O JAMNIKACH I ODPOWIEDNIM DOBORZE SŁÓW

Ech, ponuro się zaczęły te święta, a piernik wyszedł suchy. Oetkera, z paczki, a każą dodać całą dużą kostkę masła – kętrzyński zdecydowanie lepszy.

U Zebry na Wigilii – jak zwykle, chaos z biegającym stadem jamników, którym w tym roku udało się zeżreć śledzia w śmietanie z jabłuszkiem. A kilka dni przed świętami były na przechowaniu u Zebry mamy i zeżarły pół worka karmy. Moja ciotka zadzwoniła do mnie cała we łzach, wystraszona, czy ich nie rozerwie: „Słuchaj, ledwo chodzą, ciągną brzuchy po ziemi i wyglądają jak książę Lubomirski Lanckoroński!”. Na szczęście jamniki są wytrzymałe, rozciągliwe i szybko trawią.

No i rozpakowałam piękny prezent, który sama sobie upatrzyłam i zamówiłam z Bimba y Lola – bransoletkę z robalami (mam słabość do biżuterii z owadami). Hmmm, na obrazkach w internecie wydawała się trochę MNIEJSZA, a tu jak ją wyciągnęłam, to Zebra dostała ataku śmiechu i stwierdziła „No wiesz, taka jest DYSKRETNA”. Owszem, bardzo dyskretna – ważkę mam do połowy przedramienia, a jeden chrabąszcz jest wielkości pięciozłotówki. Ale co tam, na lato będzie jak znalazł.

Po Wigilii spakowałam sałatkę śledziową (z buraczkami, mój popisowy numer) i pojechaliśmy nad morze. Gdzie niby było na plusie, ale na plaży łeb urywało, pierwszego dnia morze gdzieś odpłynęło, a następnego – przypłynęło z powrotem i to tak, że zalało pół plaży i pomost do wiatraka. Mangusta darła się na wszystkich na promenadzie, no i tak sobie sielsko spędzaliśmy czas. 

Oczywiście, wszędzie stoją stragany z fajerwerkami (tfu), a wieczorami słychać petardy, bo przecież morze, plaża i świąteczne światełka to za mało atrakcji dla suwerena, koniecznie potrzeba jeszcze huku i smrodu. No i jednego wieczoru panowie zaczęli rzucać petardy pod naszymi oknami, a na dodatek pod zaparkowane samochody. N. się poderwał i wyleciał na balkon w takim tempie, że nie zdążyłam go powstrzymać ani zapytać, co zamierza zrobić, i za chwilę słyszę:

– Szybciutko stąd wypierdalajcie.

Nawet specjalnie nie podniósł głosu. Ale najwyraźniej zastosował właściwy dobór słów, bo nie było już ani jednej petardy więcej. W zasadzie to byłam z niego bardzo dumna.

Na szczęście udało nam się wrócić przed śnieżycą, chociaż na jednym przystanku na A2 myślałam, że wiatr porwie mi Mangustę z trawnika. 

Dobrze, że mam śliczny, nowy, ciepły kocyk na Sylwestra i nowy odcinek Ricky’ego Gervaisa. Życzę wszystkim niekwaśnego szampana dziś wieczorem i żeby ten Nowy Rok się postarał i był dla nas miły. 

(A ten śnieg niech już przestanie padać, bo Mangusta nie chce wychodzić).

3 odpowiedzi na “O JAMNIKACH I ODPOWIEDNIM DOBORZE SŁÓW”

  1. Od razu popędziłam sprawdzić tę bransoletkę ale u mnie w Italii już się wyprzedały. Boska jest, ja też kocham biżu z robalami 😍 wszystkiego dobrego w Nowym Roku!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*