CZASEM PO PROSTU ZALUJE, ZE WSTALAM Z LOZKA

Uprzejmie informuję, ze napieprza mnie kregoslup.
Wszyscy chorzy, cholera jasna, albo MAJĄ KRYZYS – a robic nie ma komu!

A ten telefon u mnie na biurku to tak dzwoni… DZWONI… Jakby chcial, zeby go kto ODEBRAŁ!

„Rower przemocy” Colina Batemana polecam z calego serca. Nie do wiary, ze mozna sie smiac z takich rzeczy, jak terrorysci w Irlandii? A jednak. Przeciez terror JEST absurdalny i idiotyczny.
Co nie zmienia faktu, ze i tak najbardziej polubilam kelnerke, ktora postanowila napisac powiesc o zaburzeniach meskiej erekcji, pod tytułem „EMISSION IMPOSSIBLE” 🙂

Boze, mam ochote sie upić i rzucic z mostu.

DZIS SIE MARTWIE

Bardzo się martwie o Anakina oraz bardzo się martwie, ze za 6 dni skoncze 30 lat, czyli będę stara, stara, bardzo bardzo stara kobieta, praktycznie jedna noga w grobie. Teoretycznie tez. I N. się może wreszcie OPAMIĘTA i przestanie mi kupowac SZKOLNE BILETY jak ostatnio w Odrach, bo naprawde. Stojac nad grobem, nie wypada popylać z ulgowym biletem.

Wiem, ze marudze.
TAK – mam kryzys.

Oraz mam do zrobienia takie jedno scierwo, co się do niego nie mogę zabrac bo mnie normalnie odrzuca DO TYŁU i walę plecami o sciane.

Ale trzeba. Dla KRAJU.
Melaaaa… DLACZEGO CIE TU ZE MNĄ NIE MA… O wiele lepiej by mi się odpisywalo na te wszystkie bzdury, gdybys je uprzednio obsikała, kochanie.

NIE MAM POMYSLU NA TYTUŁ

Znowu jestem kurna, niewyspana, i znowu, kurna, przez wlasna glupote. Zamiast bowiem polozyc się spac, to ogladalam z N. „Pulp Fiction”. N. kupil sobie wreszcie „Pulp Fiction” i oczywiscie oglądał, a ja z nim, jak dzielny Bruce dosiada choppera już wkrotce martwego Zeda, i wraz ze swoja Fabienne udaja się okrakiem na drugi koniec swiata, gdzie zostana zupelnie innymi, lepszymi ludzmi, a Bruce nie będzie już musial dawac innym ludziom po ryju, żeby zarobic na chleb z maslem. Fistaszkowym, naturalnie.

A w ogole, to w niedziele koncze 30 lat i nie chce na ten temat rozmawiac i mam to w dupie. Ja nic nie podpisze, ze mam 30 lat.

WSZYSTKO MNIE DZIS WKURZA

Pogoda brzydka i ludzie tez. Ohyzda.

Kurna… Nie mogę się nadziwic. W sensie – przyzwyczaic. W pracy spedzam ponad 9 godzin dziennie. Z ludzmi. Ciagle tymi samymi ludzmi, nie tak, jak na dworcu czy w samolocie, ze się wszyscy mijają. Dziewiec godzin dziennie, piec dni w tygodniu, a czasem i szesc. To chyba jest calkiem sporo czasu, prawda? I trudno traktowac się jak ZBIÓR TOTALNIE OBCYCH ludzi.

I w glowie mi się nie miesci, po prostu nie miesci mi się w glowie, ze:
– ktos robi sobie kawe z mlekiem we wspolnym pokoju, sluzacym temu celowi, rozsypuje kawe, rozlewa mleko i zostawia to;
– ktos kseruje dokumenty, konczy się papier – zostawia pusta kopiarke, przy czym obowiazkowo wszedzie dookoła walają się powyjmowane zszywki;
– ktos wyrzuca kubek po kefirze do kosza, nie trafia – wychodzi i zostawia kubek na podlodze;
– ktos robi sobie kawe, wypuszcza do konca wode z butli – wychodzi i zostawia pusta butle, niech się martwi nastepny w kolejce;
– ktos trzyma we wspolnej lodowce przez pol roku tajemnicze biale pudełko, przy czym na 100% nie jest to biżuteria – biżuteria nie cuchnie;

…i tak dalej.

