JESLI DZIS WTOREK, TO PATRZ PONIEDZIAŁEK

Strzeliło mi dzis rano cos w plecach.
Wszystko przez to, ze Hanka siedzi w domu wygięta w precel, a ja przecież jestem z nia połączona kosmosem, więc co miałam tak chodzic luzem bez żadnych objawów w kośćcu. No to ten. Chyba mnie z rana lekko wygło. Chodząc korytarzem jęczę jak duch Króla – Ojca, jeszcze tylko łańcuchy powinnam za sobą wlec.

A WSZYSTKO PRZEZ TEN KLIMAT! Widziałam kiedys reportaż z Kaliforni – no więc tam 70-letnie babunie robią sobie zastrzyki z silikonu w usta i mają 19-letnich kochanków, tak? BO NIE MAJĄ JESIENI I ZIMY i nic ich nie strzyka w plecach.

Oraz znowu poszło mi oczko w rajstopach, psia krew. Ja nie wiem, producenci rajstop to najgorsze, najbardziej pazerne świnie, jakie chodzą po tym globie. TO NIEMOŻLIWE, żeby nie można było wyprodukować rajstop, w których nie leciałyby oczka. NIE MOZ LI WE. Na pewno JEST taka technologia, tylko leży zamknięta gdzieś w sejfie NASA, bo producenci rajstop płacą GRUBY SZMAL, żeby nie dostała się w ręce kobiet, które codziennie musza kupowac NOWĄ PARĘ RAJSTOP która im się NATYCHMIAST DRZE.

Czytałam kiedyś taka powieśc, amerykańską, o jednej pani – bardzo piekną, jak powiedziałaby moja babcia – która mąz podejrzewał o to, że go zdradza, i regularnie ja lał. Jak się ładnie uczesała, to ją lał, jak kupiła sobie szminke – tez ją lał, no i jak odkrył, że ma oczko w rajstopach, to zlał ja okrutnie, bo stwierdził, że na pewno kochanek z niej zdzierał te rajstopy i dlatego są podarte.

HAAAAAAAAAA HAHAHAHAHA.
No to mój mąż musiałby mnie lać dość często.

(ta pani później się na tego męża trochę zdenerwowała i go zabiła i uciekła do przyjaciółki i było śledztwo i policjant odkrył, że to ona zabiła, ale postanowił ze jej nie wyda, bo ten jej mąz to był zły człowiek, że tak ja lał, a najlepsze, NAJLEPSZE w całej książce było wiecie, co?… ZE ONA FAKTYCZNIE MIAŁA TEGO KOCHANKA. Mam nadzieje, że ja lał.)

JESLI JEST PONIEDZIALEK, TO NIC MI SIE NIE CHCE

Na dobry początek weekendu kelnerka w Lokancie wylała na mnie czerwone wino.

Tak, byłam w sweterku ecru.

Nie, w ogóle się nie wkurwiłam. Nawet mi ulzyło, ze nareszcie to NIE JA wylałam wino. Bo jakos ostatnio wylewam. Odkąd mam hiszpańskie odplamiacze, rozlane czerwone wino nie jest dla mnie czynnikiem stresogennym.

Florian drze ryja po nocach straszliwie. Najgorsze jest to, że do tej pory siedział w salonie i można było zamknąc drzwi i jednak troche mniej go było słychac, a teraz niestety przemiescił się i siedzi w strefie open space i nie bardzo go można wyciszyc. A ja myślałam, ze lubię świerszcze. Okazuje się, że to stworzenia z piekła rodem, rozrzucane przez jeźdźców apokalipsy. Ktokolwiek w Pinokiu zatłukł młotkiem świerszcza – ROZGRZESZAM GO.

N. wpadł na pomysł, jak zachęcić mnie do przeprowadzki do nowego domu. Wykoncypował mianowicie, że przeniesie tam książki, za którymi powinnam pójść jak szczur za szczurołapem z Hamelin. Pół soboty układałam książki w nowej bibliotece.

(Nie, ze ja się nie chce przeprowadzic do nowego domu. Nie. Po prostu słabo mi się robi na mysl o zakupie mebli, pakowaniu i rozpakowywaniu. Gdyby mnie ktos uśpił w starym domu i obudził w nowym – byłoby naprawde znakomicie).

Złamałam się i kupiłam sobie w Merlinie nowego Kinga i płyte Sheryl Crow. OK. – możecie się ze mnie smiac, a ja lubie Sheryl Crow – przynajmniej ostra babka z niej, a nie jakas miągwa.

