GODZINY LICZE

No wlasnie – oczekiwalam od zycia OSTATNIEGO DNIA PRZED WYJAZDEM a’la ciasto na pierogi LENIWE.

Od rana nie mam czasu nawet na kawe – DZIEKUJE CI, ZYCIE! Najpierw GADAŁAM, pozniej biegalam, a teraz mnie za chwile SZLAG trafi i zaczne tańczyc na uszach. PRZEPRASZAM! HALO! – czy ktos może slyszal o takiej zasadzie SAWUARWIWRU, ze w piatki po czternastej w pracy to nalezy pic wodke ew. wino bułgarskie wytrawne, a nie biegac jak z pieprzem?

W dodatku w calym srodku tego burdelu dzwoni N. i radosnie obwieszcza mi „NO TO JA TERAZ JADE PO ROBAKI, A POZNIEJ PO CIEBIE!” – po robaki jedzie, zwracam uwage, które PO MOIM TRUPIE spedza te noc w MOJEJ LODOWCE. Odkad mu to obwiescilam, chodzi i mamrocze pod nosem „Taaa… WSZYSTKIM INNYM robakom WOLNO wejsc do lodowki, a MOIM NIE” i w ogole nie reaguje na argumenty, ze ZADNYM nie wolno wejsc, bo mrowki wspolnymi silamy wywalilismy NA PYSK, zreszta mrowki to nie robaki, tylko insekty, i weszly samowolnie.

Czyli on NAJPIERW jedzie po robaki – robaki dla niego wazniejsze, a ja dopiero PO ROBAKACH, coraz lepiej, to się nazywa UDANY ZWIAZEK, jeśli by Panstwo mieli zamiar przyklejac etykietki – sciagawka dla socjologow: U DA NY! Udany zwiazek to taki, w którym wystepuja robaki.

WYBACZAM ROBAKOM z cala swiadomoscia faktu, ze JA z tego wyjazdu WROCE, a one – no, coz… (chyba, ze mnie co zezre na miejscu).

To lece – musze skonczyc wiele radosnych czynnosci, żeby być gotowa na przyjazd TEGO Z ROBAKAMI.

TO – DO ZOBACZENIA PO WEEKENDZIE, który dla mnie zaczyna się za 2 godziny i konczy za 9 dni 🙂

WEGORZ I WARUNKI FILUTA

Wysluchalismy wczoraj przy rosole babcinym (babcia nie ustaje w wysilkach karmienia nas, mimo ze jako wnuczęta jestesmy NIECO przeterminowani ORAZ nie lubimy jej PSA) historii upicia się mojego sw. p. dziadka z wujem Henrykiem. To znaczy, ja to slyszalam już po raz n-ty, ale dla N. sprawa była swieza. Pozeralismy domowe kluseczki, gdzies w glebi mieszkania lecialo „M JAK MIŁORZĄB”, a babcia opowiadala, jak się dziadek upil. Z wujem.

W ogole, faceci jak się urżną, to zwykle staja się upierdliwi. Meczacy tacy. Za wyjątkiem tych, oczywiście, co po pijaku bija zony, kopia psy, a dzieci przywiazuja do nogi od stolu, ale nie rozmawiamy tu o marginesie spolecznym, tylko o uczciwie pijacym dziadku, z zawodu kowalu, z wujem, z zamilowania mysliwym. Wuj miał psa, którego bardzo powazal i dbal o niego, a pies mu się odwdzieczal madroscia i przenikliwoscia. Kiedys wuj pozyczyl psa koledze na polowanie, a kolega strzelil i spudlowal, to pies wuja spojrzal na kolege z pogardą, nasikal mu na buty i wrocil do domu.

A historia dziala się na tzw. wczasach wagonowych (kiedys uzywalo się wagonow kolejowych jak przyczep campingowych, proszę mlodego pokolenia). Wuj z dziadkiem zaczeli wieczor od ganiania wegorza – zapedzili go do beczki, w ktorej miał zostac uwedzony. Jako, ze wegorz był spory, to im się urwal w trakcie tego wedzenia, wiec żeby już się calkiem nie zmarnowal, to go smazyli po kawalku na masle, w dodatku w elektrycznym czajniku ciotki, która nazajutrz rano dostala zawalu na widok stanu swojego eleganckiego garnka. A ze wegorze sa tluste, to wiadomo -żeby się utrzymac przy zyciu, wegorza popijali.

