Po pierwsze, śnił mi się Prezydent Komorowski, który opowiadał o tym, jak zachwyciła go poezja pisana przez pewną AI. W dodatku przebywającą na stałe na Księżycu. Był to optymistyczny sen – ucieszyłam się, że Pan Prezydent przestał polować i teraz czyta poezję, to zawsze jest krok w dobrym kierunku.
Po drugie, w drodze do pracy mijaliśmy dziś budynek z napisem „RAK PŁUCA”. Przyjrzałam się baczniej i okazało się, że w rzeczywistości napis brzmi „RECEPCJA”. Powinnam już naprawdę poważnie porozmawiać z moja podświadomością, albo jednak w końcu pójść do okulisty. A najlepiej jedno i drugie.
Po trzecie, również w drodze do pracy opowiadałam N. o najsamotniejszym wielorybie świata, który przez całe życie nigdy z nikim nie gadał, ponieważ nadaje na częstotliwości 52 Hz, podczas gdy inne wieloryby śpiewają w paśmie 10 – 20 Hz. Bardzo mnie wzrusza ta historia, natomiast N. oczywiście twierdzi, że to dlatego, że ja też przez całe życie nadaję na swoim wyłącznym paśmie i nikt mnie nie rozumie. Może i faktycznie coś w tym jest, ale jednak ten wieloryb ma gorzej. Na przykład nie ma Netflixa, biedaczysko.
Z pozytywnych informacji – są albo za chwilę będą nowy Gibson („Agency”), nowy Ted Chiang („Wydech”) oraz nowa Kate Atkinson z Jacksonem Brodie („Big Sky”). Jest o co zębem zaczepić w oczekiwaniu na ocieplenie. Bo niby taki weekend w ciepłym miejscu to fajna rzecz i ładuje się baterie, ale powrót do tej zimnicy to masakra. MA SA KRA.