I Bisquit.

Lód był dziś rano na szybach.
JAAAAAAAAAAAA SIĘ NIE ZGADZAM!

ZIEW

Ja to nie mogę wyjechać na delegacje jak normalny człowiek albo ciocia Stasia, nie nie nie. Zawsze musi mi się cóś przytafić w tak zwanym międzyczasie. A to na pociąg zabładzę, a to premier Iranu mnie zdenerwuje…

Przyjeżdżamy z lotniska do hotelu, a tu pod hotelem – telewizja, policji jakies sto wozów, sześc kuloodpornych Audi zaparkowanych w rządku… Ach jo!… – zmartwiłam się, bo byłam już nieco zmęczona – DOWIEDZIELI SIĘ, ze przyjeżdżam… NO TRUDNO – poprawiam włosy i zabieram się do wychodzenia z samochodu, ale pani Ela mnie łapie – A PANI GDZIE! Chce pani, żeby panią ARESZTOWALI?…

Bynajmniej nie chciałam i powiedziałam to głośno.

Okazało się, że to, co wzięłam za serdeczne przywitanie, było obstawa premiera Iranu, który – oczywiście – wybrał sobie hotel, w którym nocowałam. Akurat wybierał się na kolację i musieliśmy przeczekać wyjazd kawalkady lśniących i ryczących Audi w obstawie migających policwozów.

Premier Iranu. PFFFF.

A poza tym to nudno było w sumie.
Nie zabładziłam.
Nie aresztowali mnie.
Nie spóźniłam się na samolot.
Za to samolot – owszem, więc jestem dziś niewyspana jak stary smok.

Świerszczowi pokroiłam wczoraj jabłuszko i podałam na talerzyku. Gra wieczorami jak kapela cygańska. N. ma w stosunku do niego uczucia ambiwalentne – to go leci rozdeptać, to sprawdza, czy coś jadł. Chyba nazwiemy go Florian.

ZENEK, TO NIE TEN. ZENEK, TO NIE TEN IDIOTO!

Jest ten świerszcz.
To nie był omam.
Zagrał nam wczoraj Czajkowskiego do kolacji.

Co jedzą świerszcze?…

(Ja nie wiem, dlaczego ta przyroda sobie MNIE upodbała i się znęca i pakuje do mieszkania – CZY JA SIĘ WPYCHAM np. mrówkom do mrowiska albo nie wiem… Szpaczkom do budy?…)

Oraz boli mnie głowa.

Oraz oglądaliśmy wczoraj GALAXY QUEST – bardzo głupi film, który jednakowoż uwielbiam (mój mąz oczywista przez cała projekcję wpatrzony był w cycki Sigourney Weaver, zwłaszcza pod koniec, kiedy jej się mundur podarł). Najbardziej lubię kwestię małych, zielonych stworzonek: „Wygląda jak dziecko… WALNIJMY GO KAMIENIEM W GŁOWĘ A POŹNIEJ ZJEDZMY!”.

Melduje uprzejmie, ze w klapkach EMU chodzi się cudownie. Jakbym miała na nogach dwie puchate chmurki.

(Oraz razem z klapkami EMU kupiłam sobie złote balerinki z brokatu ale ciiiicho! NIE MÓWCIE NIC MOJEMU MĘŻOWI przed którym je SCHOWAŁAM – ledwo biedaczek przeżył te klapki, gdybym go zaatakowała do kompletu brokatowymi balerinkami, mógłby dostac zawału albo – co gorsza – wywalic mnie z domu, a noce już jednak chłodne).

BIP BIP – TU AUTOMATYCZNA SEKRETARKA…

Narąbawszy się w piątek w Jeff’sie nabyłam po pijanemu wieczorowa sukienkę.
Wszystko przez Zebrę, która te sukienki wypatrzyła, a ja po pijaku mam słabą wole walki z pokusami, a zwłaszcza, kiedy mam na sobie coć, co a) nie odstaje, b) nie wlecze się, c) nie zwisa oraz d) jest mi w tym do twarzy.

I zupełnie nie szkodzi, ze kiecka jest NA RAZ i ze nawet po przymierzeniu byłam cala, caluteńka pokryta brokatem, który nie wiem, JAKIM cudem się z tej kiecki oberwał, bo ze mnie nie chciał zleźć nawet po kąpieli.

