I wszystko skończyło się dobrze: wszystkie ryby przeżyły, a nawet dendrobeny zostały wypuszczone na wolność. Tylko N. wkurzony, bo sprzęt wędkarski, który zajmował siedem ósmych bagażnika, się przejechał na wycieczkę i wrócił i nie miał szansy być używany. No tak bywa, zwłaszcza w tym roku (pogoda ma zaburzenia dwubiegunowe).
Ale to nawet dobrze, że się zdenerwował, bo wrócił do domu i obciął lawendę, więc jest szansa, że zakwitnie drugi raz.
A ja oglądam „For All Mankind”, a tam nagle i znienacka w roli radzieckiego złodupca kto? Piotr Adamczyk! Szopen, papież i mąż Izy Kuny – a tu nagle on jest podły drań Siergiej! Spoiler alert – później trochę zmięknie i odrobinę wyjdzie na ludzi, chociaż tyle. I to całkiem duża rola, nie, że się przemknął gdzieś w tle, ubrany w radziecki mundur. No naprawdę, nie wiem, czy bardziej jestem dumna, czy jednak należy się chłosta pokrzywami.
Z trendów internetowych – otóż dowiedziałam się, że pomidory na surowo należy jeść skropione oliwą albo w towarzystwie sera, ponieważ tłuszcz zwiększa wydzielanie czy tam przyswajalność likopenu i ogólnie wszystkiego, co w pomidorach ważne. Od zawsze powtarzam, że tłuszcz jest przyjacielem i jeszcze będziemy go przepraszać za zły PR (oczywiście – dobry, porządny, przyzwoity tłuszcz, a nie jakieś chemicznie utwardzane świństwa).
I mam taką refleksję od kilku dni – dlaczego jak mąż chrapie, to po dwóch minutach mamy ochotę go poddusić poduszką, a po dziesięciu – odrąbać głowę szpadlem; a jak pieseczek chrapie – to jest takie wzruszające i najpiękniejszy dźwięk świata! I człowiek ma łzy wzruszenia w oczach i najchętniej by przytulił i wycałował, ale wtedy mały gad się obudzi i zacznie rozrabiać, więc lepiej leżeć obok i się wzruszać bezczynnie.
Wyskoczyły mi pierwsze reklamy jesiennej kolekcji odzieżowej – konkretnie puchowe bezrękawniki. Ja chyba zaraz kogoś uduszę poduszką, nawet jak nie chrapie – NAWET NIE MA POŁOWY LATA i za chwilę mają być upały. Ja wam dam puchowe bezrękawniki! I co, może jeszcze dynie i szkielety na Halloween?…
PS. Wiewiórka siedzi nad tarasem i gryzie. Zamiatam codziennie po dwa – trzy razy. Powiedziałam N., żeby mi przyniósł łuk, ale na razie nie przyniósł.
PSPS. Na tej Warmii widziałam chmurę, która wyglądała jak dzwonko łososia – z kręgosłupem i wszystkim. Pokazałam ją N., ktory stwierdził, że jestem walnięta. Ja jestem walnięta czy on kompletnie nie ma wyobraźni?