POZDROWIENIA Z WAKACJI

Wiec.
Cale dnie za pzeproszeniem, leze nad basenem.
Maz mi kupuje sangrie (3,70 za wielki kielich, b. drogo, w sklepie tyle samo poltoralotrowa flacha).
Ku rozweseleniu, czyta mi takze ogloszenia drobne z El Pais.
Na przyklad:¨
„Cztery super zbudowane WILCZYCE przyjma cie w bielisnie, jedna po drugiej”
Albo:
„Abuela Nimfomana” („Babunia nimfomanka”).
Albo:
„Czterdziestka, seks bez zahamowan”.

Tak.

Na wino wieczorem chodzmimy do Linnekera.
Powaznie.
Jest Beckham, ale podobno Beckham moze Linnekerowi czyscic buty.
Bo Linneker wbil nam trzy gole z reka w gipsie, bynajmniej.

Nie narzekam.
Objadam sie.
Ciao ciao.

PS. Ostatnie odkrycie – jestem fanem rugby! HEJ!

ACH, OCH I WYBYWAM

Ostatni dzien w robocie jestem, wiec jakby ktos miał jakies zyczenia, to bardzo prosz! Ostatnia chansa chimpansa.

Od kilku dni wciągam jogurt Danone o smaku BISZKOPTOWYM i nie mogę się od niego oderwac; dla urozmaicenia doznan popijam Fitem śródziemnomorskim.

I nie mogę się doczekac pierwszej wizyty w knajpie. Pokaze im po prostu w menu „ODTĄD – DOTĄD” i niech przynoszą. Będę jadla, az zemdleje. Jak już się osune z krzesła, to N. niech mnie zawlecze za noge na plaze i ulozy w płytkiej wodzie. A po paru godzinach – da capo al fine.

Takie mam oto ambitne plany wakacyjne.
To trzymajcie się. Wracam za dwa tygodnie.

NIE OBLIZUJ PAŁKI BO ZEPSUJESZ DANIE

Wiec oddali mi w piątek komputer. Z nowym dyskiem. Pieknym, nietkniętym ludzką stopą, niezagospodarowanym, bielutkim, puściutkim, nowiutkim. Lepszym niż mój stary, sterany zyciem, cherlawy, astmatyczny dysk.
Oczywiście, zadnych danych nie udalo się odzyskac.
Czy wkurwiło mnie to?
Nie, w ogole mnie to nie wkurwiło.
Po pierwsze: mam teraz na dysku i w poczcie porządek, za którego zrobienie zabierałam się jakies pol roku i ciagle nie miałam czasu.
Po drugie. NIE JESTEM SAMA WE WSZECHŚWIECIE – te moje papiery jednak przesyłałam tu i tam i tym i owym, wiec jak mi będą potrzebne, to sobie pościągam. A jak NAPRAWDE mi będą potrzebne, to napisze je od nowa, LEPIEJ.
Po trzecie: Wyjeżdżam pojutrze na urlop, tak? I doprawdy, chwilowo wali mnie, co mam na dysku, a czego nie mam.
HA
HAHAHAHAHAHHAHAHHAHA!!!!

Naprawde, jestem taka pogodzona ze soba i taka zen!
Nic tak człowieka nie ZENI, jak urlop za dwa dni!
Normalnie miałabym ochote rozedrzec jak śledzia wszystkich moich pracownikow, co przychodza od rana z jakimis wymiętymi karteluszkami, ale dzis chętnie bym ich uściskała!
(Ale nie zrobie tego – bez przesady – i tak mi wchodza na glowe).
Nic mnie nie denerwuje, wszystko mnie cieszy, jak wioskowego glupka.
Poczucie bliskiego urlopu najwyraźniej wydziela w organizmie człowieka jakis niezły staf.
Powinni to opatentowac i sprzedawac w kapsułkach żelowych.

Psoko, wiem, ze zaraz cos pierdziutnie i będę miala na koniec tradycyjnie sprint i finisz na wdechu. Naprawde, nie rusza mnie to.
Nana na, nana na na na…

SLONKO SWIECI, PTASZEK KWILI, MOŻE BYSMY SIĘ NAPILI?