W ogole mi to nie przeszkadza, natomiast zupełnie na odwrót praca. MAM TYLE ROBOTY ze chyba kogoś uduszę.

Oraz dodatkowo N. twierdzi, że mamy świerszcza w salonie, ponieważ jakoby grał w nocy na skrzypcach. Trochę mi się nie chce w to wierzyć, poza tym, nawet jeśli okaze się, ze tak, to co on biedula będzie jadł? N. mowi, że wędzone ryby (śledź a la łosoś). A może to wcale nie świerszcz, tylko DUCH – czytałam ostatnio kilka wątków o duchach na forum i powiem wam, mimo, ze był środek dnia, to dostałam migotania zastawek i bałam się obejrzeć. Więc ja już wole szarańczaka, nawet jeśli mam mu serwować bliny z kawiorem.

Zróbmy cos wspólnie, żeby były dwa weekendy w tygodniu! Na przykład uduśmy kogoś.

O WCZORAJSZYM FILMIE

Czy ja już wspominałam, że uwielbiam amerykańskie kino akcji?
Uwielbiam.
Wszystkie komedie mogą się schować.

(Oczywiście hitem nie do pobicia jest scena w Predatorze, kiedy Arnold z kolegami rozpieprzyli pół dżungli w celu zniszczenia wietnamskiego obozu, po czym Arnold wydaje rozkaz „ZATRZYJCIE ŚLADY”… kuuuuuuuuuuurwa 🙂 )

Wczoraj, z inicjatywy N., oglądaliśmy NA LINII OGNIA.

Jest to, przypomne, film, w którym zagrał Clint Eastwood mając lat… N. twierdzi, że OKOŁO 70, ja będę się upierać, że bliżej 90. Wygląda jak mumia Ramzesa, odbandażowana, lekko namoczona w wodzie – ale LEKKO – a następnie upudrowana na żółto (czymś w rodzaju tego podkładu na narty, co Sosko mnie nim wysmarowała w ramach próbnego makijażu przed ślubem i wyglądałam jak moja ciotka Helena w trumnie).

Ja bym ten film trzymała w wypożyczalni w kategorii HORROR (zbliżenia Klinta Istłuda – za każdym razem wyrywało mi się ŁAAAAAAAAAAA!) łamane przez KOMEDIA.

Na dowód jedna z pierwszych scen:

Klint gra w barze na fortepianie. Tak, jest byłym agentem CIA, ochraniał Prezydenta Junajted Stejts, ale najbardziej co lubi w życiu robić, to grać dżez na fortepianie. Zatem, gra na tym fortepianie w barze, do fortepianu podchodzi Młodszy Ejdżent jego Partner (własnie są po wyczerpującej akcji, w której Klint musiał go zabić troche na niby, ale Młodszy Ejdżent się przejął), i wywiązuje się dialog następujący:

MŁODSZY EJDŻENT: Zabijałeś już kiedys ludzi?…
KLINT (nie przerywając gry na fortepianie): Tak. Ale mi się nie spodobało.

No ja BARDZO przepraszam, ale spadłam z fotela ze smiechu.

Chociaż nie wiem, czy jednak nie zostawić tego filmu całkowicie w kategorii HORROR, bo powiem wam, DAWNO się tak nie bałam, jak na scenie erotycznej, kiedy to Klint dobiera się do seksownej ejdżentki (oczywiście Klint nie bardzo może się ruszać – w końcu ma jakies 98 lat – więc musi nam wystarczyc dynamicznie zrzucająca z siebie poszczególne części garderoby ejdżentka oraz odpowiedni montaż) i naprawde, naprawde byłam PRZE RA ŻO NA w momencie, kiedy pokazali, ze Klint runął na łózko, a ona na niego. NIEEE NIEEEE NIEEEE – NIE MOGĄ TEGO POKAZAĆ – TO NIELUDZKIE!… Oczywiście W OSTATNIEJ DOSŁOWNIE CHWILI zadzwonił telefon i ejdżentka musiała pozbierać z podłogi żakiet i kajdanki i wracac do pracy… UFF! W dodatku w tej scenie, gdzie (według mnie, z wyraźnym wyrazem ulgi na obliczu) zbierała z ziemi garderobą, było widać, że do sceny erotycznej (sic!) nie zdjęła podkolanówek 🙂 (i w sumie racja, jak on ma 98 lat, to chyba już podkolanówki niewiele zmienią).

