JUANITA BANANA

Tralala… Jak by nie patrzec, ostatni dzien w pracy przed urlopem.

Od wyjazdu dzieli mnie tylko MEGA GIGANTYCZNA KUPA PAPIERÓW na biurku, które zaraz podziurkuje i poupycham po teczkach i segregatorach. No nie, zostawie kilka, pomażę je kolorowymi zakreślaczami i obkleję fluorescencyjnymi karteczkami (PILNE, ZROBIĆ, DO SPRAWDZENIA) – żeby było profesjonalnie.

Poza tym: nie wiem, gdzie jest paszport, nie wiem, gdzie jest pareo, złamałam ulubiony klips do wlosow i zgubilam szczotkę, nie mam nic spakowanego, w zasadzie chyba nie mamy zadnej duzej walizki na chodzie, nie mam czasu pomalowac paznokci na przepiękny, wakacyjny, zajebisty czerwony metalic, zakupiony w supermarkecie za cale 4,99 – czyli luz, normalka.

Tak, ze proszę mi się tu ZACHOWYWAC, nie draznic flaminga, czekac, tesknic, szlochac. Wracam b. opalona za 2 tygodnie.

NIECZYNNE Z POWODU TRAUMY

N. sobie pojechal z rana do Krakowa, tak? I zostawil mnie sama na pastwe transportu publicznego.

Wsiadlam w transport publiczny.
Na nastepnej stacji w transport publiczny wsiadla WYCIECZKA SZKOLNA. Stado dzieci, chyba z 60 sztuk, A MOŻE I 120. Tak około na oko 7 letnie, plus minus piec lat, bo ja się na dzieciach nie znam kompletnie.

Oczywiście wpakowaly się stadnie do MOJEGO PRZEDZIALU.

Aha, no i jeszcze taki drobiazg, ze pociag zatrzymal się miedzy stacjami I STAŁgdzies 30 minut.

Dzieci oczywiście chodzily na rzęsach: siadały, wstawaly, zamienialy się, wkladaly i zdejmowaly kurtki i plecaki, no i oczywiście – WSZYSTKIE NARAZ GADAŁY.
AAAAAAAAA!…

Kupilam sobie pol kilo cukierków z wódką na odreagowanie, rece mi się trzęsą, a glowe mam jak CEBER. Chyba mam wstrząs mózgu.

PS. Wlasciwie to trauma zaczela sie WCZORAJ, bo przyjechal do mnie Marcys. Wyszlam z pracy, a on normalnie tam STAŁ i krzyczał „TO NA JAKIE KONTO MAM CI PRZELEWAC ALIMENTYYY!” – tak, zeby wszyscy slyszeli. Byl bardzo przystojny w swojej – jak zwykle – o dwa numery za duzej marynarce.

NIE MAM SILY, SPAC MI SIE CHCE I W OGOLE

Ja już nie mam sily, nie nadążam. Glownie nie nadązam za N. N. wymyslil wczoraj, ze będzie po super okazyjnych cenach kupowal MARMUR. I kupil 540 kilogramow. Pytany „Ale pooo co ci to, do czeeeeegooo?…” dziwnie podskakiwał, a oczy miał dzikie i przekrwione.

Nie rozumiem mężczyzn.
Nie rozumiem mężczyzn, którzy wychodzą na zakupy i wracają z 540 kg marmuru.

Boje się, ze zbuduje mi z tego marmuru nagrobek.

A pozniej było jeszcze fajniej, bo PRZYCIAGNAL SKADŚ OBŁEGO (macie pojecie? OBŁEGO! On potrafi zmaterializowac Obłego i Obły przyjezdza i normalnie JEST! SZOK!). Obly pil kawę i pojękiwał (jak to Obły), N. pokazywal mu zdjecia i nie przerywajac konwersacji wynosił w sloiku pająki (ale tylko te co bardziej kudlate i dorodne). A potem poszlam spac i snily mi się francuskie rożki z jabłkiem.

Jestem zmęczona. W pracy – wirówka.
Czytam tę powiesc od mojej sekcji. Jest o prostytutkach – heroinistkach (powinny jeszcze być faszystowskimi lesbijkami poddanymi liposuction i porwanymi przez UFO, żeby był KOMPLET).
Spac mi się chce.

DZIEN POD ZNAKIEM TORBY

Przepraszam Panstwa serdecznie, ale nie mogę się ruszac ani oddychac. Wraz z Mloda Zebra i reszta mojej rodziny w ten weekend testowalismy bowiem frytkownice (nowka sztuka). Na glowe przypadlo około 17 kg ziemniaków w postaci rumianych, pachnacych, chrupiacych fryteczek, swiezutkich i cietych ręcznie. Co jak co, ale frytki – mon amour, wiec degustacja była z gatunku „mortal kombat”.

Przestalismy jesć te cholerne frytki tylko dlatego, ze w CALYM DOMU i najblizszej okolicy zabraklo ziemniakow, a smazone zielone pomidory to co prawda klasyka literatury, ale jakby nie to samo.

O godzinie 9.00 zamierzam wtargnac do sekretariatu i dowiedziec się calej prawdy o moim urlopie, gdyz czas bylby najwyzszy, jako, ze w sobote WYJAZD. TADAMMMMMMM! No i w zwiazku z tym, ze wyjazd, to N. ma piekny, dorodny KATAR, a może nawet cos gorszego, sadzac z ilosci wypijanych wieczorem Terazpolsek (na tajemnicze choroby N. pomaga TYLKO JEDNO – odpowiednia ilosc Terazpolsek i tabletka witaminy C).

