CZYZBY JEDNAK REWOLUCJA?

Dzis o godzinie 7.40 z ranka minelismy TRANSPORTER OPANCERZONY, wesolutko podskakujacy sobie na krzywej jezdni w samym centrum Warszawy.

Najpierw, oczywiscie, obejrzalam go z zachwytem (normalnie Gwiezdne Wojny!), ale kiedy DOTARLO do mnie, co widze, wydarlam sie „TY WEZ! CO TO BYLO!” – i dowiedzialam sie, ze tak, to TRANSPORTER.

O 7.40, w centrum Warszawy.

CZY JA ZNOWU O CZYMS NIE WIEM?

TYLE SŁONI I JEDEN PIJANY KOGUT

Absolutny przebój: wczorajszy reportaż w Trojce o kogucie – pijaku. Cos niesamowitego, jak powiedzialby N. Kogut czatuje pod sklepem na miejscowych pijaczkow, dziobie ich w noge, żeby zwrocic na siebie uwage i pije z nimi wino, nalewane do kapsla. A pozniej wraca urżnięty do domu, wlokąc za sobą skrzydła. Nierzadko zdarza mu się zlegnąć pod krzakiem, ale miejscowi wiedzą, kto on jest, i nie ruszą drania. Do dzis mnie boli brzuch ze smiechu.

Pozniej nie było mi już tak do smiechu, bo ogladalismy wypozyczony ARCYDZIEŁ „Pocalunek smoka”. Wszystko przez to, ze jako reżyser podpisal się Luc Besson. Przez pierwsze 20 minut niecierpliwie czekalam na objawienie, who is the bad guy, bo to nie wynikalo wprost – niestety, okazalo się, ze mój ulubieniec Tcheky Karyo. A szkoda, bo mi osobiscie podoba się on bardzo. Przez reszte filmu jeden nieduzy Chinczyk strasznie wszystkich naparzał i kłuł szpilkami, w miedzyczasie zszywajac swe rany igla i nitka na okretke. Na koniec, jak już rozwalil wszystkich SKO RUM PO WA NYCH (oczywiście, no jakzeby inaczej!) PO LI CJAN TOW w Paryzu, to wbil Tcheky jedna szpilke w szyje, od czego Tcheky ZMARL w meczarniach, a nieduzy Chinczyk – nie, pomimo, ze to on miał przestrzelone na wylot pluco. Dorzucam do tego gratis jedna nawrocona prostytutke, żeby obraz był pelen.

No panie Besson, naprawde…

No dobrze, a teraz do pracy ze spiewem na ustach:

Tyle słoni w całym miescie,
Nie widziales tego jeszcze – popatrz, o popatrz!
Spacerują ulicami,
Obejmuja się trąbami – popatrz, o popatrz!…

BADZMY DOBRZY DLA FOCZEK

N. z rana odsadzil na swiatlach wytuningowane cinquecento z numerem startowym 29 i informacja na tylnej szybie, ze kierowca ma grupe krwi Rh+. Jest bardzo z tego zadowolony.

A ja znowu się czuje GORSZA.

Bo np. wczoraj wyszlo na jaw, ze zrobilam pranie bez płynu do prania. Zapomnialam wlozyc do pralki. Nie dosc, ze zapomnialam wlac plyn, to jeszcze przy wyjmowaniu prania zwykle wylawiam z pralki siedemnascie meskich skarpetek, KAZDA INNA.

Od razu ogarnely mnie watpliwosci: czy ja się nadaje na MATKE, ZONE I KOCHANKE?

Nie wyobrazam sobie wychowywania dzieci. Dziecka, badzmy uczciwi – z moja odpornoscia na fizyczny bol i zmeczenie JEDNO to już będzie WYCZYN, a i to będę musiala być CIEZKO PIJANA, żeby dac się namowic. Jedynym obrazem, który mi się pojawia w glowie po uruchomieniu mysli „MIEĆ DZIECKO” jest duza, pulsujaca szklanka wódki z lodem i bitter lemon. Dla mnie, oczywiście.

Obawiam się, ze moje potencjalne dziecko byloby ciagle przyprowadzane przez sąsiadów albo policje („To pani? Jadło glizdy z trawnika na rogu”) z uwagi na moje sklonnosci do pograzania się w lekturze (i internecie). Poza tym, dziecko – jak wyrok sądowy – wlecze się za czlowiekiem PRZEZ CAŁE ŻYCIE. Najpierw – przez pierwsze pięć lat – nie daje przespac spokojnie ani jednej nocy, a pozniej – przez następne czterdziesci – opowiada o nas swojemu psychoanalitykowi. Ufa obcym, daje się porywać, wywleka przy dalszej rodzinie szczegóły pozycia („A TATOOOOOOO powiedzial do mamusi ze kiedys nie była taka tlusta krowa”), denerwuje psy i zjada metry żelkowych węży oraz każde inne paskudztwo, pod warunkiem, ze jest ufarbowane rakotwórczymi barwnikami na turkusowo lub amarantowo.

