^$#@%&$ śnieg, a te baby tak sobie leza gołe pokotem. Skora mi cierpnie.

W drugich slowach mojego listu, Wrozko Chrzestna, ostrzegam cie, wstrętny babsztylu, że jeszcze raz mi zapodasz taki dzien, jak wczoraj, a do tego taka noc, jak wczorajsza i dzisiejsza, to ide się przepisac do konkurencji.

Nastepnie chciałabym się odnieść do pewnego fascynującego zjawiska.
Mianowicie: wysyla się służbowy mail. W tym mailu pisze się: Drodzy Panstwo, z uwagi na to i to, zwracamy się z prosba, żeby ******, ****** oraz ******. Grzecznościowo podaje się swój telefon.

Po czym, jakies 4 minuty po wyslaniu maila (lub pisma – w zasadzie to bez znaczenia) zaczyna się telefoniczna pielgrzymka.

– Halo? Ja od pani dostałem tego maila?
– Tak, ode mnie. Słucham, w czym mogę pomoc.
– A bo pani tu napisala… zaraz, gdzie ja to mam… a! Pani tu pisze „******, ****** oraz ******”?
– Tak, wlasnie tak napisałam, zaiste.
– Czyli, generalnie chodzi o to, żebyśmy my ******, ****** oraz ******?…
– Nie będę przed panem ukrywac, ze wlasnie taki miałam zamysl, ze proszac panstwa w mailu o ******, ****** oraz ******, chciałam, żebyście panstwo istotnie ******, ****** oraz ******. Czy cos z tego jest niezrozumiale?…
– Nie, nie, tylko tak dzwonie, spytac się. To dziekuje, do widzenia.

I oczywiście zadzwonia wszyscy adresaci po kolei.
Po prostu – chca usłyszeć NA GŁOS slowo napisane. Bo dopiero WYPOWIEDZIANE na glos, staje się zrozumialym.

Ja już nie mam sily i proponuje zatrudnić HEROLDA, co z dluga trąbą i orędziem wypisanym na pergaminie za każdym razem obejdzie tych,co trzeba i głośno przeczyta treść listu (chociaż jakos tak na 99% jestem przekonana, ze po wizycie herolda odbierałabym telefony „To od pani był ten facet z trąbą, co powiedział, żebyśmy ******, ****** oraz ******?…”).

I to w zasadzie tyle na dzis, no bo przeciez nie będę po raz n-ty wypisywac, ze nie mam na nic sily, spadl śnieg, który mnie wkurwia, nienawidze zimy, nic mi się nie chce oprocz spac i chce do lozka z ksiazka. Bo ilez można.

NIE SLUZY MI KOMUNIKACJA PUBLICZNA

W ogole się nie mogę pozbierac ostatnio, gdyz:
– sa burze magnetyczne na Słońcu
– dusza mi się wlokła przez 3 dni*

Hanka mi podsyla kawałki o Elzbiecie Batory, z których wynika, ze ci nasi dzisiejsi mordercy seryjni w ogole nie maja fantazji ani rozmachu. Elka to dopiero miała pazur!

Wczoraj nastąpiło tzw. spiętrzenie z elementami padaczki. O godzinie 14 też już zapragnęłam wykąpać się w krwi nieletnich dziewic, albo przynajmniej zrobic sobie abażur do lampy z ludzkiej skóry. Bardzo konkretnej ludzkiej skóry. Osobnicznej nawet, powiedziałabym.

„Przyjaciele” seria 10 mieli być od 21 stycznia. Dzis się dowiaduje, ze będą od 11 lutego. Czy Wszechświat nie jest perfidny?

A wczoraj, w drodze do tramwaju, doszlam do wniosku, ze ludzkość osiągnęła szczyt możliwości intelektualnych w epoce Renesansu (no – Egipt i antyk troche wczesniej, bo tam było cieplej) i od tamtej pory się stacza po rowni pochyłej. Przed Renesansem nie było czasu na myslenie, bo się biegało za żarciem. Po Renesansie przyszla epoka szeroko rozumianej KONKURENCYJNOŚCI i tez nie ma czasu na myslenie, bo wszystkie wysilki sa skupione na tym, jak wygryźć bliźniego swego i podpierdolic jego dorobek materialny. Na początku XXI wieku ludzkość wróciła do epoki piktogramów oraz jezyka złożonego z pochrząkiwań.

Wniosek z tego, ze powinnam jak najrzadziej jeździć tramwajami.

N. do mnie od rana mowi pieszczotliwie per „cocodrilo”.

Zamówiłam sobie książkę Koontza o duchach i ide pisac sprawozdanie.

* jest taka teoria o duszy, ze z im wieksza prędkością się podróżuje, to dusza nie nadąża i wlecze się pozniej za człowiekiem, jak na gumowych szelkach, np. jak się leci na drugą półkulę, to nie jest żaden jet lag, tylko dusza nie może nadążyć i się wlecze, wlecze, i dopóki się nie dowlecze, to człowiek jest taki rozbity i niekompletny. I takoż ja chodze od 3 dni rozbita i niekompletna. Zaczynam podejrzewac, ze moja dusza zabłądziła gdzies w okolicach placu Szumana, albo polazła na zakupy do galerii Luiza, małpa jedna.

