Na własne oczy widziałam, jak w sobotę pani kupowała choinkę – ścięte drzewko. Szóstego grudnia – co z takiego drzewka zostanie do świąt? Raczej nic innego, jak wyschnięte, sypiące igłami zombie; nie mówiąc już o tym, że zdąży się znudzić. Nie rozumiem tego pędu do świątecznego ozdabiania wszystkiego co się da jak najwcześniej – najlepiej od razu 2 listopada, zaraz po zapaleniu znicza. Co to za magia świąt, która trwa kwartał?
A w Mikołajki moje koleżanki pokłóciły się z moim mężem o Wenus z Willendorfu. Na nich można zawsze liczyć.
Czy mogę jeszcze na chwileczkę wrócić do tematu „dziwne i czasem dość obrzydliwe rzeczy spożywcze widziane w sklepach”? Bo przypomniało mi się, że widziałam w Mercadonie białka jajek w plastikowej, na oko półlitrowej butelce. Tak – białka jajek w butelce. I to w Mercadonie! Gdzie podobno tylko świeżo i lokalnie i nawet szynkę kroją na oczach klienta (no dobra, przesadziłam trochę – na stole kroją). Nie dość, że wygląda to kontrowersyjnie apetycznie, to na dodatek zastanawiam się, gdzie się podziały żółtka od tych jajek. Pewnie w jakichś niemożliwie słodkich ciasteczkach i deserach typu tocino de cielo. Chyba jestem przeciwna – jajko to jajko, powinno być w skorupce, a nie w butelce. No i w komplecie (chociaż żółtek może być więcej niż jedno i to jest OK, ale nie na odwrót).
Czytam naprawdę fajną i relaksującą książkę. Autorką jest Nina Stibbe, którą znam z książki „Love, Nina”, na podstawie której zrobili serial z Helenką B.- C., bardzo fajny. Nina przyjeżdża do Londynu na studia, mieszka i pracuje jako niania u dość ekscentrycznej pani redaktor, Mary Kay, i wszędzie chodzi boso (to było trochę przerażające). To właściwie zapiski codziennych wydarzeń i rozmów, naprawdę fajne. „Went to London, took the dog” to właściwie bardzo podobna forma, tylko że Nina teraz ma sześćdziesiąt lat, dwoje dzieci, psa i wraca do Londynu po latach – wynajmuje pokój u koleżanki po fachu, Deborah Moggah, która ma fioła na punkcie podlewania ogrodu. Bardzo mi się podoba życie, jakie prowadzi – uczęszcza na spotkania literackie i artystyczne, przesiaduje w kawiarni swojego byłego wychowanka, spotyka się z dawnymi i nowymi znajomymi (jest Mary Kay, ale i wiele innych, a nawet ich teściowe!). Właściwie to nie miałabym nic przeciwko takiemu życiu, z zastrzeżeniem, że nie jestem pisarką i nie mieszkam w Londynie. Chociaż Londyn już nie jest taki uroczy, co stwierdza wiele osób, w tym Ricky Gervais (jego reklamy w metrze – „Witamy w Londynie – nie zapomnij kamizelki kuloodpornej”).
I na zakończenie cytat: „If your cup is only half full, you probably need a different bra”. Nie z książki, tylko z internetu – ale bardzo trafny, moim zdaniem.
U nas gałązki 😉 a i to w ostatniej chwili. Magii świąt- nie ma! Za to ciekawa jestem @Barbarella Twojej opinii o serialu ZNAJOMI I SĄSIEDZI na Apple TV :)czekam
U nas dekoracje właśnie stanęły – w listopadzie zwykle stoi jeszcze zestaw Halloween, bo my jesteśmy team Lemax i nie będę sprzątać 2 listopada czegoś, czego rozstawianie zajmuje 3 wieczory, no way. A choinki tradycyjnie nie mam od lat, bo mam koty i one mają pogląd alternatywny na ozdoby wiszące. Ale jestem maksymalistka- nawet zasłonę prysznicowa mam zgodną z sezonem. Te białka to nic nadzwyczajnego, parę lat temu natknęłam się na nie w AH w Hadze. Są tacy, co robią omlety z białek. No i jakbyś chciała bezę, to odpada problem, co zrobić z żóltkami.
Team ”choinka zaraz przed swietami” ale stoi do konca stycznia.
Swiatelka porozwieszane tu i owdzie,od konca listopada. Bo robia klimat kiedy za oknem ciemno o16.
Wrociłam z Londynu. Pojechaliśmy oglądać światełka. W centrum wieczorami było jasno, prawie jak w dzień. Bardzo dobrze mi to zrobiło na obszarpany pochmurną jesienią i innymi rzeczami, nastrój. Polecam.
A w domu zapalam milion lamp i lampek, palę w kominku, przytulam psy i liczę, że do marca jakoś przetrwam. Przetrwamy. One też powoli zapadają w sen zimowy.
Pozdrawiam, amatorka światełek od początku grudnia (choinki tuż przed świętami)
To ciekawe, bo też rozwieszam światełka. Rok temu doszłam do wniosku, że cieszą mnie w te pochmurne wieczory. Choinkę kupię z tydzień przed świętami i poproszę młodzież o przystrojenie jej kilka przed świętami. I to też wniosek sprzed roku, bo choinka cieszy mnie do 3 króli, potem można ją rozbierać. Listopad to dla mnie przesada, ale od Mikołajek czemu nie 😉 Zawsze do tej pory ubieraliśmy w Wigilię. Może to moja menopauza, bo ogólnie zmienia mi się pogląd na wiele spraw…
Ja się zaopatrzyłam w choinkę w niedzielę 😛 też pierwszy raz ciętą, zawsze mieliśmy w doniczce, ale mi sie znudziło. Życzę sobie patrzeć na światełka, a po Nowym Roku i tak rozbieram.
Moi sąsiedzi rozwieszają światełka w ogrodzie na każdym krzaczku i drzewku właśnie 2 listopada. Jeden sznur tych światełek na dodatek wygrywa kolędy w elektronicznym i fałszywym brzmieniu!