I około polnocy wywiazala się kilkugodzinna dyskusja pod tytulem „JAKIE FILUT MA WARUNKI”.

Filut – to finezyjne imie nosil pies przybleda, mieszkajacy w tzw. podwórku. Przygarnela go starsza, dystyngowana pani, wlascicielka innych dwoch psow, dla których posylala na wies po marchewke w czasach okupacji, bo psy powinny jest marchewke (kto to powie mojej Melanii?) (ale ja tez nie lubie marchewki – wybaczam jej). Filut przypałętał się z ulicy, dostal bude na podworku, no i wuj – wielbiciel psow – uwazal, ze FILUT MA ZLE WARUNKI – bo podworko, ciemne, bo nigdzie się nie rusza, i uwiazany do budy. Dziadek natomiast twierdzil, ze FILUT MA BARDZO DOBRE WARUNKI – bo ma podworko z wlasna buda.

I tak dwie godziny, az do wyczerpania wegorza. Warunki Filuta.

I dlatego ja się wole upijac egzekwo z facetami! Bo nic gorszego nie ma, niż sluchac ich marudzenia NA TRZEZWO.

A pojutrze wyjezdzamy :::)))

POMOGŁO

Podczas, gdy ona oddawala się sluchaniu wiolonczeli w towarzystwie Hugh Granta w pewnej piwnicy na poludniu Francji, on zalil się jej kuzynce, ze bardzo mu brakuje tego, jaka była kiedys, gdy robila mu makaron z klopsikami z indyka.

Tluszcz i glutaminian sodu – doszedl do wniosku – oto, co nadaje zyciu smak! – i poszli razem do chinskiej knajpy.

A pozniej – stracili wszystkie pieniadze i zyli dlugo i szczesliwie 🙂

„Drobne cwaniaczki” Woody Allena, konkretnie.

PS. Kopniecie w tylek BARDZO pomaga – nadzwyczajnie 🙂

A MIALO BYC TAK PIEKNIE

Zaczelo się tak: urodzilam się piekna, wysoka, drapiezna, asertywna kobieta ze swiadomoscia posiadanych zalet, wlasnej wartosci i nieszablonowym poczuciem humoru.

I od razu na wstepie zamienili mnie w szpitalu.

A teraz się pokićkało. To znaczy – wlasciwie, na razie się kićka, kićka, i wykićkać nie może. A ja, taka zamieniona, zamiast WZIĄĆ SPRAWY W SWOJE PIEKNE RECE z dlugimi paznokciami, to nie mam tych paznokci i przez to wszystko niedlugo zwariuje! I zamiast dac kopa tym i owym, a przede wszystkim sama sobie, to zmywam filizanki po herbacie, formatuje wojewodztwa i marnuje najpiekniejsze lata swojej CIAGLE JESZCZE MLODOSCI! TAK NIE MOŻE BYĆ!

ZADANIE DOMOWE: JAK DAC SOBIE KOPA W TYLEK nie lamiac przy tym nogi w kolanie i kregoslupa?…

CZY TO TEZ O MARCYSIU?… ;)

ZUZIA (spiewa):

„Szuja – naomamiał, natruł i nabujał
Szuja – a wierzyłam przecież mu jak nikt
Szuja – dziecku kazał mówić proszę wuja
Alleluja wesołego zrobił mi i znikł
Szuja – obrzydliwa larwa i szczerzuja
Szuja – do najtępszych pierwotniaków rym
Szuja – bezlitostny kamień i statuja
Fałsz i ruja bezustannie powodują nim

Gdy życie zdarło z faceta już maskę
Gdy mu fasada rozpada się z trzaskiem
Gdy zza niej wyjrzy jak małpa z pokrzywy
Pysk zły i obrzydliwy i pryśnie cały blef
O wtedy chociaż się pragniesz powściągać
nie nasobaczyć i nie naurągać
Choć inwektywą żywą nie chcesz chlustać
To same twe usta wykrzykną tobie wbrew:

Szuja – pióra by pożyczyć od Anouilha
Szuja – by opisać co to jest za typ
Szuja – kawał matrymonialnego zbója
Z pieszczot dwója, nieudana galareta z ryb
Szuja – najpiękniejszy kęs mi życia ujadł
Szuja – toczył ze mnie hektolitry łez
Szuja – cóż takiego uczyniłam mu ja
Żem jak tuja poderżnieta przezeń dzisiaj jest
Mówię wam, poderżnietam jest!!!”

