NADAL ODLICZANIE

Co to są „KULKI POKEMONOWE”? Dostalismy je wczoraj przy kasie w Cartoon Planet jako bonus do zakupów. Są zapakowane i ja nie wiem, co to takiego jest i czy można dac to dziecku? Bo obilo mi się o uszy, ze dzieci dostaja drgawek od pokemonów. A może chodzilo o tamagoshi.

Najgorzej, ze caly czas chodze wkurzona i pokrzykuje na N. Czasem niewinnego. Czasem troche winnego (wyprzedzanie na oblodzonej, waskiej drodze z ograniczeniem do 40 trzech ciezarowek i jednego punto NARAZ, przy czym widac już swiatla samochodu z naprzeciwka, wszystko to z komentarzem „ALEZ KOCHANIE NIC SIĘ NIE DZIEJE!” – w odpowiedzi na mój wrzask).

Nie tylko ja kocham przedswiąteczne tańce plemienne.
– A jutro – mówi do nas wczoraj rozmarzonym glosem Leon, mój ojciec, którego połową genów niefrasobliwie zarządzam – jutro mam WOLNE – NARESZCIE IDĘ DO PRACY NA DYŻUR 🙂
(po trzech dniach ganiania go przez moją Mamę po wszelkich możliwych centrach handlowych w promieniu 50 km od Warszawy).

Bo mój ojciec ma refleksyjną naturę artysty (a ja po nim). Jego prawdziwą pasją życiową są narzędzia mechaniczne i obróbka surowca. Jakiego bądź. Czasami mam wrażenie, że pokutuje w nim reinkarnacja Leonarda Da Vinci – na przykład, ma odruch stosowania dźwigni na każdym kroku. Nie wiem tylko, czy Leonardo spędzał przemiłe wieczory obłożony książkami nad patelnią smażonej kiełbasy.

Na Gwiazdkę chciałabym dostać duże wiadro czasu.

PS. MARCYS, MARCYS WRÓCIŁ!

SUBTELNA ATMOSFERE SWIAT TKAMY DALEJ

Tkamy. Wytrwale. Maniacko. Potracajac się barkami z innymi TKACZAMI w zatloczonych sklepach. Szukamy prezentu dla nieletniej chrześnicy N. Kiedy już udalo mi się go zawlec do alejki z zabawkami („Może bulba? Może Barbie Sunset Villa? Może ten fragles? Może… GDZIE TY JESTES?”), to zniknal przy piramidach zdalnie sterowanych samochodzikow terenowych, a nastepnie z okrzykiem „MAM! MAM!” zaprezentowal mi ŻOLNIERZA wystrojonego w moro Z KOMPLETNYM WYPOSAZENIEM.

Chyba Swiety Mikolaj musi napisac list do szwagra, żeby wykonał chłopczyka.

A gdy już, jak weterani Kampanii Napoleonskiej, dowleklismy się do domu, to…
– Na moje ucho, GDZIES LECI WODA – powiedzial, zamykajac brame i posylajac mi lewym okiem wiadomosc pod tytulem „Ktos nie zakrecil kranuuuu nad wannaa… tra la laaaa…”.

Rzeczywistosc okazala się O WIELE BARDZIEJ okrutna. Pekla rura na werandzie. Gdyby to się stalo WTEDY W SOBOTE, to lecialoby prosciutko Pepseemu na plecy. Już bym wolała, żeby to był ten kran nad wanna, który JA, OSOBISCIE, zapomnialam zakrecic, slowo daje.

Bo w ogole to ida swieta, tak? I wszyscy się ciesza, piszcza i podskakuja jak Agata Mlynarska. Mnie proszę z tego WY PI SAĆ.

***

Wszystko przez Oblego, humaniste, bo w ogole mam umysl scisly. Przez Oblego mnie wczoraj natchnelo: taki internet. Kilka lat temu i teraz. Zupelnie nowe medium, oferujące niespotykane dotychczas mozliwosci. Globalny dostep z jednej strony, a maksymalnie zindywidualizowany uzytkownik z drugiej. I co? Po kilku latach mamy JEDNA WIELKA WITRYNE SKLEPOWA. Wyobrazni starcza tylko do wykorzystania stron www jako nowej, czystej powierzchni reklamowej.