Nie wiem, jak to się skończyło, to znaczy – OCZYWIŚCIE SKOŃCZYŁO SIĘ ZNAKOMICIE dla Klinta, troche gorzej dla Malkovicza, a już całkiem słabo dla Młodszego Ejdżenta, który niestety ale musiał zostać zabity, żeby pokazać cały bezsens wszystkiego i doprowadzic Klinta do ostateczności. Wytrzymałam do momentu, kiedy ganiali się po dachach i poszłam się kapać.

Z musująca pastylką.
No bo w końcu co, kurcze blade.

A moje futrzane klapki EMU już do mnie jadą.

PS. Dlaczego dzis w Trojce nie było Manna? Za to puscili Beatlesów; idąc korytarzem w pracy odkryłam, że śpiewam na całe gardło „Can’t Buy Me Love” – dobrze, ze bylo w miarę wcześnie i prawie nikt mnie nie widział… A zresztą – juz i tak nosze plakietke łagodnej wariatki.

O POLEPSZACZACH NASTROJU

Tematem dzisiejszej prelekcji będą polepszacze nastroju. Pozwole sobie skupic na takich polepszaczach nastroju, które: nie sa na receptę, nie sa drogie, nie trzeba ich wstrzykiwać i nie niszczą zdrowia, tylko pomagają je zachować, psychiczne zwłaszcza.

Ręka do góry, komu nie zdarzaja się takie dni, że ma ochote pojść na most Siekierkowski, zawiesic sobie finezyjny naszyjnik z pustaków i kulnąć w dół?… Mi nader często. I kiedy zwykłe kurwy przestają już wystarczać, mam następujące propozycje:

1. Brokat INGLOT holograficzny.
W bardzo ladnym szklanym pudełeczku, wygląda troche jak kokaina, można go ze soba nosic wszędzie. Ja noszę w torebce. Można go polecic przyjaciółce – ja ostatnio sprzedałam pomysł Zebrze, która zaraz następnego dnia poleciała go kupić i wysmarowała sobie dekolt. Mówi, że pomogło. W ogóle brokat jest niedoceniany jako parafarmaceutyk.
Koszt: około 20 PLN

2. Klapki japonki EMU futrzane
Łagodnieję od samego oglądania ich, a zmarszczki na moim obliczu wygładzają się. Chyba znalazłam alternatywe dla Merlina – będę inwestowac w buty EMU.
Koszt: 99 PLN

3. Sweter z tarantulą.
Czarny wełniany golfik z krótkim rękawem (N: „Ty jestes nienormalna! Po co komu GOLF WEŁNIANY BEZ RĘKAWÓW!” – całe zycie jestem nie rozumiana przez współczesnych) z nasztytą tarantulą z bardzo błyszczących cekin. W dodatku – ODPADAJĄCYCH cekin, które trzeba przyszywać zyłką wędkarską. Przyszyłam i dziś się w niego wystroiłam do pracy – wyglądam BARDZO nieprofesjonalnie i mam to w dupie. N. nawet napisał dziś rano piosenkę na cześc tego wydarzenia: „Moja żona jest psychiczna… Ale za to bardzo śliczna!” (przy czym część druga piosenki powstała już po tym, jak zamachnęłam się na niego kubkiem z herbatą).
Koszt: 45 PLN na lokalnym rynku odzieżowym (na bank można było stargować jakieś 5 zybli, ale ja byłam za bardzo napalona i nie umiałam zachowac pokerowej twarzy).

4. Radca ambasady zaprzyjaźnionego kraju, który przy wszystkich naszych przełożonych wygłosi płomienne przemówienie o tym, że jesteśmy najpiękniejszą kobietą jaką w zyciu spotkał oraz najbardziej inteligentną as well.
Koszt: jeden ciężko obrażony mąż.

5. Pierdolnięcie drzwiami.
Sposób najprostszy, najtańszy i najbardziej dostępny. Pozwole sobie zacytować klasyka: „Pierdolnąwszy drzwiami, poczułam się dużo lepiej” (copyright Pierwsza). Działa ze skutkiem natychmiastowym, ba! Ja nawet czasem wracam i mowie O PRZEPRASZAM… WYMSKNĘŁY MI SIĘ!
Koszt: właściwie zerowy, no chyba, ze to NASZE drzwi i chyba, że wyleciały z futryną. Wtedy koszt = cenie nowych drzwi (a właśnie, podobno nie mówi się futryna, tylko ościeżnica. Czy to jak z tymi flizami i glazurą?…).