PS. Aha, jeszcze zapomnialam dodac, ze mialam piekny, kolorowy, trójwymiarowy sen o tym, jak Pan Bóg walił w ludzi PIORUNAMI. Takimi slicznymi, złotymi ZYGZAKAMI jak z komiksów. Ludzie biegali po ulicach i się darli, a i tak każdego trafial precyzyjnie wycelowany jeden piorun. Zeby nie bylo, ze nie ostrzegałam!

OD CZEGO BOLI ŁEB?

W ogole się nie nadaje na biznesmenke, co to brekfast w Londynie, a diner w Nowym Jorku (a bagaż na Bermudach), gdyz mnie od rana łeb boli. Choc opcja jest jeszcze taka, ze mogłam np. nie pic tego wina do obiadu. Lub tego na lotnisku z kolezanka ND (musiałyśmy uzgodnic pewne pryncypia). Lub tego w samolocie. I wtedy by nie bolał lub bolał mniej. Ale weź człowieku i nie popij obiadu, to przeciez normalnie może zaszkodzic takie pulę. W zasadzie to był instynkt samozachowawczy.

Wniosek z tego, ze łeb mnie boli z powodu instynktu samozachowawczego.

ŻEBY NIE BYŁO, ZE JAK TEN CALY N. SOBIE FRUWA TO JA SIĘ DO NICZEGO NIE NADAJE

Bardzo się przejęłam tym uzależnieniem od drugiego czlowieka oraz potencjalna możliwością zostania ćpunem i bankrutem. Co to, to nie – tj. zostanie bankrutem jest owszem łatwiejsze, niż się wydaje, i mam w tym wielokrotna praktyke, ale ćpun – protestuje. Bardzo się boje zastrzykow, za Chiny Ludowe nie wciągnę nosem zadnego proszku, bo bym się udusila, nie umiem się zaciągac, a rozpuszczalnik smierdzi. Błagam, niech ja nie musze zostawac ćpunem! Nie mogę siedzieć przez caly dzien na schodach na Dworcu Centralnym i się kiwać – NIE W TAKA POGODE! Mam wrażliwe nerki.

Poza tym, moje zycie jest tak naprawde dosyc bogate i obfituje w ciekawe wydarzenia, jako to:

– zamawianie w Merlinie kryminałów i monitorowanie postępu realizacji zamowienia: co godzine loguje się do „Twoich zakupow”, żeby się podenerwowac, ze ciagle CZEKAJA na Kinga, pozniej – jak zaczeli pakowac – ze PAKUJĄ i PAKUJĄ, chyba kazda książkę osobno w recznie czerpany papier z wytłaczanymi symbolami znaków horoskopu chińskiego; chwilowo NADAL PAKUJĄ;

– dostawanie bialej gorączki przy wykresie słupkowym, zawierającym trzy serie danych. Próbowałam go PRZEZ POL DNIA pokolorowac, żeby to jakos wyglądało i żeby od patrzenia nie bolały zęby – NIJAK MI NIE WYCHODZILO. Poprosiłam zatem o pomoc Trzecią, ktora ochoczo zaproponowala mi 10 zestawow kolorystycznych o chwytliwie brzmiących nazwach w stylu „Zachód słonca nad Pendżabą”, „Lody malinowe zimą”, „Mloda, puchata, zgwałcona foczka na tle lodowca”.

– czytanie notek na blogach tych pań, które niosą na barkach posłannictwo BYCIA POŻDANĄ PRZEZ WSZYSTKICH MĘŻCZYZN NA SWIECIE i wymiana opinii: „Chodz! Jest nowa notka na X o tym jak się za nią oglądał ochroniarz w Biedronce a szef jej się gapil w dekolt obcisłego sweterka” – „Na Y tez jest nowa notka jak dostala SMSa od kochanka i stwardnialy jej sutki” – „a ta od kochanka to nie Z przypadkiem?” – „Nie, Z to ta, co się rozstala z kochankiem, bo okazalo się, ze był podlą szuja i wróciła do męża, ale i tak nie może wyjsc z domu bo jej faceci nie dają przejść ulicą, musi ich doslownie KOPAĆ” – „Aha, i to ona pisze, ze w mróz minus 40 zaklada przewiewne pończoszki i figlarnie patrzy w oczy facetowi w autobusie naprzeciwko?” – „NIEEEEE, Boze, weź, WSZYSTKO CI SIĘ POMIESZALO, tamta to Q, co jest zawsze bardzo kobieca i w wyuzdanej bieliźnie bo wszyscy faceci chą mieć z nią seks i musi być zawsze GOTOWA, a poza tym bardzo duzo czyta, bo mężczyźni leca na jej intelekt” – „Jak będzie nosila pończochy w minus 40, to sobie ten intelekt przeziębi na amen i nieszczęście gotowe”.