Upadla cywilizacja piramid, upadla cywilizacja katedr. Upadla cywilizacja lotow w kosmos. Niech zyje cywilizacja akwizytorow. Wszystkiego o nas dowiecie się z wysypiska smieci – karty kredytowe nie podlegaja biodegradacji.

CEZAR I PSTRĄGI

Mowi do mnie „Cezarze”.

(Poprzednio mowil do mnie, zwlaszcza przy ludziach, per „Imperatyw Kategoryczny”, naprawde nie wiem, czy „Cezar” w tym przypadku to awans?… I dlaczego, „CEZAR”, a nie „KLEOPATRA”?…)

– A to jest okres pryncypatu, czy dominatu? – dopytuje się. – BO REPUBLIKA TO TO NIE JEST!…

Podobno zarządzam nim nieco. W sensie zagospodarowania czasu. Z mojego punktu widzenia to nie jest żadne zarządzanie, tylko ucinanie rozmaitych rozrywek na boku.

– Cezar zakazał wędzić pstrąga – żali się od wczoraj. Bo wymyslili sobie z moim ojcem, ze SOBOTE PRZED SWIETAMI SPĘDZĄ NA WĘDZENIU PSTRĄGÓW. Kupią pstrągi, piwo do polewania pstrągów, znikną na cały dzień i pojawią się dopiero wieczorem, cali czarni, szczęśliwi, bez piwa i pstrągów, które pewnie – jak znam pstrągi, przebiegle bestie – pouciekają przez dziury w palenisku.

O nie nie nie nie… Nadchodzą swieta i trzeba TKAĆ NASTRÓJ, jak to trafnie ujela Haniuta. Walczyc o wozki sklepowe z paniami w beretach bojowych, glosno klac, szukajac zeszlorocznych bombek, glosno klac, testujac lampki choinkowo – dekoracyjne, klac glosno, kupujac osiemnaste wiadro sledzi oraz bardzo, bardzo glosno klac w temacie „NIECH TO JASNA CHOLERA NIE MAM JESZCZE SIEDMIU PREZENTOW ANI KASY A JUTRO WIGILIA”.

A oni najzwyczajniej w swiecie chca się URWAC i radosnie spedzac czas!

Co to, to nie. Cezar zakazał wędzić pstrąga.

RACHUNEK SUMIENIA

Liczba kupionych prezentow: ZERO przecinek zero, zero.
Liczba pomyslow na prezenty: trzy.
Liczba posiadanych kaców: jeden.
Liczba zarezerwowanych pokoi na Sylwestra w Gdyni: patrz „Liczba kupionych prezentow”.

Czy ja jestem odpowiedzialny, dorosly czlowiek? Powiem wiecej: stara dupa, a nie dorosly czlowiek. Dorosli, odpowiedzilani ludzie biegaja po sklepach, kupuja majonez kielecki, wycinaja z „Tiny” przepisy na kluski z makiem i sledzie po starocerkiewnoslowiansku, a ja? A ja calkiem na odwrot, siedze w domu, robie nalesniki na sniadanie i slucham jak N. spiewa razem z Cukiero („KOZA! Zjadła kawał SERA!!”) i w ogole jakby do mnie NIE DOCIERA, ze znowu nastal TEN NIESAMOWICIE WYJATKOWY NIEPOWTARZALNY JEDYNY NAJWSPANIALSZY czas w roku.

Najbardziej bym chciala dostac na Gwiazdke dom z trzema psami. Jeden taki już mam i bardzo mi się podoba. Psy oferuja czlowiekowi mnostwo radosci i milosci, zwlaszcza o 4 rano, kiedy zycza sobie być wypuszczane do ogrodka, kazda osobno, i wracaja tez kazda osobno, a Melania wcale, i o wpol do piatej rano po pograzonej w snie okolicy rozlega się zalosliwe nawoływanie mojego ojca: „MEEEEEEEELA… MEEEEEEEEELA!…” – jak jakiegoś puchacza, chorego na depresję.

