Siedzę sobie, piję herbatę i oglądam przepisy na ciasteczka świąteczne, których NA PEWNO nie upiekę. Nie po to tyle lat wyrabiam sobie markę lenia patentowego i abnegata, żeby teraz się wygłupiać z CIASTECZKAMI – co to, to nie! Piernik z paczki będzie, jak co roku – najbliżej ciasteczek byłam, jak któregoś razu masę na piernik ciepnęłam do papilotek i wyszły piernikowe babeczki na imprezę. A o herbacie wyskoczył mi artykuł, że mam przez nią zgagę, niskie żelazo i mnie wysusza. Matko jedyna, wszystkie przyjemności muszą człowiekowi zohydzić – zróbmy coś z tymi naukowcami, niech się zajmą czymś pożytecznym, na przykład kopaniem rowów albo myciem okien dla ludności przed świętami!
Co do dekorowania domu, to:
– prawdziwa choinka się sypie i ogólnie jestem przeciwna rąbaniu drzewek;
– sztuczna choinka jest sztuczna;
– choinkę w doniczce mieliśmy raz, po czym została zasadzona w ogródku, owszem – przyjęła się i w efekcie mamy STUMETROWY ŚWIERK, który nam się rozpanoszył na działce;
– od światełek mam migreny, a od migających to już w ogóle masakra (serio – one nadają na jakiejś wyjątkowo dla mnie szkodliwej częstotliwości – widocznie jestem jak ten niedostrojony wieloryb, co się nie może dogadać z innymi wielorybami i szkodzą mi światełka świąteczne, ktore wszyscy generalnie UWIELBIAJĄ);
– ubieram jemiołę w bombki i łańcuchy, bo jest pasożytem i mi jej nie żal.
Natomiast.
Czytam biografię Jeremiego Przybory.
Na początku lekko mnie denerwowało, że w biografii jest szczegółowy życiorys każdego, z kim się Jeremi zetknął. Dlatego jest taka gruba. Ale niech tam, ja lubię grube książki.
A później Jeremi dorósł i obrósł babami. ALE TO JAK! W życiu bym nie przypuszczała, że ten elegancki, dystyngowany pan w szarym garniturze był takim babiarzem. Miał trzy żony, które zdradzał z tyloma kochankami, że to jest aż nieprawdopodobne, kiedy on miał czas na cokolwiek, ze spaniem włącznie? Większość jego uroczych damsko – męskich pioseneczek jest właściwie autobiograficzna, jak się okazało (spoiler: w wannie często kąpała się Barbara Wrzesińska, bardzo wtedy młodziutka). Nie, że ja tu chcę jakoś moralizować czy potępiać – absolutnie nie, tylko kompletnie mi się nie zgrywa muszka ze szczerbinką, że się tak wyrażę. Chociaż, jak się tak zastanowić – czy to takie dziwne, że kobiety dały się podrywać facetowi, który był czarujący i szarmancki? Aczkolwiek podobno kompletnie nieogarnięty życiowo i potrafił się wracać do domu po klucze po kilka razy.
W ogródku mamy kreta, który dostał ksywę Faraon. Można się domyślić, dlaczego – widziałam już w życiu niejeden kręci kopiec, ale ten się wyjątkowo postarał: góry ziemi sięgają mi do KOLAN. Nie wiem, czy wywalił je sam, czy z kumplami, ale takich budowli jeszcze nie mieliśmy, sąsiedzi przychodzą pooglądać i głowami kręcą z niedowierzania, a Mangusta na nie szczeka. No kret – Faraon na sterydach. Nie chcę go martwić, ale N. na widok kolejnych piramid na równiutkim (kiedyś równiutkim, znaczy się) trawniku zieje ogniem z pyska i szuka na Allegro podziemnych narzędzi tortur.
Gdzieś czytałam, żeby krecikowi wkładać w kopiec śledzia i wtedy on sobie pójdzie, bo nie przepada. Akurat nadchodzi sezon na śledzia, to może faktycznie go poczęstuję (ta metoda brzmi najbardziej pokojowo, a ja mam naprawdę dość konfliktów zbrojnych).
Pytanie na koniec: Skoro kurczaki są smaczne, to czy dinozaury były przepyszne?