ANI JEDNEGO SłOWA O PAJĄKACH!

Teoria chaosu w ilustracjach: Mloda Zebra poszla na wyklady z astronomii, a wylądowała na wyscigach konnych. Postawila 2 zlote na konia, a ten bandyta PRZYSZEDL TRZECI.

Teoria chaosu w portfelu: JUPIIIII! Znalazlam stówkę, o istnienie której w ogole się nie podejrzewalam, i to od dawna. Zaraz ją zagospodaruję.

Teoria chaosu w marzeniach sennych: Troche zaniepokojona tym, ze tylko ja zaczynam poranki od „Wiesz co mi się snilo? Ze czekalam na ciebie w takim pustym domu…” albo „Snil mi się autobus, taki stary pekaes, PEŁEN BOCIANOW!” – zadalam mojemu N. pytanie z gatunku tych zasadniczych:
– CZY TOBIE w ogole sie czasem COŚ ŚNI?
– Śni.
– Ale CO?
– No… kaszanka… BOCZEK…

Teoria chaosu w sztuce filmowej: Kupilismy „Amelie”.

Teoria chaosu w literaturze: Nałkowska, „Romans Teresy Hennert”.

COŚ NAM ZJADA POMIDORY

Od kilku dni cos nam zzera pomidory.
Pomidory stoja w koszyczku w kanciapie kolo kuchni. Na polce, wysoko, wiec COŚ umie się wspinac.
COŚ ogryza kazdej nocy jednego pomidora. Ogryza ze skorki, płytko. Nie robi dziur, nie zzera calego pomidora.
N. wsadzil koszczyczek z pomidorami do foliowej torby. Przegryzlo torbe.

– MYSZ! – twierdzi N. – jak nic MYSZ i ja ją zlapie na haczyk.

Skad tyle GNIEWU i NIECHECI w tym czlowieku, doprawdy, ile kosztuje kilogram pomidorow? Zaluje zwierzatku troche witamin? Swoja droga, czy ktos widzial kiedys MYSZ, która zywi się pomidorami? Może mysz ma zaawansowana awitaminoze.

Zreszta, ja podejrzewam, ze to nie mysz, tylko Filut…

Filut tez pojawil się kilka dni temu. Filut jest najwiekszym pajakiem, jakiego w zyciu widzialam. Nawet nie probowalam na Filucie wyprobowac starego numeru ze SŁOIKIEM, bo on by mi ten sloik po prostu WYRWAŁ z ręki. Pierwszy raz zobaczylam Filuta rano, naprzeciwko schodow do sypialni, na listwie przypodlogowej. Stal i się na mnie patrzyl. Dzis wiem, ze po prostu wyszedl się przywitac, ale wtedy ucieklam się pomodlic i Filut się znudzil i sobie poszedl.

Przez kilka nastepnych dni, codziennie rano, Filut wychodzil się przywitac. Zawsze w tym samym miejscu. Udomowil się, wiec go ochrzcilam, nie będzie mi bezpanskie zwierze po chałupie biegac. N. twierdzi, ze pajaki w naszym starym domku to mutanty, odrebna populacja, która się zachowala jeszcze z XIX wieku. Podejrzewam ze ma racje, ze w tych drewnianych belkach mają jakies swoje gniazda i lęgowiska, bo naprawde, TO co wychodzi ze scian na jesieni…

Podsumowujac – MOIM ZDANIEM, to Filut zgryza te pomidory. Zreszta, nawet, jakby mysz, to co? Ile taka mysz tych pomidorow ZJE przez zime? A Filutowi musze kupic kawalek bialego sera, nie pamietam, gdzie czytalam, żeby pająka karmic bialym serem.

Tylko niech on nie przychodzi wieczorem do salonu, żeby go wziąć na kolana i poglaskac…

KTO RZĄDZI?

U nas – N. rządzi, od soboty.

Wstalismy w sobote rano. No – w przyblizeniu BYŁO TO RANO. Z przedrostkiem „jeszcze” – czyli nie takie może znowu skowrończe rano, ale zawsze.