Chyba nigdy się nie przyzwyczaje do ludzi, których zasieg wzroku i postrzegania konczy się na krawedzi wlasnej dupy.

W dodatku wczoraj umylam wlosy i mam teraz na glowie cos bardzo, bardzo dziwnego i zagadkowego. Może to dlatego jakas taka jestem nie w sosie.

CHODZ, ROŻOWY – IDZIEMY!…

Wczoraj wyczytałam, ze sushi macza się w sosie sojowym rybą w dół, a nie ryżem, żeby było smaczniejsze. Bo nie chodzi o to, żeby ryż nasiąkł, tylko to, co jest na wierzchu. Zamoczylam rybą w dół – faktycznie. Lepsze.

Poza tym piszą o psychoterapii dla psów, a ja mam odczucia ambiwalentne – bo z jednej strony wydaje mi się, że to kolejny przyczynek do konca swiata, a z drugiej -ze zamiast wydziwiac, to powinnam pojsc z Melanią na seansik albo dwa. Bo ona jest taka wrażliwa. I niesmiala. Bo ja nie wiem, czy to normalne, ze pies nosi przez caly dzien 2cm kawałek parówki w gębie.

To ja biore flaminga pod pache i ide do pracy. Milego dnia wszystkim.

MAMOOOOO!… CHCE DO MAMY!

Nie, no tego już za wiele. Wczorajszy sukinsyn siedzial w przedpokoju, zdejmowalam pranie z suszarki i TADAAAAAAM! Wyłonił się. Miał PÓŁ METRA SREDNICY, przysiegam. Skurwiel chyba żywi się KURCZAKAMI!… N. upychał go w słoiku KOLANEM. Chciał stoczyc z nim walke na noże, ale nie pozwoliłam – jak by go dźgnął, to całe mieszkanie PO KOLANA toneloby we KRWI.

Kuuuuuuuuurwaaaaaaaaa… MAM DOSYC!!!!!!!!!!!!!! Niech one już IDA SPAC NA ZIME, co?…

Gardlo mnie boli od tego darcia mordy wczoraj…

Mialo być o fryzjerze i ze wygladam wg. Mlodej Zebry jak gęś wyscigowa lub Nicole Kidman (niepotrzebne skreslic), ale mnie ten pająk rozsmarował po prostu. CHCE SIĘ NA JESIEN PRZEPROWADZIC do styropianowego mieszkania z klimatyzacją i plastikowymi oknami, gdzie nie ma pająkow. NIE MA PAJĄKÓW, NIE MA PAJĄKÓÓÓÓÓW!!!!!!!…

NASZE SPOTKANIA Z PRZYRODĄ

Taka bylam zadowolona z posiadania krzyżaka (pająka), który siedzial w jednym miejscu. Tak?

Kilka dni temu N. robi drakę:
– Sluchaj, ZSZEDŁ Z PAJĘCZYNY i siedzi pod lisciem palmy. Skulony taki. Może chory? Może mu zimno?…

Może. Pies go drapał, nie mam co robic, tylko jeszcze opiekowac się chorymi pająkami krzyżakami.

Po kolejnych kilku dniach – przygod ciag dalszy:
– Sluchaj… Jemu chyba COS SIĘ STAŁO, wiesz? Bo pod tym lisciem palmy została z niego taka SUCHA ŁUPINKA… pusta! CHYBA ZDECHŁ.

ZDRETWIALAM.
Pusta łupinka po pająku to NAJGORSZE CO MOŻE BYĆ, Jezus, Mario…

– To jest WYLINKA – tłumacze mu – To znaczy, ze pajak zrzucil swój skafanderek, wiesz dlaczego?… BO URÓSŁ!!! I ten jest na niego ZA MAŁY!!! Ta pusta łupinka oznacza, ze GDZIES PO DOMU hasa pajak krzyzak DUZO WIEKSZY OD TEGO który wisiał w oknie… PAKUJ SIĘ! Albo KUP STRZELBĘ!

Czaił się trzy dni.
Wylazł w sobotę na sniadanie.
Usiadl przy stole, na wolnym miejscu (a raczej – NAD WOLNYM MIEJSCEM). Koło mnie.
Urósł.
OJ, URÓSŁ.

ŻEBY NIE PRZEDŁUŻAĆ – ja jodłowałam, a N. wyniósł drania w weku*.

Cholery można dostac z tą przyrodą.

* objasnienie dla mlodzieży: WEK – taki duży słój na przetwory, z porządnego, grubego szkła.