O RYBACH (NIEOBECNYCH)

Przebywamy na rybach – to znaczy N., ja do towarzystwa (żeby mu za dobrze nie było – nie po to się żenił).

Na razie leje łamane na wieje. Podobno fala na jeziorze jest w złą stronę – żeby coś złowić, to trzeba być na drugim brzegu. Więc w sumie na razie przez pół godziny łowił i jak rozmawiał z kumplem, to stwierdził, że ryba była niełaskawa.

Jeśli o mnie chodzi – to jestem po stronie ryb, nie wędkarzy. Nie biorę w tym udziału, spaceruję z Mangustą (a przynajmniej się staram – kiedy nie leje). Dobrze, że wzięłam dwie pary sportowych butów, to na zmianę schną – ach, to polskie lato! Ale komary mnie zdążyły pogryźć – jakoś im deszcz nie przeszkodził.

Jedna smażalnia w okolicy, co była bardzo dobra, to się popsuła. Za to jagodzianki z Olsztynka – niezłe (jeszcze ze trzy dni tego deszczu i nie wejdę w spodnie z Uniqlo).

A propos spodnie – wyskoczył mi kilkukrotnie artykuł „Zabójcze spodnie z Zary” – i nie chodzi o ich urodę, tylko o długość. To te, co mają nogawki o pół metra za długie i ciągną się za człowiekiem (płci żeńskiej, bo to z działu „kobieta”). Podobno na SOR-ach w całej Europie są opatrywane panie, które zdecydowały się nosić te spodnie – nie kończy się to dobrze, zwłaszcza na schodach. Prawdziwe, dosłowne fashion victims.  Zawsze mnie zastanawiało, jak w tym chodzić i myślałam, że widocznie jestem za mało elegancka – okazuje się, że to nie jest odzież do chodzenia, tylko do sesji zdjęciowych. Może powinien być osobny dział? 

No i tak to. Pani z domku obok (w lesie, nad jeziorem) chodzi na pomost spowita w biały dres i z markową torebką. Nie na promenadę – na pomost w lesie, taki do rzucania wędki. Ale jest bardzo miła, porozmawiałyśmy o Manguście – ja w dresowych spodniach moro i tiszercie z jamnikiem w berecie. Miałam torebkę, owszem – ale na psią kupę (niemarkową, za to biodegradowalną). Może powinnam kupić sobie biały dres? Tylko w moim przypadku to jest odzież na kwadrans, zwłaszcza jak pada deszcz – zaraz będę miała spodnie całe w psich łapkach i błocie. Podziwiam takie kobiety, ale zdecydowanie do nich nie należę.

Dobra, bo chwilowo nie leje – biorę Mangustę i mój tyłek na spacer.

5 odpowiedzi na “O RYBACH (NIEOBECNYCH)”

  1. Ja jestem ofiarą takich spodni. Nie z Zary i nie ciągnących się po ziemi. Zwyczajnie- szerokich i takich za kostkę. Miłych i cienkich, ale. Zaliczyłam w nich lot ze schodów, złamałam rękę, nogę, pęknęlam żebra. Także, wiem, o czym mówisz
    I to nie jest żart.

    • O święta Rito!
      Coś okropnego! Mam ze trzy pary takich powiewnych z wiskozy i chyba jednak będę się trzymać sztywniejszych z bawełny albo lnianych.

  2. no patrz, ja od soboty bede marznąć nad jeziorem z całą rodziną i psami. Taki urlop mąż mi wymyślił. Zamiast siedzieć w domu z psami, bede siedzieć w podobnym domu, tylko kilkaset km dalej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*