Tyle jest ciekawszych zajec – co wszyscy z tymi dziecmi?…

PS. Filip twierdzi, ze pretorianie byli ciezkimi kretynami.

PSPS. Dzis w promocji – FOCZKI – te same, które dostalam od N.

Z ZYCIA FEMINISTKI WOJUJĄCEJ

Dostalam maila od takiego jednego, co kiedys się do niego zalecalam, a on nic. Nie zebym od razu go chciala zaprzysiegac przed oltarzem czy cos, wiec mogl nie być taki drewniak. Ale był! I co, i mysli ze po paru latach ja tak normalnie, zwyczajnie mu PRZEBACZE, tak? Uuuuuuu…

Napisal maila, którego można strescic tak: „CZESC! CO U CIEBIE SLYCHAC?”.

No to – po skonsultowaniu się z Konsultantkami Personalnymi – odpisalam mu:

„CZESC! Co u mnie? Chyba nic ciekawego. Przeprowadzilam się do przyjaciolki i zamierzamy ubiegac się o adopcje dziecka. Naprawde – nareszcie czuje, ze realizuje i samookreslam. Wieczorami, po pracy, tancze w srebrnej klatce w klubach dla homoseksualistow”.

Za inspiracje dziekuje Konsultantkom w osobach: Haniuta, Tszecia, So-so.

I PAMIETAJCIE: FACET – TWÓJ WROG!

TAAAA

Ale ten facet, co przyjechal z Hanka i Filipem, to CHYBA MA PROBLEM ALKOHOLOWY – niby siedzial cichutko, nic nie mowil, a ja dzis rano znalazlam około 70 pustych butelek. No to KTO to wypil? JA? Ja nie pije do konca zycia.
Hanka? Hanka jest abstynentka od urodzenia.
Soso prowadzila, Motyl prowadzil.
Tszecia nie pila, tylko się fotografowala.
N. nie pil, bo jechal po garnitury.
Filip? HM – MOŻE FILIP!

PS. Filip ZOSTAWIL SWOJA SLYNNA CZAPKE – mogę ja oddac na licytacje 🙂

PSPS. Doszlysmy z Hania do wniosku, ze cokolwiek ma w sobie Marcys, to my jeszcze NIE ODKRYLYSMY, co.

DOŁOŁAMACZE

Chyba kazdemu z nas zdarza się wyhodowac sobie od czasu do czasu pieknego DOŁA. Ba. Takie DOŁY od czasu do czasu, tak sobie mysle, sa czlowiekowi potrzebne, a wrecz niezbedne. Nie można calego zycia przekicac jak skowronek na amfie – czasem trzeba się ZDYSTANSOWAC, uchlac, spojrzec przez pryzmat miedzy palcami, dojsc do wniosku, ze AKURAT JA JESTEM NAJBARDZIEJ BEZNADZIEJNA NA CALYM SWIECIE, przegralam swoje zycie, zaprzepascilam szanse, pracuje dla idiotow i w dodatku chyba zgubilam karte do bankomatu. Po to, żeby wstac rano Z KACEM, znalezc karte pod biurkiem i dojsc do wniosku, ze jednak chyba zona naszego ulubionego znajomego X. ma GORZEJ, bo np. ma meza – kretyna.

No i tak mnie wlasnie wczoraj przygniotło. Szlochajac, odkorkowalam flaszke czerwonego, ubralam się w najbardziej bure i wypchane na kolanach spodnie, puscilam Jopek i siegnelam po ksiazke o tym, jak to KOBIETY W POLCE po 90 roku sa tragicznie nieobecne w zyciu publicznym. I tak sobie pociagalam z kieliszka, wycieralam nos w ksiazke tej pani od nieobecnych kobiet i wlasciwie bylam na dobrej drodze… Malo powiedziane: SZEROKIEJ prostej ALEI zmierzajacej ku samobojstwu. Czyli – klasyczny megadół.

Gdyby mi się to przytrafilo w godzinach pracy… No wlasnie NIE MAM SZANS NA DOŁA W GODZINACH pracy. Już, już mam wystartowac do damskiego kibla, żeby sobie poplakac, to NIE – wlasnie przychodzi email z „IRENKA” Oblego albo zdjecie Marcysia, jak molestuje seksualnie duzego psa, albo Pepsee przysyla „NAJNOWSZE VIDEO PAMELI ANDERSON”. Nie, w godzinach pracy nie mam szans na doła.

