Kret się trochę uspokoił (bo nie ma gdzie wywalić następnego kopca, to się uspokoił – jak deweloperzy, kiedy już obsrają całe miasto swoimi koszmarkami z betonu), ale dołączyła do niego nornica. Boję się, że zaraz zaczną balować we dwójkę, jak Fred Astaire i Ginger Rogers.
Na stronach kulinarnych ciągle wyskakiwała mi pieczona kapusta, lubię kapustę, więc postanowiłam spróbować. Ooooooo maaaatko! Dodam, że bez żadnych fajerwerków – tylko z oliwą, solą, pieprzem i posypaną łyżeczką papryki. Dobrze, że upiekłam tylko pół główki, bo gdybym upiekła całą, tobym zeżarła całą. I bym pękła z wielkim hukiem i byłoby od cholery sprzątania, chociaż mam nadzieję, że N. by w końcu wyrzucił kolekcję szklanek z postaciami ze Shreka, które dawali na stacji benzynowej (lubię Shreka, ale szklanki mi się opatrzyły).
Wracając do kapusty – jest absolutnie doskonała na ciepło i na zimno. Dlaczego tyle lat czekałam, żeby ją upiec? (Chyba dlatego, że nie wierzę zbytnio wiralowym trendom kulinarnym, na przykład ziemniaki spłaszczane szklanką mi się nie zrobiły chrupiące). Mam nadzieję, że kapusta nie tuczy za bardzo, chociaż mam wrażenie, że wszystko mnie tuczy, wystarczy, że pomyślę o jedzeniu i już mam centymetr więcej w tyłku.
I jak tegoroczne Oscary? Ja się po cichu przyznam, że nie rozumiem zachwytu nad „Jedna bitwa po drugiej”. No, było kilka fajnych scen – przede wszystkim z Benicio del Toro – ale żeby mnie jakoś szczególnie porwał albo wbił w fotel, to nie. Za to bardzo lubię Jessie Buckley, a Jessie bardzo lubi polską zupę, a jak wiemy – kinematografia polska zupą stoi, w każdym porządnym polskim filmie jedzą zupę. Tylko dlaczego żaden laureat podczas dziękowania za nagrodę nie podziękował Salowi Sapersteinowi? Byłoby śmiesznie.
No dobrze, świeci słońce, idę z Mangustą na spacer. Jeszcze się łudzę, że może schudnę – chociaż odrobinkę!…
Ja te kapustę zrobiłam z pół roku temu. I obile lubię kapustę jako taką, to pieczona mnie zupełnie nie zachwyciła. Znaczy, zjeść się dało, ale żeby zaraz szał? No to nie. Kapuste wolę duszoną, bez wody, za to z pomidorem, a piwczoną to raczej brukselkę
No i teraz będę sprawdzać to o zupie piekąc kapustę;)
Uwaga – wykład o kapuście będzie teraz 🙂
Tych filmików lata kilkadziesiąt, jak nie więcej. Zaczyna się od pokrojenia – jedni kroją w plastry takie 2 cm, a inni w kliny – ja pokroiłam z kliny, bo się nie rozlatują. Z połowy główki sześć klinów wyszło.
Teraz jedni obsmażają po obu stronach, a inni – od razu do naczynia do zapiekania. Ja obsmażyłam na oliwie (są tacy, co na maśle), po obu stronach, i przełożyłam do naczynia do zapiekania.
I teraz się zaczyna wolna amerykanka – bo niektórzy obkładają przesmażoną cebulką, papryką, pieczarkami, serem sypią, czasem robią gratin i zalewają tłustą śmietanką z parmezanem. Ale można najprościej – polane oliwą i posypane przyprawami. Do pieca na 185 stopni na about godzinę, zależy jakie grube są plastry / kliny i jaki jest pożądany stopień sflaczenia kapusty.
U mnie godzina wystarczyła, liście miękkie a głąby chrupiące. Jak wystygła, też była pyszna.
Podpinam sie pod prosbe o przepis na kapuste 😉
No ale weź napisz, co trzeba z tą kapustą zrobić. Czy mam guglać?
Ponieważ stwierdzenie “w każdym porządnym polskim filmie jedzą zupę” bardzo mi się spodobało to sprawdziłam, co na to gugiel. AI gorliwie potwierdził tezę rozbudowujac wątek o podpunkty (wśród nich realizm, ale nie magiczny), zaś poniżej źródełka, z barbarella.blog w czołówce 🙂