A w ogole nie mogę się na niczym skupic, gdyz dostalam od N. w niedziele TAKĄ TORBĘ, ze normalnie… Postawilam sobie przed nosem na biurku i patrze. Co jakis czas przestawiam ją kawalek i dalej patrze. I raczej zajmie mi to caly dzien. Co najmniej.

Zjadlabym frytkę…

PS. Torba. Oto ONA.

BARDZO MIŁY SIOSTRZANY PORANEK

Oswiadczam, ze jeśli dzis rano nie zabilam Mlodej Zebry KIJEM, to już chyba nigdy jej nie zabije – może spac spokojnie.

Przyjechalam do niej po 2 dniach CIEZKO PRZEPRACOWANYCH na rubieżach kraju, BARDZO ciezko przepracowanych, zaznaczam (do konca zycia będę miala odruch wymiotny, jak tylko uslysze przebój „CHIHUAUA”). Przyjechalam do niej z otwartym sercem i pustym żolądkiem, który szybko zapelnilysmy picom hat, po czym padłam jak kawka na swiezo poslane lozeczko.

Po czym wstalam rano i wysztyftowałam się jak stroż w Boze Ciało, albowiem mam dzis o 14 spotkanie na szczeblu. W sensie – zalozylam czarne spodnie i biala bluzke.

Po czym Mloda Zebra wylala mi na czarne spodnie BIALA FARBE AKRYLOWA.

Fenk ju.
Co chwile latam do toalety i piore plamy.
Wykazuja tendencje slabnącą, acz nadal sa widoczne.

Jak zaraz nie zejda, to musze isc sobie kupic jakies spodnie, do cholery.

HISTORIA OPARTA NA FAKTACH AUTENTYCZNYCH

Ktos, kiedys chcial rozweselic żone przezywąjaca wlasnie „TE DNI”, zadajac jej pytanie:

„Ile kobiet, ze stresem przedmiesiaczkowym, jest potrzebnych by wymienic przepalona zarówke?”

Odpowiedz zony brzmiala:

– Jedna! Tylko jedna! A wiesz DLACZEGO? Poniewaz jest jeszcze ktos w tym domu, kto wie JAK wymienic przepalona zarówke! Wy, mezczyzni byscie sie nawet nie zorientowali, ze jest PRZEPALONA! Siedzielibyscie w ciemnosciach TRZY DNI, zanim byscie zrozumieli co KURWA jest nie tak! Ajesli to juz zrozumiecie, to nie jestescie w stanie znalezc w domu zapasowej zarówki, pomimo tego, ze od 17 lat sa ZAWSZE w tej samej szafce! A jezeli juz stalby sie CUD i w jakis niewytlumaczalny sposób znajdziecie w koncu te PIERDOLONE zarówki, to przez dwa JEBANE dni problemem nie do pokonania bedzie POSTAWIENIE KRZESLA pod żyrandolem i WYMIENIENIE tej PIERDOLONEJ ZARÓWKI. Kolejne DWA kurewskie dni zajmie wam ODSTAWIENIE tego jebanego KRZESLA z powrotem na miejsce! A w miejscu gdzie stalo, i tak na podlodze zostanie pierdolony, PUSTY, ZGNIECIONY KARTONIK po wkreconej, nowej zarówce! Bo wy nigdy kurwa NIE POTRAFICIE PO SOBIE POSPRZATAC! Gdyby nie my, to byscie do usranej smierci brneli PO PACHY W SMIECIACH,
i dopiero gdyby zginal wam PIERDOLONY PILOT OD TELEWIZORA, ZATRUDNILIBYSCIE POD HASLEM: „AKCJA RATUNKOWA” CALA PIERDOLONA ARMIE DO TEGO JEBANEGO SPRZATANIA! I TAK KURWA DO ZAJEBANIA! CALE ZYCIE Z KRETYNAMI!

Bardzo dziekuje koledze G. za przeslanie mi tego reportażu.

JUZ I TAK NIE MA ODWROTU

„PRZYSIĘGAM CI ze w trzydzieste urodziny ludzie się NIE ROZLATUJĄ na kawałki” – pisze mi cierpliwie Hanka co 15 minut. „I pamietaj o tym facecie, który pisze, ze CZASU NIE MA. Madry gosc”. Boze, Boze… MAM NADZIEJE, ze wie co mowi i nie sciemnia, i ze nie jest tak, ze po 30 urodzinach jak czlowiek idzie ulicą, to sypią się za nim trocinki.

Jeszcze tylko kilka godzin i JEDZIEMY tradycyjnie do Rekowa, gdzie już palą ognisko, zebysmy trafili z daleka po łunie (jak żony marynarzy) (to jest, żony paliły, żeby mezowie trafiali) (glownie to się do chlopow paliły, taaa…).

TORT ZAPAKOWANY.
Tort zrobila BABCIA. Tort ma 80 cm srednicy i wazy około 6 kg, z czego 3 kg to orzechy (włoskie, domowej roboty, z NASZEGO ORZECHA), a co najmniej 1/2 kg to spirytus, którym babcia zaimpregnowala tort, żeby dotarl na miejsce.

Aha, i wczoraj wymyslilam nowa definicje PRZYJACIELA.
Otoz, PRZYJACIEL to ktos, kto w odpowiednim momencie powie o tobie:
„TAK! TAK, JEST WIELKIM, TŁUSTYM, STEPUJĄCYM ALFONSEM!”