Całą drogę do pracy dziś ziewałam jak smok. Ale za to miałam piękny sen! Stałam przed wielkim paczkomatem i wyjmowałam paczkę, oglądałam zawartość i jak mi się nie podobała, to wkładałam z powrotem do skrytki, a paczkomat otwierał następną. I następną. W pewnym momencie trafiłam na przegródkę, w której było pełno zapałek i bilety lotnicze do Wiednia, ale się obudziłam, bo Mangusta wskoczyła mi na głowę (siusiu o 5.15).
Trzeba sprawdzić, co sennik mówi na zapałki i bilety do Wiednia.
N. twierdzi, że to dlatego, że oglądam jak porąbana filmiki tej pani, co otwiera zagubione przesyłki. Faktycznie oglądam i wciąga mnie to jak czarna dziura.
Natomiast w kategorii „co czytałam”: otóż książkę o zbrodni w butiku Ultimo (don’t judge me).
Nie napiszę, że „pamiętam jak dziś” wszystkie szczegóły – ale owszem, pamiętam z mojej młodości nagłówki w gazetach i migawki z telewizji z sali sądowej. I pamiętam, jak moja babcia powiedziała na oskarżoną Beatę per „ten koczkodan” (faktycznie, miała wtedy fryzurę w stylu – loczki, kokardki, takie fru fru, dość odważna stylistyka jak na ławę oskarżonych).
Najlepsze z tego wszystkiego jest, że ja miałam bluzkę z tego butiku – jedną, bo to nie były tanie zabawki, ale za to prześliczną, z cieniowanego weluru – granatowy przechodzący w niebieski. I to kupioną w butiku na Nowym Świecie – tam, gdzie miała miejsce tragedia. A na dodatek pamiętam, że ekspedientki butikowe były niemiłe – widocznie nie wyglądałam jak ich typowa klientela.
Ale wracając do naszych baranów – od pewnego czasu oskarżona i skazana Beata, która odsiedziała wyrok, wyszła z więzienia i zaczęła tournée po mediach i kanałach na jutubie. Opowiadając, jaka to ona jest niewinna, została wrobiona i teraz wszyscy będą ją przepraszać i płacić odszkodowania. Natomiast w jednym reportażu można obejrzeć obie strony – skazaną i ofiarę – i miałam takie klasyczne WTF?? Chyba nieźle się dzieje w polskich zakładach penitencjarnych, bo skazana wypoczęta, opalona i rozstawia wszystkich po kątach, a nawet podnosi głos na prowadzących, jak jej zadają zbyt dociekliwe pytania. A poszkodowana, Anna – smutna, zgaszona i ze łzami w oczach, nie powiem, że wrak człowieka, ale widać ogromne emocje.
Zapomniałam się uzewnętrznić, że w „Platonicznej przyjaźni” niesamowicie podoba mi się powtarzający się gag, kiedy Seth kopie albo przerzuca przez płot walające się hulajnogi elektryczne. A jak się przeprowadzi do LA, to kopie te małe jeździki, rozwożące pizzę. Te od pizzy to nie wiem, ale O MATKO, JAK BARDZO mam ochotę skopać każdą hulajnogę w zasięgu wzroku! Tylko dziś w jedną stronę wzdłuż Francuskiej naliczyłam cztery jebnięte przy samiutkich przejściach dla pieszych (jedna leży na wysepce na rondzie Waszyngtona). Od zawsze uwielbiam Madryt, a teraz dodatkowo jeszcze i za to, że zakazali tego gówna.