Różne rzeczy się wydarzały na imprezach, ale wyciąganie ogórków z butelki przez szyjkę było pierwszy raz.
Zawsze proszę N., żeby – jak się towarzystwo rozkręci – nie wywlekał różnych dziwnych rzeczy, on mi obiecuje, że absolutnie nie, a później i tak wywleka. No i wczoraj w samym środku dobrej zabawy (czytaj – wszyscy półleżeli na krzesłach wzdęci z przejedzenia i nie mieli siły nawet na plotki) przywlókł z garażu WIELKĄ plastikową butlę, pełną kiszonych ogórków – dostał od sąsiada za nasionka pomidorów z Hiszpanii. Tak się w naszych stronach kisi większe ilości ogórków – w plastikowych butlach, a kiedy nadejdzie ich pora, to się obcina górę butelki i wyjada ze środka. Ale nie, nie – to by było ZA PROSTE, więc ogórki były wyciągane z butelki przez szyjkę, przy pomocy zgiętego druta i zdolności manualnych. Super zabawa, polecam – o wiele fajniejsza gra towarzyska, niż np. mierzenie ciśnienia.
Oglądam teraz na fejsie panią z Kanady, która robi dekadenckie kanadyjskie ciastka i ciasta. Zachęcił mnie filmik, na którym robiła tradycyjne świąteczne ciasteczka, bez których nie ma świąt w Nowej Funlandii, a nazywały się przecudnie „Moose Farts”. Najczęściej jest to duża blacha czegoś trzywarstwowego, które później ona kroi w kwadraty – czasem pieczone, czasem nie. Używa potwornych ilości wiórków kokosowych, cukru pudru i lubi niektóre składniki odmierzać sercem („measure with your heart”), szczególnie czekoladowe chipsy czy esencję waniliową. No i dobra, ja nie jem ciast, zwłaszcza takich kilkuwarstwowych, nie lubię kokosa ani czekolady, ale pooglądać można – ona jest bardzo fajna. Ale jeden przepis jest zadziwiający – a w dodatku bardzo słynny, bo to są „Nanaimo bars”, podobno najpopularniejsze kwadraty w całej Kanadzie. Bez pieczenia, ale spód jest z surowym jajkiem (niby wymieszanie z rozpuszczonym masłem ma je unieszkodliwić w zakresie rozwoju bakterii, ale no ja nie wiem), natomiast środkowa warstwa jest jeszcze dziwniejsza. Masło ubite z ogromną ilością cukru i budyniem waniliowym w proszku – takim surowym, z torebki. Czy ja się mylę, czy w budyniu jest mąka typu skrobia? Pewnie się człowiek tym nie otruje, ale wydaje mi się, że to dość dziwne zestawienie. A cała Kanada się tym podobno obżera.
To ja jednak pozostanę przy syropie klonowym, jeśli mam wybierać spośród kanadyjskich słodyczy. Najlepiej z jogurtem greckim (pysznie i kosmopolitycznie).
No nie, chwilowo na jakiekolwiek słodycze SZLABAN – czuję się jak ludzik Michelina (Bibendum, nie ten nowy atletyczny); niby się nie obżerałam jakoś bardzo, ale czuję, że przytyłam WSZĘDZIE, nie mam jak wyjść z Mangustą na spacer (zapada się w śniegu po same oczy) i mam już dosyć tej zimy (chociaż zaczęła się jakiś tydzień temu).
A w ogóle najchętniej nie jadłabym ze dwa tygodnie, ale N. się domaga. FACECI.
Nanaimo bars w rzeczywistości dla europejskiego podniebienia są trudne do przyjęcia. Z autopsji — ponad 30 lat prób i niestety porażka. Natomiast miasto Nanaimo, na wyspie Vancouver w Kolumbii Brytyjskiej, gdzie ten kulinarny cud powstał, potrafi miło zaskoczyć: https://www.youtube.com/watch?v=CIaTidgbT80
Syrop klonowy z jogurtem greckim — bdb, i oczywiście do pancakes!