O LECZENIU BARKU I PREZENTACH

Jeśli chodzi o świąteczny nastrój w tym roku, to tak:

Zaczęło się prezentem dla siostrzenicy na urodziny (tak, ma urodziny przed samymi świętami i trzeba szukać nie jednego prezentu, a dwóch – osiwieć można). Po wielu prośbach, groźbach i szantażach łaskawie zaakceptowała taką jedną bluzę. Lecę z tą bluzą w zębach, żeby dziecko przymierzyło, dziecko mierzy i co się okazuje? Że ta bluza to jest na mnie, a nie na nią. Ciepła, szara (lubię szary), z grafiką typu manga – a na dodatek S-ka, no więc trochę jestem podbudowana, ale jednak trochę w PANICE, bo bilans prezentów się nie zgadza i muszę kombinować na ostatnią chwilę! 

No dobrze, na szczęście okazało się, że pożądany jest zestaw kosmetyków Rituals (ja w podstawówce miałam dezodorant Limara i maść na trądzik! Zestaw kosmetyków, pffff).

Następnie o mój poziom adrenaliny postanowiły zadbać Polskie Sieci Energetyczne, jak zrobiłam sobie we wtorek home office z zaplanowanym praniem koców i psich posłanek i o godzinie jedenastej odłączyli mi prąd. I podali w aplikacji, że wróci o 13.30 – wściekła byłam oczywiście, bo nie zdążyłam sobie nawet zrobić herbaty. Do godziny 13.30 klęłam, ale umiarkowanie, natomiast prąd nie wrócił, a PGE zmieniło komunikat – przywrócenie zasilania o 18.45. W drugiej połowie grudnia, kiedy ciemno się robi o 15.00, a w domu wszystko na prąd! N. wrócił i napalił w kominku i naprawdę, gdybym miała stare kalosze albo oponę, tobym wrzuciła do ognia w proteście obywatelskim. A gdybym miała więcej siły, to byłabym w wieczornych wiadomościach jako „Potargana kobieta porąbała siekierą siedzibę PGE w Żyrardowie”. Ale z siłami witalnymi u mnie nie najlepiej, zimą zwłaszcza.

I tu wkracza moja ciotka, która w końcu ODKRYŁA tabletki na szczęście! I mówi, żebym sobie też kupiła, bo są bez recepty i nazywają się fosydyna. Powiedziała, że bierze od kilku dni, zaczęła mieć lepszy humor i przestały ją boleć biodra. 

A właśnie, bo mnie bolał ten bark i to dość mocno, w stylu – założenie swetra czy kurtki wymagało specjalnych pozycji, żeby sięgnąć do rękawa. I uleczyło mnie pójście do fryzjerki i leżenie z głową w myjce! Przysięgam, jak musiałam powisieć tak z godzinę z naciągniętą szyją (don’t ask – bardzo skomplikowane rozjaśnianie, cztery miski różnych tonerów), to od razu mi częściowo przeszło, a za dwa dni było jak ręką odjął. Gdzieś czytałam, że kiedyś na bóle kręgosłupa kazali wieszać za głowę w futrynie drzwiowej (a skaleczenia opatrywać spleśniałym chlebem z pajęczyną). No ale wiecie – BARDZO DZIWNE, ale pomogło! Teraz już wiem, co robić (telefon do R. „Słuchaj, bo plecy mnie napieprzają, mogę przyjść godzinę powisieć u ciebie na myjce?”). 

A HBO zdjęło serial o Durrellach. 

To tylko ugruntowuje moje zdanie o streamingach, które są niegodne zaufania, wrzucają szmirę, w dodatku wszystkie taką samą, a fajnych, niszowych filmów czy seriali nie ma nigdzie albo znikają po kilku miesiącach. I nawet nie mogę sobie przekląć na tę okoliczność, bo przekroczyłam wszystkie normy przez ten cholerny prąd i będę mocno zdziwiona, jak Mikołaj coś mi w tym roku przyniesie.

(Oprócz tego, co sama sobie kupiłam, naturalnie).

A mój telefon pokazuje, że idą mrozy na święta! No naprawdę, muszę sobie kupić te piguły na poprawę nastroju.

4 odpowiedzi na “O LECZENIU BARKU I PREZENTACH”

  1. Limara!, jezu – jak to śmierdziało 🙂
    Ale – do dziś ten zapach pamiętam, już tylko z sentymentem. Łap plusika 🙂

    • Tak , porób ćwiczenia Mc Kenzie na odcinek szyjny – znajdziesz na YT, robi się je na stojąco, nie trzeba fryzjera . Ale problem tkwi w szyi, bark to tylko objaw

  2. Nie bardzo wierzę w telewizyjne czy internetowe prognozy pogody, ale wierzę w instynkt moich kotów. A żrą ostatnio potrójne porcje, chyba żeby obrosnąć tłuszczem na te mrozy….

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*