– Ziew – mowie, owijajac się we flanelowa pizame w jamniki – to jaaaaaa… TO JA zrobie herbate oraz zrobie liste zakupow. A ty pojdziesz i kupisz. A ja w tym czasie… no wiesz. Zrobie herbate.
-O. Oooo KONIEC TEGO DOBREGO! – zagrzmial on. On, N. – Kto w tym domu rzadzi, ty czy ja?

(hm… jedno z bardzo podchwytliwych pytan, nauczona omijac rafy koralowe MILCZĘ)

– No! To od dzis JA tu rzadze, zrozumiano? – i tupnął – JAZDA ROBIĆ LISTĘ!

Od soboty poparcie dla lokalnego rządu systematycznie rośnie 😉

SZOP A SPRAWA POLSKA

Pralnia ekologiczna „SZOP”.

Szop pracz do konca zycia będzie mi się kojarzyl z Henry Kuttnerem, oczywiście, i rodzina Hogbenow. Jeden wujek (Les czy Lem?) był „za leniwy na wszystko” i zywil się wylacznie szopami praczami, dlatego, ze szopy pracze maja bardzo zreczne lapy i wszystko potrafia zrobic. Kiedy wujek zglodnial, po prostu hipnotyzowal szopa. Zahipnotyzowany szop zbieral chrust na opal, przychodzil z tym chrustem, rozpalal ognisko i się na nim piekl. Nie wiadomo tylko, co ze skora – szop się sam obdzieral, czy wujek po prostu ją wypluwał.

A z cyklu „Polak potrafi” – bodajze Wankowicz opowiadal, jak to rodacy szopa dręczyli. Dawali mu mianowicie herbatniki. Szop bral ciastko i lecial wyprac, w wodzie oczywiście herbatnik się rozlatywal i biedny zwierzak wpatrywal się, nie rozumiejac, w puste łapy. Ach, ludzie to jedne z najsympatyczniejszych stworzen na Ziemi.

A z ciekawszych nazw to jeszcze Karczma RODOS (rozumiecie… KARCZMA… RODOS…) oraz pizzeria wloska (obmalowana obficie w kolory wloskiej flagi) o nazwie „SALSA”.

To ja ide na zebranie.

CO BY TU W WEEKEND

Jedno ramię mi podjeżdza wyżej. Siedze sobie w pracy z ironicznie podniesionym jednym ramieniem. Niby przejmuję co mam przejąć, przekazuję co mam przekazać – ale w glowie już mam final countdown do 16.30 i trudno o blysk w oku…

Co by tu w sobote i niedziele? Przewalanie się po meblach z miekkim obiciem i czytanie, tak. A może by wziąć Mloda Zebre za leb i cos ugotowac? Obiad, na przykład. Może by posprzątać?… Nie, to już raczej to gotowanie. A może po prostu zalozyc workowate spodnie i przeturlac caly dzien z kundlami. Bo z tym gotowaniem, to Mloda jest za ambitna i kaze mi wykonywac jakies arabskie komplikacje, przeplatanki, zapiekanki i kazde ziarnko ryzu grawerowane osobno.

Mloda Zebra jest osoba, która do gotowania podchodzi z powaga godna sekcji zwlok i nigdy, PRZENIGDY nie wyobrazam sobie, żeby zjadla jajecznice prosto z patelni. N. zreszta tez. Celebrują. Ja wyzeram cheerios palcami prosto z torebki, a N. uklada na talerzykach: pasztet. Pomidorki. Ogoreczki. Osobno deska z serkiem. Na brak nakryc pozwala sobie tylko w samochodzie – wyglada wtedy jak Panna Mloda z „Wesela” w rezyserii Wajdy – zatyka sobie miedzy palce kabanosa, bułeczkę i pogryza w kolejnosci.