– wymiana poglądów z siostra moja Zebrunią, z która ostatnio planujemy JAK SPEDZIMY STAROŚĆ jako dwie przemile babunie. Będziemy: wsiadac do autobusu, w którym będzie pelno wolnych miejsc, ale my staniemy nad jakas mloda laska i będziemy DYSZEĆ I SAPAĆ; będziemy codziennie siedzieć w kolejkach w przychodni u lekarza i za nic na swiecie nikogo nie wpuścimy, a już zwłaszcza jakichs MŁODYCH, co im się spieszy do pracy, poza tym, co 15 minut będziemy robic apel: „TO KTO teraz wchodzi – PAN? A za panem kto – pani, tak? A pozniej pan, a pozniej ja a po mnie kto wchodzi?”. Poza tym, zamierzamy podrzucac sąsiadom smieci na wycieraczki oraz wstawac o 4.30 i ustawiac się w kolejkach pod bankiem.

– wieczorem, po dniu pelnym wrażeń, oddawałam się uprawianiu az trzech moich hobby: czytaniu, pławieniu się godzinami w wannie i spaniu.

No to chyba nie jest ze mna az tak zle?…

PS. NIE SPAŁ Z NIĄ, nie wkurzajcie mnie, bo napisze do scenarzysty.

TRZYNASTY, CZWARTEK

Dzien Dobry!
Jedna winda nie działa.
Na korytarzu smierdzi paloną izolacją.
Snilo mi się losowanie operatu do badan powierzchni zasiewow.
Rano z Trojki dowiedziałam się, ze w tym karnawale na parkietach kroluje taniec brzucha.
Wlasnie zapłaciłam Merlinowi za kolejna porcje kryminałów, horrorow i thrillerow medycznych oraz jeden film „Kolacja z palantami” (brzmi zachęcająco).
Zjadłam wczoraj po raz pierwszy w zyciu delicję śłiwkową i mam do niej stosunek pozytywny.

Boze, jakie moje zycie jest beznadziejne, jak nie ma N.

WYZNANIE I POEMAT DLA KOLEJARZY

Wczoraj w pracy NAPRAWDE miałam wrazenie, ze za chwile zawina mnie w mokre prześcieradło i wywioza do Tworek.

Malo brakowalo. Naprawde NIEWIELE.

Po czym N. spakowal walizki i zostawil mnie na 3 dni sama, ze strajkującymi kolejarzami.

Strajkujacym kolejarzom chciałam niniejszym zadedykowac wierszyk, którego nauczyla mnie moja prababcia:

Ciupie, ciupie, w koziej dupie,
Wyciupie piętnaście.
Jeśli panstwo nie wierzycie,
To policzyc każcie!

(wbrew obiegowej opinii, według mnie, w powyższym utworze nie chodzi o kozie odchody, a o solidny rachunek ekonomiczny, czego wszystkim kolejarzom zycze!)

DNI SA BEZ SENSU… SNY SA BEZ SENSU…

Kolesia, który wymyślił poniedziałki (zakladam, ze był to facet, i zakladam, ze był to wysoko postawiony aktyw partyjny, chociaż jeśli był to wysoko postawiony aktyw, to w zasadzie plec nie ma znaczenia, gdyz jest to plec trzecia, niewiele z gatunkiem ludzkim majaca wspolnego), mam nadzieje, ze czeka wieczność w wyjatkowo parszywym zaułku piekła, gdzie nawet przyzwoitym szatanom nie chce się przychodzic, i wyjatkowo nieudolni praktykanci będą go obsmażać w oleju w poobijanym rondlu, skrapiając octem i posypując solą. A każdy człowiek, który doświadczył parszywosci poniedziałku, będzie mogl go sobie raz przydusić łopatką do smażenia.

Proponuje hymn na czesc poniedziałków „Parszywy nam dzien dzis nastał”.

Ostatnie kilka nocy w ogole nie spalam, gdyz z okazji wiatru mój stary dom wydaje takie odgłosy, jakby zamierzal zmienic miejsce pobytu. Budza mnie galezie walące o dach, w związku z czym – jak to w srodku nocy – rozumuje logicznie i budze N. „Słuchaj, obudz się, ktos jest na dole. Ooo, ooo… CHODZI! Słyszysz? Jest w salonie… w salonie… ODKRECA DRZWI! Boze idzie tu do nas na gore. Po schodach. SLYSZE GO. No WSTAN i idz złapać duchy!…” – na co odpowiedzą jest „CHRRRRRRUMPŚŚŚŚ” slodko śpiącego obok mojego potencjalnego obroncy. A duchy sobie grasują bezkarnie.

PKP strajkuje. Jasne. Swieta, Sylwester, Wielka Orkiestra i koniec z ta sympatia dla bliźniego swego, bo się w glowach poprzewraca. Czas wrócić do rzeczywistości.