W pierwszych slowach mojego listu droga redakcjo spiesze doniesc, iż u mnie wszystko w jak najlepszym porządku… na przykład przedwczoraj wchodze do lazienki i..

– SWIETA MARIO BLOGOSLAWIONA MATKO NASZEGO PANA JEZUSA PRZYBITEGO DO KRZYZA DZIEWIECIOCALOWYMI GWOZDZIAMI!… Norbeeeeeeeeeeeeert!!!!!!!!!!!!! Chodz tu ALE SZYBKO!!!!! I weź DUZY SLOIK!!!!!

Idzie.
– Jeżeli ten pająk będzie mniejszy od misia pandy, to chyba cie wyrzuce przez okno. O JAKI SUKINSYN!… Ja nie radze!…

Nie przesadzając, miał rozpiętość nóg około 40 centymetrow i siedział zaraz przy wejściu do lazienki. N. upychal go w sloiku jakies 15 minut.

Bo poza tym to nuda, panie, nuda.

No może dzis rano N. się troche ożywił po komunikacie w Trojce, ze moje ukochane Ministerstwo będzie karalo nielegalny ubój nawet 3 latami wiezienia.

– Za zabójstwo prosiaka – TRZY LATA! Wiecej niż czasem za zabicie człowieka! Może byscie się tam troche uspokoili w tym ministerstwie?

O przepraszam. Swinia jest sliczna, sympatyczna, ma duzo wdzięku i uroku osobistego, a nie da się tego powiedziec o wszystkich przedstawicielach rasy ludzkiej, O NIE. Zaostrzyłabym do 15 lat.

O TYM, JAK Z HANKA WPADLYSMY NA TROP NIEZLEJ AFERY

Drodzy goscie, czytelnicy, i ty, Krolu Norwegii, przebywający tu incognito – dzis zajmiemy się tematyką ważką i modną – mianowicie, przekazywaniem zaszyfrowanych wiadomości zbiegłym do Argentyny nazistom.

Na trop spisku wpadłyśmy calkiem przypadkowo z Hanią.

Mamy bowiem takie hobby, żeby czytac książki o psychopatycznych mordercach, natomiast jeśli chodzi o blogi, – to nic nas tak nie zajmuje, jak blogaski rarytaski pisane przez panie, które wlasnie sa na jakims tam etapie związku z żonatym mezczyzna. Mamy ich zabukmarkowanych ileś tam i z wypiekami sledzimy rozwoj wydarzen, wymieniając opinie i spostrzeżenia, cieszymy się z ich sukcesow (tickerki DO ROZWODU …. DNI), oplakujemy z nimi kleski, no BARDZO to jest emocjonujące, ale warto, naprawde warto, Stendhal niech się schowa pod stol i wyje z zawisci.

No ale.
Trafil nam się taki jeden blogunio, z którym doprawdy troche nie wiedziałyśmy, co zrobic.
Mianowicie, autorka – NA TU RAL NIE przezywajaca romans z żonatym mezczyzna – zamieszcza codziennie kilka komunikatow kompletnie od czapy.
Kilka razy dziennie potrafila napisac, ze go: a) kocha, b) zrywa, c) kocha kocha kocha, d) NIE CHCE WIECEJ ZNAC i CIERPI, e) wlasnie się POGODZILA i namawia na rozwod f) TO KONIEC miedzy nimi, nie odebral jej telefonu, wlasnie wyrzuca z telefonu wszystkie erotyczne SMSki od niego.

Ze tak powiem: E?…
Czy dorosla, pelnoletnia osoba się tak zachowuje?

HM.
Troche zaczęłyśmy węszyć.
Najpierw nieśmiało – ze może to KOLEJNY EKSPERYMENT SOCJOLOGICZNY jakiegos Podziemnego albo Boredłana.

Rozwiązanie przyszlo SAMO Z SIEBIE I NAGLE któregoś poranka.
– Czytałaś już dzis do kawusi bloga X? ZGADNIJ CO U NIEJ!
– No jak to CO. Na pewno ZERWALA z Y.
– Nie nienie nie… ZERWALA WCZORAJ, dzis wlasnie opisuje upojny sex pogodzeniowy – SĄ RAZEM.
– Weź, ja już NIE NADAZAM – chyba trzeba to będzie NANOSIC NA JAKIS WYKRES!…

I nagle – PING!
Alez to przeciez OCZYWISTE! Jak można mieć to przed nosem i TYLE CZASU NA TO NIE WPASC!
No bo co to innego jest:
– kocham go
– zrywam z nim
– zrywam z nim
– kocham go
– zrywam z nim
– kocham go
… prawda, ze BANALNE?… najprostszy z mozliwych KOD ZERO-JEDYNKOWY! Zaszyfrowana wiadomość!