Wczoraj natomiast w mój elegancki, wypolerowany megadół wdarl się jak tornado ON, czyli N. Wrocil z targow. „TADAMMMM! JUŻ JESTEM JUŻ JESTEEEM – smierdze piwem? No TROCHE SMIERDZE! Ale zebys ty widziala JAK INNI CHLALI! HA – byłem NAJ GRZE CZNIEJ SZY i mam dla ciebie PREZENT! O patrz – DLUGOPISIK! Patrz w jakiej slicznej TRUMIENCE. Orzeł bielik… a to nie. Czekaj czekaj… FOCZKI! Popatrz JAKIE MAM DLA CIEBIE FOCZKI! No, akurat ta jedna niezywa… Ale ta zobacz jaka SLICZNA! Zupelnie jak Calineczka. Identyczna. Co mi dasz do zjedzenia?”.

Dalam mu galaretkę z nóżek. A caly misterny dół psu na budę.

UPIORY PRZESZŁOŚCI

Chyba każdy ma JAKIEŚ. Mój upiór przeszłości ma postac gigantycznego, rozowego KROLIKA. Pluszowego.

Krolik został mi wreczony na Mikołajki przez mojego PIERWSZEGO PRAWDZIWEGO CHŁOPAKA. Jeśli o facetow chodzi, to bylam TRAGICZNA dupa wolowa i pierwszego PRAWDZIWEGO CHLOPAKA mialam dopiero pod koniec LI CE UM 🙂 Kanał, nie? Dzis nie do pomyslenia.

Chlopak był jak malowany – przede wszystkim, chyba NAJWYŻSZY w calym powiecie. Taki duzy, jak Obly. Albo i wiekszy. Pozycie nasze było BARWNE. Glownie urywal się na balety z kolegami, a pozniej, jako rekompensate, przynosil mi PREZENTY.

Na przykład, bukiety roz, którymi najadlyby się cztery krowy rasy fryzyjskiej.

Albo ksiazke „ATLAS EROTYCZNY DLA KOBIET” – z dedykacja odreczna.

Albo rozmaita bielizne damska.

Przed Mikolajkami musial się wypuscic chyba na jakas niezla BALANGE, bo jako zadoscuczynienie przywlokl mi tego KROLIKA. Krolik w pozycji siedzacej siega mi DO RAMION, jest ROZOWY i wyglada jak naprawde uciazliwe delirium tremens.

Szczegolnym uczuciem darzyl Krolika ś. p. Banga – pies Mlodej Zebry. Banga czyhal, az wyjde na chwile z pokoju, po czym WPADAŁ tam i sikał na krolika nogi. Mloda Zebra po pierwszych kilku razach znakomicie wiedziala, co znaczy mój ryk ” A TERAZ ZABIJE TEGO KUNDLAAAA!” – i spokojnie przybywala na miejsce zbrodni ze sciereczka i Domestosem, zacierac slady. Biedny Banga, strasznie tego krolika nienawidzil.

Jak było do przewidzenia, facet zostawil mnie jak tylko zdalam na studia, ale KROLIK MI ZOSTAŁ. Krolik wielkosci sporego wieprza. Nie udalo mi się pozostawic Krolika za soba w panienskim mieszkanku – bo moja matka gonila mnie z nim po ulicy wrzeszczac „BIERZ KROLIKA!! ZABIERAJ MI GO STAD!” – no i nie mialam wyjscia.

I teraz mam tego Krolika i dylemat – co z gadem zrobic. Po pierwsze, nieco przyszarzał – ale z racji WIELKOSCI nie miesci się do pralki, a nie wiem, czy przyjma go w myjni samochodowej.

Nawet, jak go upiore, to co z nim zrobic – dac dzieciom? Nie przepadam za dziecmi jako takimi, ale chyba NIE ZNAM dzieci, którym bym AZ TAK zle zyczyla, żeby im podarowac tego cholernego drania.

Oblac benzyna i podpalic? No – niby tak, ale to takie… cliche [wym. „KLI-SZEEJJ”].

Może ktos przygarnie?… Tylko powazne oferty.

CO KOMU

Przysnil mi sie człowiek, który jadl skorpiony. Taki stary, wysuszony na brazowo Chinczyk, siedzial w pozycji lotosu na podlodze w domu, takim jak z powiesci Marqueza, i chrupał skorpiony, które ktos mu przyniosl w nieduzym pudełku. A pozniej – jak to w snach bywa – nastapila zmiana szpuli i trzy razy zabili mnie terrorysci. Trzy razy w ciagu jednej nocy. Niektorzy nie znaja umiaru.

N. się snilo, ze jedlismy sarnę w sosie cytrynowym.

Czy to przykład na niezgodnosc charakterow?…