Albo przy stole. Tez oferuja czlowiekowi mnostwo milosci i przyjazni – ale nie za darmo, tylko za to, co czlowiek ma na talerzu. „Może być nawet kiszony ogorek, ale podziel się ze mna” – mowia spod stołu wielkie, brązowe oczy zaglodzonego zwierzęcia. Co prawda, brzuch, który znajduje się POD oczami, bynajmniej do zaglodzonego zwierzecia NIE należy, ale oczy… Zaglodzone oczy ida dookoła stolu po kolędzie, a pozniej wskakują na kolana i drugi obchod robią góra. Uwielbiam w takich momentach obserwowac gosci, czyli ludzi z zewnatrz, niektórych z pogladami, ze MIEJSCE PSA JEST W BUDZIE. Dla takich panstwa przewidziane sa wystepy goscinne – karmimy psa DO OPORU i mamy nadzieje, ze tak się przeżre, ze po odstawieniu na podloge zrobi „Glup! Glup!” i narzyga zaraz kolo nogi tego pana, który uwaza, ze miejsce psa jest w budzie.

O wlasnie. Im tez musze kupic prezenty! Najbardziej by się ucieszyly z kotków. Kotki – jak mniemam – cieszylyby się MNIEJ, a już na pewno – KRÓCEJ. Jako, ze Wigilia raczej nie koresponduje z krwawą jatką, to może pozostańmy jednak przy gadżetach Pedegree Pal.

Nie, no naprawde… zaraz dostane przedswiatecznej TRAUMY…

EKSKLUZYWNIE O MARCYSIU DZISIAJ

A wszystko przez Marcysia.

To znaczy, już od dawna wszyscy wiemy, ze WSZYSTKO PRZEZ MARCYSIA, prawda, ale chodzi mi o to, ze mój DÓŁ to tez wina Marcysia i chce to WYRAZNIE zaznaczyc, żeby nie zginelo w tej MASIE WIN MARCYSIA i aby Marcys, zawiniwszy, miał tego swiadomosc.

Bo ja zyje po to, żeby rozwalac zwiazki Marcysia. A ta uparta cholera od jakiegos czasu NIE DAJE MI SIĘ ZREALIZOWAC. Mimo ciezkiej i usilnej pracy u podstaw, mimo, ze pracujemy nad tym z Hania i naprawde, nasza praca to NIE JEST JAKIES TAM 8 godzin dziennie od 9 do 17, tylko ciezki, kreatywny, calodobowy wysilek! A ten – od jakiegos czasu – nic. Przyssal się jak OSMIORNICA i ani go rusz!

Kiedys – ba! Kiedys to była bułka z maslem. Najpierw pisal liryczne listy, ze się zakochal, pozniej poszedl na dwie – trzy randki, pozniej przysylal nam zdjecie z podpisem „TO ONA! TO MOJA WYBRANKA, MOJA PRZYSZLA ZONA, MATKA MOICH DZIECI, OPIEKUNKA MOJEGO JELONKA, który będzie PASŁ SIĘ W OGRODKU wokół DOMKU jaki dla niej ZBUDUJE z widokiem na zachodzace slonce! CZY NIE JEST PIEKNA?” – i wtedy wystarczylo odpisac „JAAAAAAAAKI PASZTET stary ILE WYPILES?” albo „Hm… A nie było już DZIEWCZYN?…” i gotowe! I za dwa tygodnie znowu spotykal TĄ JEDYNĄ i jakos to było.

Ale TERAZ? Uuuu… Teraz Marcys zrobil się bystry jak tchórzofretka i przebiegly jak KOJOT… Przejrzal nasze sztuczki i w ogole TRUDNO GO JUŻ CZYMKOLWIEK ZASKOCZYC. Przerosl mistrza, ze tak powiem.

Ale sam na tym stracil – to już nie ten Marcys, co kiedys. Niby ta sama lysa glaca i za duze garnitury z sekend hendu, ale taki jakis PRZYDEPTANY jak stary kapec albo sfilcowany łoś. Nie ma tego BŁYSKU, panie.

A pamietacie jak wysylal wszystkim SUPERTAJNE DOKUMENTY FBI O TYM ZE UFO NAPRAWDE ISTNIEJE?… Ech!…

Marcysiu, jakiego kochamy! WRÓĆ!

