No dobrze, to żeby uzupełnić nasze dietetyczne fiksum dyrdum, to wprowadzę jeszcze jeden element do układanki: na misce nie może być nałożone zbyt dużo. Trzeba Manguście serwować posiłki małymi porcyjkami. I wtedy zje trzy małe porcje, ale jednej dużej by nie tknęła.
Ale akurat tu ją rozumiem, bo mam tak samo – jak mam za dużą porcję na talerzu, której na pewno nie dam rady zjeść, to dostaję blokady i nie jestem w stanie nawet zacząć. Pewnie ma to swoje źródło w przedszkolu, gdzie zmuszali mnie do jedzenia i byłam sadzana przy stoliku tyłem do sali DOPÓKI NIE ZJEM do końca (spoiler: i tak nie zjadałam). W każdym razie do dziś tak mam i N. o tym świetnie wie, bo to on musi wziąć na siebie w sytuacjach podbramkowych, kiedy wpadam w panikę przy stole, połowę mojej porcji. I dlatego uwielbiam hiszpańskie knajpy, w których można wziąć wszystko para compartir na środek stołu i sobie nakładać po troszeczku.
Może to ma swoją nazwę, lęk przed dużą porcją jedzenia. W każdym razie obie z Mangustą to mamy – TO ZNAK, że było nam pisane bycie razem!
A poza tym, to co? Bryndza owcza. ZNOWU MRÓZ, nie bardzo jest jak iść na przyzwoity spacer, więc energiczny jamniczek dodaje korby w pomieszczeniach albo na ogródku i muszę pół godziny rzucać szyszkę albo piszczącego kurczaczka. Od piszczałki w kurczaczku dostaję nerwowych tików i w ogóle nie pomaga mi podwójna porcja magnezu, który to podobno ma wspomagać system nerwowy. Ni cholery nie wspomaga. W lutym człowiek powinien mieć możliwość zakupu bez recepty jakichś PORZĄDNYCH i DZIAŁAJĄCYCH leków na nerwy i samopoczucie, bo chwilami mam ochotę udusić nawet ptaszki w karmniku. A jak spojrzę na prognozę temperatury na najbliższe trzy dni – to spalić całą wieś i gospodarstwa ościenne.
N. po raz kolejny dokonał czegoś niemożliwego (on tak ma) – a mianowicie, kupił w środku zimy pomidory, które MAJĄ SMAK. I zapach – pachną pomidorem przy ogonku. Wzruszyłam się, bo zjeść zimą smacznego pomidora to nie jest łatwa sprawa i wysłałam N. do warzywniaka z komplementami i podziękowaniem. Na co pan sprzedawca z całą powagą:
– Bo to są, proszę pana, pomidory na wodzie jurajskiej.
Dobrze, że nie na Evian albo Kropli Beskidu kupionej na lotnisku w najmniejszych buteleczkach.
No i tak.
Jeśli ktoś ma pomysł, jak po całym cholernym mroźnym styczniu przeżyć cholerny mroźny luty – chętnie wysłucham.
„Peanatemy” zostało mi sto kilka ostatnich stron i to jest przygnębiające, bo nie wiem, zupełnie nie wiem, co czytać po TAKIEJ książce, kiedy się skończy.
Mam to, że nie chcę skończyć doskonałej książki, bo CO POTEM. A Stephenson potrafi.
Na wszelkie piszczałki w psich zabawkach idealnie pomaga widelec – jedno szybkie dziabnięcie w wylocie powietrza z kurczaka i nastaje błoga cisza.
Na pozostałe problemy niestety jedynie łączę się w bólu.
no tak, ale wtedy zabawka przestaje być atrakcyjna dla psiej mordy 🙂 ja polecam też szeleszczące zabawki- najczęściej pluszowe, mają w środku jakąś folię albo kawałek plastiku, trochę mniej inwazyjny hałas. Tylko uwaga jeśli psiak lubi rozpruwać pluszaki i je patroszyć, w takiej sytuacji może tę folię zeżreć… 😡