ROZMYSLANIA NAD DUPIZMEM WOŁOWYM

Ponieważ łamią mnie kosci i boli glowa, to zebralo mi się na filozofie. Chodzi mianowicie o to, ze jestem megadupą wołową. A N. nie. I tak się czasem zastanawiam, skad się to bierze i na czym polega.

Na przykład, wszystkie panie we wszystkich urzędach mogą mną dowolnie pomiatać, a ja – jak to cielę, najwyzej pozniej w domu odchorowuję z nerwów. N. od razu robi megaawanturę z postawieniem na nogi scislego kierownictwa włącznie. Do tzw. powiatu jak wchodzi, to babom od razu trzęsą się ręce na jego widok, chociaz dwa lata minely, odkad samochod rejestrowal. Ale pamietaja go do dzis. Prawie wchodzą pod biurka.

W KFC wpycha się przede mnie dres ze swoją niunią, a ja stoje grzecznie jak ta sierota. Gdybym była z N., to dres do konca zycia nie zjadłby w KFC, a niunia by się otrzasała na widok kazdego spotkanego kurczaka.

W zakladzie foto N. odbiera zdjecia, przy czym okazuje się, ze odbitki z jednej kliszy sa bez ramek, CHOCIAZ ZAMAWIANE BYŁY Z RAMKAMI. Natychmiast jest draka pod niebo, fruwa pierze, panny za ladą mają wypieki, a komplet odbitek – nowy, z ramkami – zostaje dostarczony KURIEREM, przypominam, ze mieszkamy prawie 50 km od Warszawy. Ja bym wziela, jakie zrobili, pies to drapał, w koncu to tylko zdjecia.

(O – wlasnie zaczely mi latac przed oczami srebrne plamy, a kosci mnie teraz bolą WZDŁUŻ – to bardzo niefajnie, jak bolą wzdłuż!).

Nie, zebym calkowicie pochwalała takie wybuchy – na milosc Boskom! – ale czasami mu zazdroszcze, kurna. No bo dupa wołowa jestem NIEZIEMSKA. I w ogole czasem mnie to ZAŁAMUJE. I to chyba nie przechodzi z wiekiem, ani nic. I w dodatku boli mnie glowa i kosci. Poloze się i umre z glodu, i niech mnie zadepcza dresy z niuniami…

MAM BARDZO DUZEGO SINIAKA, DROGA REDAKCJO

Do rzeczy wielkich, które udalo mi się osiagnac, niniejszym dopisuje wczorajszego siniaka na łydce. Jest gigantyczny, na razie lekko fioletowy, ale mam doswiadczenie z takimi skurczybykami i za pare dni będzie zielonkawy z zolta obwodka. Już to widze. Wyprodukowalam go sobie WYSIADAJAC Z SAMOCHODU – po prostu. To trzeba mieć szczegolne zdolnosci, naprawde.

Chyba sobie wpisze tego siniaka w CV.

A w domu mamy TAK CZYSTO, ze N. wczoraj po powrocie z pracy się SKRADAŁ. Oniesmielająco posprzątana chałupa. Wymiecione WSZYSTKIE PAJĄKI. Spotkałam tylko jednego, jak się przemykał w przedpokoju. Był chudy, przerażony i SŁANIAŁ się na nogach… Biedactwo.

Nie mogę zalozyc nogi na noge przez tego siniaka – potwora. Wyglada troche jak Sinole z Żółtej Łodzi Podwodnej, fuj.

PS. Z najnowszych newsów: wiercą mi nad glową. Solidne, ciezkie sciany budynku, w ktorym pracuje, to ZNAKOMITY rezonator. Zaraz zwariuje. Czuje sie, jakby mi ktos robil trepanacje czaszki wiertarką udarową.

SPAC SPAC SPAC

Wrocilismy przed polnoca.
Wchodzimy na gore do sypialni.
A tam.

JEZIORO ŁABĘDZIE.

Cala podloga zalana, olbrzymia wędrująca kałuża pelza po podlodze w te i nazad. Lozko, owszem, tez do polowy mokre. Madrzy, przewidujacy i powazni ludzie (w skrocie: ja i N.) wyjechalismy sobie na 3 dni pozostawiajac okna w dachu OTWARTE NA MAKSA.