GORZKO – GORZKI

Czlowiek sobie zyje po cichutku, a wokół same rewelacje.

Nowy, niezawodny sposób identyfikowania przestepcow, na przykład. Teczowka pozwala na o wiele, WIELE bardziej dokladna identyfikacje bandziora, gdyz jest zylion razy bardziej skomplikowana i niepowtarzalna. Gratuluje i zwracam się z apelem do wszystkich sympatycznych przestepcow o pozostawianie odciskow teczowek na miejscach zbrodni celem dokladnej identyfikacji. Zylion razy bardziej precyzyjnej, nizby to mialo miejsce w przypadku odcisku brudnego palucha. „Policja, zawiadomiona o napadzie na bank, znalazla na miejscu przestepstwa dwie bladozielone teczowki, poszukiwania wlasciciela w toku”.

Polska natomiast OSAMOTNIONA w swoich żądaniach pod adresem UE. OSAMOTNIONA. Pozostale kraje kandydujące bowiem przystaly na to, co udalo im się uzgodnić w ciagu 4 lat negocjacji i nie chca wesprzec Polski w odwracaniu kota ogonem i robieniu z gęby cholewy. Widać to wyłącznie nasza NARODOWA cecha, ze za nic sobie mamy jakiekolwiek ustalenia, co radosnie prezentujemy nawet na forum miedzynarodowym. Ciekawe w takim razie, po co cale samoloty ekip negocjacyjnych przez cztery lata wozily dupy do Brukseli w te i nazad. Mogę podpowiedziec – diety takich delegacji sa bardzo sympatyczne, a zakupy w galerii LUIZA zwykle naleza do udanych. A po moich (i nie tylko, podejrzewam) szufladach poniewieraja się opracowania i analizy, które przez 4 lata nie zainteresowaly nie tylko kolejnych Rządów RP, ale nawet psa z kulawą nogą (gdyby umiał i zechciał czytac) (Rząd RP, naturalnie).

Statement: TAK – dzis się czepiam, nastroj mam ponury jak bura szmata. Dzis nie wierze w grawitacje. Czasami po prostu boje się, ze spadne.

JEDZIE POCIAG Z KATOWIC

Pociagi popoludniowe z Katowic do Warszawy ZAWSZE się spozniaja. Zawsze. Dlaczego PKP na przykład nie uwzgledni sobie tego NOTORYCZNEGO spoznienia w rozkladziku jazduni, żeby setka ludzikow nie stala na peroniku otoczona powietrzem o temperaturze minus szescdziesieciu stopni celsjusza, przytupujac razno? Tego JA nie wiem – może pan prezes PKP? Tez nie? No skad mialby wiedziec, przeciez ma sluzbowa bryke.

Sam dworzec w Katowicach to zjawisko godne szerszej analizy i o wiele zacjniejszych, niż moje, piór (czy klawiatur). Powiem tylko tyle, ze gdyby planowano nakrecenie kolejnej czesci „OBCEGO” w porzuconym zakladzie karnym w galaktyce far, far away, to proponuje scenografom DWORZEC W KATOWICACH. Trzeba by co prawda zaslonic kioski z owocami i slonymi paluszkami, ale KONIECZNIE pozostawic NIETKNIETY „BAR Z DOMOWYM JEDZONKIEM”. I pani barmanka niech zbombarduje potwora GOLONKAMI wlasnej produkcji, a kiedy już ZLEGNIE – poleje go goraca woda z czajnika i naszpikuje plastikowymi lyzeczkami. Obcy zamienia się w smierdzaca kaluze zoltej galarety, dymi, paruje, znika. Kurtyna, oklaski, lista plac, tantiemy, podziekowania.

Urzad Miasta Krakowa wydal calkiem sympatyczny kalendarz z Falczakiem na każdy dzien i zartem rysunkowym na kartce z weekendem. Najbardziej podobal mi się ten – dwoch odwalonych we fraki gosci siedzi w lokalu i przegladaja rachunek, wlasnie podany przez kelnera: „Bilans naszego ostatniego balu charytatywnego jest taki, ze biedne dzieci sa nam winne 2 500 zl”.