Umówiłyśmy się z koleżankami do knajpy.
W godzinach popracowych, żeby każda zdążyła dotrzeć, więc akurat wypadła pora kolacji Mangusty, a wiadomo, że Mangusty dieta to jest pole minowe. Proszę zatem N., żeby dał jej kolację, którą zostawiam na blacie.
Przyjechał po mnie (po nas wszystkie w zasadzie) i jeszcze w samochodzie pytam, czy Mangusta jadła. Nie jadła. Dlaczego? Bo nie zostawiłam jedzenia.
Zostawiłam na kuchennym blacie, ale myślę – a może odruchowo piznęłam do lodówki, człowiek na autopilocie robi takie rzeczy, a później nie pamięta. A lodówka – WIADOMO: dla facetów to jak piąty wymiar i bez skomplikowanych obliczeń przy użyciu matematyki wyższej i liczb urojonych NIC tam nie znajdą. No więc moja wina. Wracamy do domu, wchodzę – jedzenie stoi na blacie. CENTRALNIE.
Więc następnego dnia rano Mangusta rzygała, bo oczywiście jedli z panciem parówki. Wszystkie jamniki, jakie znam, dałyby się pokroić za parówkę, Mangusta też, a że następnego dnia parcia sprząta rzygi, to już od dawna wiadomo, że pieseczki nie kojarzą związków przyczynowo – skutkowych.
A z dziewczynami było jak zawsze miło i relaksująco, jedna wróciła z Hiszpanii i pytamy, co fajnego sobie przywiozła. A ona:
– OPRYSK DO KUMKWATA. A, i jeszcze te duże cebule!
Ta to umie robić zakupy w Hiszpanii. Zresztą nie czepiam się, bo sama przywożę odplamiacze do tłuszczu (takie w sprayu, z talkiem). Hiszpania to jest duży i piękny kraj i każdy znajdzie dla siebie coś ciekawego – kumkwaty też.
Na fejsie teraz wyskakują mi rolki z robieniem ciasta Dolly Parton ze „Stalowych Magnolii”. Jak ja kocham ten film, oczywiście znam go na pamięć, a ciasto Dolly Parton idzie tak: szklanka mąki, szklanka cukru, szklanka koktajlu owocowego razem z syropem. Piec w 350F aż będzie złote („golden and bubbly”). Na co Olympia Dukakis mówi, że musi być strasznie słodkie („awfully rich”). A Dolly – jest, dlatego podaję z lodami, żeby przełamać smak („to cut the sweetness”).
No i teraz pól Ameryki piecze to ciasto, niektóre dodają na wierzch kawałeczki masła. Nie wygląda jakoś super zachęcająco, taki zakalec właściwie, no ale to jest hołd i ja to rozumiem.
Ostatni dzień sierpnia dziś. Jak to się stało?…