Dla HITLERA!
Który ZYJE, mieszka w ARGENTYNIE, codziennie rano wchodzi na blog.pl, odczytuje komunikat, sprawdza w dziennej książce szyfrow współrzędne i dokonuje stosownych operacji przelewając MILIARDY DOLAROW pomiedzy kontami w Szwajcarii i na Kajmanach!

Psoko, od paru tygodni tez nanosimy to na wykres. Jakby jakis kryptolog z trzema doktoratami chciał nam pomoc, to zapraszamy – odpalimy mu pozniej jakies 10… no – 12% tego, co uda nam się ściągnąć z Kajmanow. Reszte niestety pochlona koszta reprezentacyjne oraz waciki.

Poza tym słyszałam, ze Sefora rzucila nowe blyszczyki.

JAK PRZEZYLAM WEEKEND Z RYBAMI

(Przezylam weekend z rybami, wracam do roboty a tu TADAM!… Padl mi dysk, na szczescie nie w kręgosłupie, a w służbowym kompie. Chyba miał jeszcze bardziej wyczerpujący weekend, niż ja, biedaczek).

Wiec tak.
Normalnie, N. załadował samochód po dach… a nie jest on mały, o nie… mowie do niego „Kochanie, ale jeśli my się LEDWO ZMIESCILISMY W SAMOCHODZIE z bagażami na 2 dni, to jakim cudem niby mielibysmy pojechac kiedys NA WAKACJE, na 2 tygodnie albo i 3?” – powiedział, ze to co w samochodzie to tzw. KOSZTY STAŁE i bagażu dojdzie MINIMALNIE, bo tylko kilka par majtek. Tja.

Wiec Ewa z P. stali się właścicielami sielskiego rancho z dostępem do jeziora oraz do MILIARDA – and I mean MI LIA RDA – żab i winniczkow. Człowiek chodzi jak poparzony i zanosi modły, żeby nie poczuc pod butem miękkiego pośliźnięcia (żaba) lub chrupniecia (winniczek).

Poza tym maja jeszcze kupe fajnego stafu.
Na przykład POKOIKI NA PIETERKU DLA DZIEWIC.
Blaszany garnek na strychu PEŁEN PIÓR. W sensie, poprzedni właściciele uprawiali tam zaawansowane voodoo.
Krzesło z uciętymi nogami dla beznogiego członka rodziny.
TOREBUSIA Z ZIELONEGO KROKODYLA (very Jessica).
Przytulna kuchnia, pod warunkiem, ze FIRANKA BYŁA ZASLONIETA.

W sobote nasi mezowie wylądowali na rybach, wiec poszłyśmy na grzyby.

Przyznam, iż było to pierwsze miejsce w moim zyciu, gdzie przez ¾ dnia szukałyśmy LASU.
Nie GRZYBOW, tylko wlasnie LASU.
Nie przypuszczałam, ze LAS to jest miejsce tak trudno znajdywalne.
A jednak.
Co jakies 2 kilometry Ewa mówiła „O, TAKICH WLASNIE DRZEW POTRZEBUJE!” – i zawsze te drzewa były NA HORYZONCIE.
Wiec tak szłyśmy, szłyśmy i szłyśmy (odwaliłyśmy chyba z 60 kilometrow, nie przesadzam) – same, wśród pol i chaszczow, bagien i pokrzyw po pas, troche się bałyśmy każdego mijającego nas samochodu, czy nie będzie chciał nas porwac w celach rozrywkowych lub spożywczych (w sensie – nie ze zaprosic nas na kolacje do Golebiowskiego, tylko żeby NAS ZJESC). I jeden nas wystraszyl solidnie, ale Ewa mowi „PATRZ PATRZ – nie jedzie sam! Dziecko wiezie!” – wiec nam ULZYLO – uff! Porwal dziecko, nas już nie ruszy – PEDOFIL! Co za szczescie.