Zreszta. Co ja się martwie. Już N. cos wymysli 🙂

O JEDZONKU I JEDNEJ ZYRAFIE

Dzis rano (deszcz padał) mijalismy budkę z napisem „LANGOSZ”. Bardzo jestem ciekawa, czy w tej budce rzeczywiscie sprzedaja prawdziwe, przepyszne, wegierskie langosze. Takie langosze, jakimi się zazeralam w Budapeszcie lat temu kilka. Na slodko i na pikantnie… BARDZO BARDZO NIEZDROWE i bardzo pyszne (jak wiekszosc „niezdrowych” żarełek). Zawsze sobie wyobrazalam, ze bonsy smakuja tak jak wegierskie langosze (sciagawka dla mlodziezy: Stanislaw Lem, „Powrot z gwiazd”).

Ciekawe, czy ten LANGOSZ w centrum Warszawy smakuje przynajmniej podobnie. Bo na przykład tortilla z tunczykiem w Rzeszowie to był po prostu – z calym szacunkiem dla naprawde fajnego lokalu – gruby naleśnik na spulchniaczach, z polozona na wierzchu salatka z tunczyka i warzywek. Smaczne, naprawde niezle, ale nie tortilla. Moje zaskoczenie pierwsza angielska fasolka po bretonsku tez pamietam do dzis – mala fasolka w pomidorowym sosie, w ktorej JAKOS W OGOLE nie plywaly KAWAŁY TŁUSTEGO BOCZKU ani MAJERANEK, na przykład. Dziwni jacys ci Bretończycy, chyba NIGDY nie byli w Polsce i nie jedli FASOLKI PO BRETOŃSKU i nie umieją ugotować!

Aha – i jeszcze chcialam wszystkim robiącym głupie miny na temat brytyjskiej kuchni powiedziec, ze – OK., niech będzie, ze DZIWNA JAKAS jestem – ale: jadlam yorkshire pudding i bardzo mi smakowal. A także, jadlam oslawiona baranine w mietowym sosie. Była ZNA KO MI TA – na podgrzanych talerzach, w cieniutkich plasterkach, a sos na bazie vinaigrette – PYSZNY. I UWIELBIAM ich podwieczorki z mocna herbata, kanapkami (ja jestem kanapkojad, moglabym zyc na samych kanapkach) i ciastami. O! Możecie mnie ZLINCZOWAC.

Z przezyc kulinarnych – w najblizszych dniach planuje degustacje kurzego popkornu z KFC, który uwazam za odpowiedz tej korporacji na moje najskrytsze modły o statystycznie wiecej panierki na cm2 kury. Wlasciwie, moglabym się obejsc ZUPELNIE bez kury.

PS. Jest taka sprawa, żeby Oblego poprosic, żeby rozlozyl zyrafe na piksele…

KONCERT ŻYCZEŃ

1. Chcialabym, żeby wszyscy ludzie byli szczesliwi i nie zabijali malych foczek.
2. Chcialabym, żeby Mama.
3. Chcialabym, żeby było cieplej, zwlaszcza przez cala zime. I dzien żeby był dluzszy.
4. Chcialabym, żeby już nie trzeba było kupowac cementu, desek, piecow, glazury i znowu cementu, kleju, plyt gipsowych i żeby nie czyhali wieczorami pod domem łysi psychopaci z odstajacymi uszami I Z FAKTURĄ.
5. Chcialabym po prostu isc do ksiegarni i wyjsc z workiem ksiazek i ze swiadomoscia, ze będę je miala kiedy przeczytac.
6. Chcialabym, żeby N. przestal biegac, a zaczal chodzic.
7. Zwlaszcza chcialabym, żeby przestal rozmawiac przez telefon i ogladac katalogi zawsze wtedy, kiedy skreca w lewo na skrzyzowaniu z tramwajami.
8. Chcialabym wyznaczyc jakas linie demarkacyjna i zawrzec rozejm z pajakami. Wczoraj jeden hasał dookoła polek z albumami.
9. Chcialabym żeby Mloda Zebra w tym swoim laboratorium wymyslila jakis STRASZLIWY wirus, dzialajacy TYLKO I WYLACZNIE na politykow i w 100% letalny.

A poza tym, kliknęłam i powiedziało mi, że przeżylam już 10 595 dni.