– Ale… ale DLACZEGO TY TAK KLNIESZ, kochanie?… – spytal się N. lekko bezradnie.

No wlasnie. CIEKAWE DLACZEGO tak klęłam.

A w Rekowie nuda, panie, i nic się nie dzieje, jak w polskim filmie. Jakies pająki krzyżaki o imieniu Moncho, filmy SF klasy B („MOCNEJ klasy B”), jacys ludzie na tarasie non stop grający w cos w rodzaju domina, dzieci odbijane z obozów wychowawcom – psychopatom… No doprawdy, nic szczegolnego.

Może tylko ta mała dziewczynka, która podeszla w knajpie do kelnera, spojrzala mu gleboko w oczy i powiedziala „POROSZĘ JEDNEGO RUCHAŃCA”. No TO już była lekka ekstrema. Az nam stanal w gardlach chleb ze smalcem, którym nabożnie się pożywialismy.

Aha, i nigdy, NIGDY nie pozwolcie Pepseemu opowiedziec sobie historii o sarence. NIGDY, za żadne skarby swiata.

Rany, jak mi się spac chce. Chyba zaraz mi się urwą zawiasy od szczęk.

HORROR W SPOŻYWCZYM

Odkrylam wczoraj w sklepiku naprzeciwko BUŁKI W KSZTAŁCIE ŻÓŁWI.

Mają łapki, ogonek, łebek oraz gustowne oczka z rodzynek. Genialny pomysl. Powinny być od razu sprzedawane w dziale „MAŁY PSYCHOPATA”.

Od razu przypomnial mi się tort – pancernik ze „Stalowych magnolii” (czerwone ciasto, SZARY LUKIER), walnieta kuzynka, która piecze torty w ksztalcie zwierząt („Robie wszystko oprócz węży – za mały mam blat”) i ten moment, jak Shirley McLaine ukroila tyłek pancernika dla ojca Julii Roberts, który powiedzial „Dzieki – czasem nie ma jak kawalek dobrej dupy”.

A, jeszcze Magrat Garlick piekła bułeczki w kształcie nietoperzy, tez z oczkami z rodzynek. NO ALE TO BYŁA MAGRAT.

Dzieki żolwiowej bułce można wreszcie sprawdzic, CO ZOLW MA W SRODKU. Pytanie to nurtuje od dawna moje jamniki, które – jak wszystkie jamniki na swiecie – maja do życia podejscie empiryczne, czyli via morda. W tym celu jamniki moje biora zolwia miedzy przednie łapy, stawiają go NA SZTORC i pracowicie powiekszaja otwory w skorupie, ogryzajac je metodycznie dookoła. W ten sposób dowiedzialam się, ze zolwiom leje się krew ze skorupy. Dobrze mi się zylo BEZ tej wiedzy.

A teraz SIADAM I ZASUWAM jak parowoz, bo im wczesniej skoncze, tym wczesniaj wyjedziemy dokad?… DOKAD? HA!

DO RE-KO-WA i Pepsee dzis robi kolacje (czyli będzie makaron ze szczawiem) :)))))))

PS. czyli musze wziac NA WSZELKI WYPADEK kawaleczek kurczaka z KFC do kieszeni… MALUTKI.

PSPS. BEDZIE ŁOWIENIE RYB. N. spakowal 6 wędek i przypon na płaszczkę.

BARDZO DUZO PRACY

Jest taki jeden kawalek do opisania we wszystkich – wszysciutenkich dokumentach programujących, które trzeba stworzyc żeby wydusic nieco kasy z miedzynarodowych organizacji.

Punkt ten brzmi „W jaki sposób w programie zostanie zapewnione rowne traktowanie kobiet i mezczyzn”.

Za kazdym razem – panika i przepychanki. Pies z kulawą nogą nie chce tego opisywac. „NO BO CO JA NAPISZE?…”. Prawde?… To nam uwalą program. Tak?

PS. A snily mi sie POMIDORY. Chyba jestem bardzo nudną osobą.