::)))))))))))))))))

KILKA PYTAN Z RANA

1. Dlaczego codziennie przed poczta stoi niemozliwa kita emerytow, którzy przychodza godzine przed otwarciem poczty i robia tlum? Czy Poczta Polska rozdaje jakies nagrody albo ma znizki dla pierwszych 50 klientow w danym dniu, czy tez starsi panstwo organizuja sobie kolejki, bo do nich tesknia – stoja w tych kolejkach i spiewaja „Teeeraz jest wojnaaaa, kto handluje ten zyjeee” i umawiaja się, ze jutro pan Wacek przyniesie zdjecia wnuczki, a pani Stasia – makowiec?…

2. Dokad emigruja te hordy olowkow, które codziennie znikaja z mojego biurka?

3. Dlaczego szanujace się koncerny sportowe przestaly produkowac obuwie w rozmiarze 36? Dlaczego nieduza kobieta o rownie nieduzej stopie nie ma szans kupic sobie zwyklych, zamszowatych sportowych butkow – bez pompek, trąbek, szelek, klimatyzacji, ogrzewania tylnej szyby i blekitnosrebrnych kokardek wyszywanych cekinami? Czy jestem gatunkiem ginacym? A może się już kurcze na starosc? I dlaczego pan sprzedawca probuje mi wmowic, ze jak kupie buty dwa numery wieksze to normalnie jakbym dostawala 25% buta GRATIS?

4. Kto mi podpisze urlop, jeśli wszyscy poszli na urlop?

5. Dokad w zasadzie zmierza ten swiat – BO MOŻE SIĘ OKAZAC, ze mi NIE PO DRODZE!

PRZEPIS NA SZCZESCIE

To będzie przepis na szczescie meskie. Na szczescie damskie przepis jest prostszy, i krotszy, ale nie wiem, czy MÓJ przepis na damskie szcescie może być traktowany jako uniwersalny, bo proba jest niereprezentatywna (JA).

Skladniki:
– jeden samochod, najlepiej popsuty;
– jedna duza dziura w podlodze garazu (tzw. „kanał”);
– duzo metalowych zabawek w stylu: klucze francuskie, imbusowe, srubokrety, katowniki, teowniki, sruby, wkretaki;
– duzo halasujacych maszyn w stylu: wiertarki, szlifierki, szlifierki katowe, spawarki;
– jedno duze wiadro czarnego cuchnacego smaru;
– piekna, sloneczna niedziela;
– dwoch doroslych facetow.

Bierzemy dwoch doroslych facetow i krzyczac i tupiąc WYMUSZAMY na nich, żeby przynajmniej przed wejsciem do kanalu zdjeli brazowe sztruksy i zalozyli cos roboczego. Zakladaja i wygladaja DOKLADNIE jak dwa Teletubisie – jeden niebieski i jeden zielony. Nastepnie, oba Teletubisie lądują w kanale, z którego wychodza – na krotko – tylko i wylacznie po to, żeby:
a. napic się piwa
b. przetrącic przygotowana przez KOBIETY karkoweczke z grilla
c. pohalasowac maszyną zbyt duza, żeby ja zawlec do kanalu
d. napic się piwa
e. postrzelac
f. napic się piwa
g. umazac się w brudnym, cuchnacym smarze
h. podrapac się i napic się piwa.

Specjalnie robilam zdjecia, bo na twarzy zielonego Teletubisia widnial wyraz TAK ABSOLUTNEGO szczescia, ze nie moglam tego NIE UWIECZNIC. I im bardziej był umazany smarem, tym jego szczescie było wieksze.

Kto by pomyslal.