To takie bym miała propozycje na dobry początek. Ale liczę na Was – podzielmy się sposobami na dobry nastrój, a świat od razu wypieknieje, mowie wam!

A teraz idę do łazienki oglądac w lustrze moja tarantulę.

O TYM, ŻE PRAWDOPODOBNIE NIE ZYJĘ

Spałam cztery godziny, albowiem małżonek jadł był kolacje biznesową do pierwszej w nocy. Czy wkurwiło mnie to?… ALEŻ!… No skądże. Bynajmniej.

Bynajmniej w ogóle nie wkurwia mnie także fakt, ze wyglądam dziś JAK POMPON (ten z węgierskiej dobranocki, co skakał z drzewa ludziom na głowy). Zapomniałam wczoraj potraktować włosy odżywką, a na dodatek dziś wsadziłam je w paste do zebów. Do połowy. Nie pytajcie, JAK to zrobiłam.

Nie wkurwia mnie również, ze w puzzle ekspresie ta świnia komputer oszukuje i jak kończy mi się miejsce na podajniku, to zawsze przysyła te długie niebieskie (Martucha, przy naszym następnym spotkaniu cię stłukę za te pociągi).

W ogóle nic mnie dzis nie wkurwia!
MOŻE UMARŁAM?…

PS. NO PRZECIEŻ zapomnialam napisać, że TAKŻE W OGÓLE nie wkurwia mnie nowa szata graficzna Merlina! Nic a nic mnie ona nie wkurwia, gdyz po prostu zamykam strone i wychodzę stamtąd czym prędzej. Za kilka miesięcy będe bogata niczym Barbara Piasecka – Johnson, gdy forsa dotychczas przepuszczana w Merlinie pozostanie na koncie… CHOC ZNAJĄC SIEBIE, juz ja cos na to poradzę 😉

O POLAGRZE, METAXIE I KURCZAKACH

Zgodnie z ogólnoświatowymi trendami, na Polagrze było zimno, wiec ZMARZŁAM.
Wobec tego wypilam dwie szklanki metaxy na rozgrzewke.
Po czym zabładziłam i spóźniłam się na pociąg. TADAM!

FATALNE OZNAKOWANIE w tym Poznaniu drogi na dworzec PKP! FA TAL NE. W która strone bym nie poszła, wyrzucalo mnie przed hotelem MERCURE. Jak po raz dziewiąty zobaczyłam hotel MERCURE, to miałam ochotę zeskoczyc z tego je… lernego wiaduktu na dach pociągów, KTÓRE WIDZIAŁAM Z GÓRY JAK STAŁY SOBIE NA SZYNACH i za cholere ciężką nie mogłam do nich ZEJSĆ TAM NA DÓŁ!

Spóźniłam się na pociąg, następny miałam za godzinę, dzwonie do małżonka się wyżalić, poszukac oparcia, a ten mnie od pijaczek i „WYMYŚL SOBIE KARĘ”. Mowie wam… Zycie człowieka w obcym mieście po dwóch szklankach metaxy nie jest lekkie. NIE JEST.

Oraz już wiem, o co chodzi z tymi Czeszkami (co to jedna została Miss Świata).

Mój mąż N., który wiele o świecie wie, bo sporo czasu spędził na Kaszubach i tamtejszych dyskotekach, mówi, że te Czeszki to one sa takie… ROZBUDOWANE… z powodu kurczaków na hormonach. W skrócie – małe dziewczynki jedza kurczaki z przemysłowego tuczu, karmione hormonami, i rosną im taaakie duże cycki.

AHA.

DROGA MAMO, TATO, BABCIU I DZIADKU, niniejszym chciałam złożyć Wam wyrazy wdzięczności, że U NAS NIGDY NIE POSTAWIŁ NOGI ŻADEN KURCZAK Z PRZEMYSŁOWEGO TUCZU, tylko i wyłącznie wiejskie kury, odzywiające się ekologicznymi glizdami i robakami, które w zyciu hormona na oczy nie widzialy. BARDZO WAM DZIĘKUJĘ. Gdyby nie wy, mogłabym się wykoleić, no bo przcież gdybym miala TAAAAKI BIUST to na pewno by mi się nie chciało zdawac na studia. ZAPRAWDĘ MIAŁABYM WTEDY inne priorytety.

(Dlaczego, dlaczego nie jedliśmy przemysłowych kurczaków CHOCIAŻ CO DRUGĄ NIEDZIELĘ?… Łaj?…)

No i tak.
Nic mi się nie chce od poniedziałku.