Po tych 60 kilometrach stwierdziłyśmy zatem, ze… Piekna jarzebina! Kolorystycznie PRZEPIEKNA – a grzyby – no coz, grzyby są w odcieniach BRAZU… BEŻU… Wchodzimy w JARZEBINE – Pierwsza bylaby z nas DUMNA!

Na kolacje mielismy zupe z Nemo.
Serio, udalo im się nałapać tych ryb, z tym, ze ze dwie to jednak były w wieku Nemo chyba niestety. I mysmy zarli tę zupę, a osierocona rybia matka pływała pewnie po jeziorze zalewając się lzami i nawołując „NEEEEEEEMO… NEEEEEEEEMO…”

Wyjechałam stamtąd z przeświadczeniem, ze nastepna wizyta to już nie będzie spanie na podłodze i dmuchanych Pamelach (acz Pamela Ewuni była nieco NIEDODMUCHANA). P. – maz Ewy – jest jednym z niewielu ludzi jakich znam, niezwykle konsekwentnie realizującym w swoim zyciu polityke ZARZADZANIA POPRZEZ CELE. Już widzi się w roli Bogumila Niechcica oraz Gladiatora, przemierzającego falujące łany (kurna, myślałam w nocy po pijaku, ze to ZYTO, wlazłam weń i okazalo się, ze to falujące lany OSTU). Wiec pewnie za jakies 2 – 3 tygodnie błoga dzicz odejdzie w niepamięć, a jej miejsce zajmie maly, przytulny Hiltonik.

Nie, żebym była calkiem przeciwko.
Nie no, było super, bardzo blisko przyrody… Myszy, pająki. Niesmiala ropucha pod dachówką. Czarownie. Ale tak naprawde, zycie uratowaly nam chusteczki BAMBINO.

Aha – wiecie, ze MUCHY wlaczaja alarm w mercedesie?… Mysmy tez nie wiedzieli, az do samego rana.

ICHTIODRAMAT

Jedziemy na rancho Sosko.
N. od 3 dni ostrzy wędki.

CO MU TE RYBY ZLEGO W ZYCIU ZROBILY, ze taki msciwy?
Zniszczyly mu dziecinstwo?
Obdarły go ze złudzeń?
Pozyczyly od niego stówe i nigdy nie oddały?
Moze go zgwałciła wielka, pijana płaszczka?

Co by to nie było, cięty jest na te bidule i nie popuszcza. Co za zycie takiej ryby – nie dosc, ze przez cale zycie zimno i mokro w tyłek, to jeszcze wszyscy koniecznie chcą zadzierzgnąć za pysk.

No nic.
Jakos bedziemy musialy z Ewunia Sosko zorganizowac sobie czas, zeby nie wyszlo, ze mamy STAC I PODAWAĆ ROBAKI na srebrnych tackach, ubrane w kabaretki, cylinderki i krolicze ogonki.

Co to, to nie.
Jak dzicz, to dzicz.
Pojdziemy na mazurską dyskę!

O ŁONIE

Wyglada mi na to, ze z ocieplenia na weekend nici – a nawet caly oprząd jedwabnika. Obchodziloby mnie to srednio (bo znamy się już tak długo, ze swobodnie mogę wyznac, ze w ramach sportu weekendowego planowałam co?… LE ŻA CZEK oraz HA MA CZEK oraz KRY MI NA ŁEK), gdyby nie perspektywa noclegów na łonie natury. I nie ukrywam, że wolałabym to łono jednak w temperaturach zdecydowanie wyższych. Bo na takie zimne i mokre łono to ja przepraszam, ale już jestem za stara. Entuzjazm nie ten, w krzyżu łupie, cellulitis rwie i w ogole. Ja wiem, ze generalowa Zajączkowa notorycznie sypiała w lodówce, ale gdzie mi tam do niej. Nawet nie śmiem się porównywać. Na lód pod łóżkiem oraz kochanków jestem a) za stara, b) za leniwa.

No więc to łono, a tu zimno i pada.