BABA – PAROWÓZ I SZERSZENIE

Normalnie kolega N. wyslal mnie dzis publicznym transportem, gdyz prąd odbiera. Tak powiedzial: „ODBIERAM PRĄD”. Mam nadzieję, ze odbierze bogatym (w prąd) (czyli komu, węgorzom elektrycznym?) (widzialam kiedys zegarki elektroniczne na PRĄD Z ZIEMNIAKÓW! Naprawde! Wtykalo się do ziemniaka dwie elektrody i zegarek chodzil. Chyba radzieckie).

Będzie mi brakowalo epopei prądowej: wylaczonej od pol roku komorki elektryka, odsylania i notorycznego braku odpowiedzi w zakladzie energetycznym, polaczonego z ciaglym oczekiwaniem na łapowke, kolejnych stempli które przystawic mogli CI I TYLKO CI WSKAZANI przez elektrownie FACHOWCY Z JEDYNYMI NA SWIECIE uprawnieniami.

I PRZEZ TEN PRĄD pojechalam sobie publicznie, nie narzekam, bo sobie poczytalam (nowa Margaret Atwood – „Zycie przed mezczyzna”, czyta się bardzo) – w samochodzie nie mogę czytac, bo, mowiac elegancko, rzygam . Jako prawy obywatel panstwa (jeszcze mi nie przeszlo, czasami zaczynam zalowac), poszlam nabyc bilet. Kolejka na 3 osoby, natychmiast za mna ustawila się STARSZA PANI z tych, które PRZYLEPIAJA SIĘ DO PLECOW, a jak się czlowiek odsunie, żeby na nim nie wisiała, to natychmiast z takim glonojadzim CMOK! – przysuwaja się i przywierają z powrotem.

Stalam z zacisnietymi zębami, liczylam po francusku do 15 i po rosyjsku od 15 w dol i popedzalam kasjerke TELEPATYCZNIE, ale. ALE! Kiedy zostala przede mna tylko jedna dziewczyna, poczułam KŁUCIE W BOKU. Koniec ze mna! – mysle – schodze w kwiecie wieku, jak nic mam ZAWAŁ przez babsztyla, zegnaj swiecie.

Kłuje i kłuje, a ja nie umieram, wiec kontrolnie odwracam się, żeby sprawdzic… NO LUDZIE! Babsztyl normalnie DŹGAŁ MNIE PALUCHEM!!!!!!!! Paluchem W BOK!!!!!!!!!

– No!!!!! – sapnela z pretensją – no PRZESUNIE SIĘ !!!!!! Niech! NO PANI PODCHODZI JUŻ!

Zatrzęsło mną jak podczas ataku febry, ale co, no CO MOŻNA ZROBIC w takiej sytuacji? Owszem, kupowalam swój bilet NAJWOLNIEJ JAK UMIALAM i nie wpuscilam jej do okienka, dopóki nie schowalam dokladnie 2 PLN reszty, nie zlozylam biletu bardzo starannie na pol (przeczytawszy uprzednio wszystkie dane skrupulatnie i dwa razy), nie poukladalam sobie wszystkiego porządnie w torbie w odpowiednich przegródkach i nie zapięłam torby na cztery guziki, i jeszcze powiedzialam DO WIDZENIA pani kasjerce. Sapanie za mna sugerowalo, ze pani skonczyla się skala na manometrze i zaraz ją rozerwie.

O.
Do tej pory mi oko lata.

PS. A może nosic w torbie zdjecie tej niezywej foki, pokazywac takiej babie ZNIENACKA i syczec jej demonicznie do ucha „SKOŃCZYSZ JAK ONA”?…

PS PS. A wczoraj N. wywlokl mnie z lozka BO NA DOLE WPADŁ SZERSZEŃ! Normalnie chcial mnie rzucic szerszeniowi na ofiare jak Jessice Andrews w KingKongu! Tłumaczyl się pozniej, ze jakoby MIAŁAM MU SWOJA OBECNOSCIĄ DODAWAC ODWAGI – mętnie i pokrętnie. No naprawde – i co ja mam o tym myslec, Droga Redakcjo?