Idziemy dzis na poślubną kure do Zebry (udalo się nam kupic jej prezent ślubny, nie wspomne z wrodzonej życzliwości, ze JUŻ DRUGI, ale przeciez nie będę wlasnej siostrze żałować jak ta dzika swinia) i dla zabicia czasu jednak pracuję. Serio. Naprawde, próbowałam wielu sposobow, ale okazalo się, ze na NUDE W PRACY nie ma jak pozapierdzielac. I od razu czas szybciej leci. I prezesy zadowolone, i personel zmotywowany. Normalnie siedze i szastam poleceniami, jak ten rudy w białej kamizelce w „Apollo 13”, a Zibra sle mi komunikaty, ze już oprawia kurę na mój przyjazd.

Gdyby jeszcze łono się ociepliło, to już by było cudownie.

O NICZYM

No dobrze. Chłopaki i dziewczyny z Discovery wylądowane i bezpieczne, można się zająć sprawami bardziej przyziemnymi (swoją drogą, bardzo mi się podoba wrzawa pod tytułem „Ale to lądowanie w KALIFORNI będzie kosztowało MILION DOLARÓW bo transport promu” – piszą dziennikarze, zagryzając snickersem, którego reklama kosztuje kilka milionów dolarów na tydzień).

Całkiem ostatnio okazało się, ze po slubie NIE MAM JUŻ TEGO POLOTU, co dawniej – za co chciałam bardzo autorowi podziękować, gdyż takie komentarze dają człowiekowi złudzenie, że obniżył loty, czyli jednak – w przeszłości SZYBOWAŁ, prawda. Ponieważ naprawdę DAWNO już nie miałam poczucia, że szybuje, to autorowi (-rce) składam niniejszym na ręce stosowne podziękowanie.

Niejako przy okazji autor (-ka) uznala za zasadne wspomniec, ze WISI MI RAMIĘ ze starości. Cóz ja mogę powiedzieć. Pewnie i trochę wisi, jakby się tak dokladnie przyjrzeć, ale z pewnością obwiśnie jeszcze bardziej. I co w związku z tym?… Mało tego – autorowi (-rce) komentarza obwiśnie też. I tobie, dziewczynko, też obwiśnie, gdyż poruszamy się wszyscy w jednym kierunku po osi czasu. I co możemy na to poradzic?

Wyjsc jest kilka. Znam mężczyzn, którzy sugerują, ze szanująca się kobieta powinna umrzeć w wieku lat maksymalnie 30. To jest wyjscie najprostsze*.

Można np. udawac, ze nic się nie dzieje, godzinami katować się na siłowniach, żeby obwisło kilka miesięcy później i wyglądać jak Joan Collins (tzn. o ile ktokolwiek WIE, jak ona naprawdę wygląda pod tą warstwą zaprawy gipsowo – kartonowej).

Można to po prostu przyjąć jako daną wyjsciową. Mam prawie 32 lata i co roku będę miała o rok więcej. I tak, w sukience bez rękawów wisi mi ramię, ale nie będę nosiła brezentowej czarnej płachty do ziemi w 36-stopniowy upał. Tak postępuje np. Catherine Deneuve albo moja niesamowita babcia, z każdym rokiem coraz weselsza i bystrzejsza, mimo obwisłego ramienia. No, ale ile jest takich kobiet na świecie. Może jakies 30 w sumie.

Chwilowo zamierzam spędzić wakacje racząc współspędzaczy moim pięknym cellulitisem, ubranym w bikini z paciorkami z Calzedonii (dopóki się mieszczę), bez polotu, za to z mężem i kieliszkiem hiszpańskiego wina, i niech Bóg ma w swojej opiece tych, którzy spróbują mi w tym przeszkodzić, bo nie ręczę za siebie!… Naprawdę, DWA WESELA, w tym jedno własne, a drugie siostry prawie jak rodzonej, to MAX, na co można sobie w jednym sezonie pozwolić i nie zwariować. Normalnie az ramię obwisa ze szczęścia, że człowiek ma to już wszystko za sobą.

* Najprostsze, bo zostawiamy tych wstrętnych, starych, obleśnych dziadów SAMYCH – i niech ich kochają, szanują, poświęcają się dla nich i opiekują się nimi TE ICH JĘDRNE, CYCATE SIEDEMNATSKI – aaaaahahahahaha – naprawdę, chciałabym to zobaczyć!…