O TYM, ŻE ZNOWU MNIE NIE ZAMKNĘLI

 

My tu bradu, pitu a ja na policji byłam!

Nie jako oskarżona, nie – nikogo nie zabiłam (jeszcze!). Chociaż jak mnie zawezwali na świadka, to N. powiedział:

– Mogą cię zatrzymać na dwadzieścia cztery godziny bez podania powodu! – i wyraźnie poweselał.

Z jednej strony, trochę się mimo wszystko zawiodłam – nie musiałam przedzierać się przez tłum pijaczków ani kobiet lekkiego prowadzenia się, jak również w ogóle przez nikogo nie musiałam się przedzierać. Komisariat był pusty, czysty, dobrze ogrzany, a wszyscy byli bardzo grzeczni i mili. Z jednej strony to oczywiście bardzo dobrze, ale chociaż jedną pijaną nierządnicę powinni trzymać na dołku, żeby wrzeszczała, tłukła w kraty, śpiewała kuplety, wymyślała policjantom, żebrała o papierosy i ogólnie tworzyła koloryt lokalny, bo tak to jest ZBYT STERYLNIE i zdecydowanie nudy.

Nie mieli zamykanego pokoju bez okien, za to z weneckim lustrem, nikt mnie nie przykuł do stołu łańcuchami ani nie polewał lodowatą wodą z węża – jednak seriale potrafią rozbudzić w człowieku pewne oczekiwania, które nie wytrzymują konfrontacji z rzeczywistością.

Pan policjant przesłuchujący na szczęście posiadł sztukę prawie bezwzrokowego pisania i umiał obsługiwać sprzęt biurowy, bo inaczej bym tam siedziała do dziś, tyle miał zapisanych pytań. Oczywiście, czytałam do góry nogami protokoły leżące na biurku – to jest okazuje się SILNIEJSZE ODE MNIE (moja koleżanka może zaświadczyć, że człowiek się nie może powstrzymać!), a także dostałam na pamiątkę kartkę z pouczeniem (wiecie, że za fałszywe zeznania grozi teraz do OŚMIU LAT?).

Takie pouczenie to jest fantastyczna lektura. Wiecie, że „Jeżeli istnieje wątpliwość co do stanu psychicznego lub umysłowego świadka, przesłuchanie może odbyć się z udziałem biegłego lekarza lub psychologa”?

– I co, nie sprowadzili ci lekarza? – zdziwił się mój mąż.

No nie. Widocznie nieźle się maskuję. Albo wcale nie jestem takim ciężkim przypadkiem (pewnie zawołają, jak się któregoś dnia stawię z czyimś łbem w ekologicznej siatce na zakupy).

Albo na przykład:

„Za zgodą świadka można go poddać badaniom lub oględzinom, a bez jego zgody pobrać odciski palców, wymaz ze śluzówki policzków, włosy, ślinę, próby pisma, zapach, wykonać fotografię lub nagrać głos”.

Ale jak się człowiek BARDZO nie zgadza na pobranie odcisków palców to one wtedy wyjdą rozmazane, nie? A reszta… pfff, nie takie rzeczy Grzesiek House pobierał bez zgody.

I jeszcze, kontynuując tradycję psychicznych ptaszków z mojego ogródka, w tym roku mamy SIKORKĘ (lub sikorka, bo to chyba jest facet), która walczy ze swoim odbiciem w lusterku wstecznym samochodu. Lusterko (oczywiście to PO MOJEJ STRONIE) jest całe obsrane, ponieważ ptaszek walczy, walczy, walczy… jak się zmęczy, to przysiada na lusterku, odetchnie, otrzepie się, wypróżni i dalej rusza do boju. Odstawia te seanse po kilka razy dziennie – widocznie mało się w jego życiu dzieje i szuka sobie rozrywki. Jak na podjeździe stoją dwa samochody, to zmienia lusterka.

A pyralgina rozpuszczalna jest po prostu MEGA OHYDNA. Niby pomarańczowa, ale i tak WSTRĘTNA. Znowu trzeba będzie rozpuszczać w mirindzie.

13 Replies to “O TYM, ŻE ZNOWU MNIE NIE ZAMKNĘLI”

  1. Prosze tekst z Wiki, nie zebym akurat uwazala wiki za wyrocznie, ale zwroc uwage na koncoweczke o krajach rozwinietych:
    Metamizole (INN), or dipyrone (BAN, USAN), is an ampyrone sulfonate analgesic (pain reliever), antispasmodic (spasm reliever) and antipyretic (fever reducer) similar to paracetamol in that it has minimal anti-inflammatory effects and which is most commonly given orally or parenterally (by injection) to prevent and treat pain related to surgery or for the treatment of acute pain.[2][5] It was first introduced into clinical use in Germany in 1922 under the brandname „Novalgin” and for many years it was available over-the-counter in most countries, until its toxicities became apparent,[6] although in some countries it is available over-the-counter, its use is usually restricted in developed countries, due to its potential for causing toxic reactions.[7

  2. Oczywiście,że się nie da nie czytać! A w Urzędzie Skarbowym potrafią Pity i City beztrosko rozsiać po biurku. I już wiem ile zarobił lokalny bogacz

  3. No to masz pecha z tym komisariatem. Znajoma, znana w okolicy, bo jest taką trochę szychą, poszła raz z własnej woli w całkiem niekryminalnej sprawie. Kazali jej czekać w przedsionku, przez który przewijał się półświatek, a przewinęło się go sporo, bo czekanie było długie. Co się najadła wstydu to jej, do tej pory krew ją zalewa na samo wspomnienie.

  4. Dołączam do rozczarowanych służbami spod 997.
    2 lata temu wybili mi szybę w aucie 2l mirindą (chłopy w okolicach 40-stki się tak bawili w odbijanie od asfaltu). Zbiegłam do miejsca zbrodni z aparatem fotograficznym, porobiłam zdjęcia z różnych ujęć, nawet udało mi się gęby sprawców uwiecznić. Broniłam żeby mi nikt nic nie ruszał, głównie tej mirindy leżącej na siedzeniu kierowcy, no bo tam przecież są odciski palców sprawców! Pewnie gdybym miała proszek to sama bym je stamtąd zdjęła, bo rękawiczki winylowe noszę zazwyczaj przy sobie.
    Przyjechali panowie copsy, na zdjęcia nie spojrzeli, na mirindę się nie dało nie spojrzeć, ale zlekceważyli ją okrutnie. Postali, pouśmiechali się głupawo, powiedzieli, że jeśli chcę to mogę sobie sprawę cywilną założyć, bo oni nic tu nie mogą. I pojechali.
    Byłam tak nabuzowana adrenaliną a jednocześnie umysł miałam tak chłodny i błyskotliwy jak panele słoneczne w mroźny, bezchmurny dzień (wtedy mają największą wydajność), że rozwiązałabym do nocy (a była 18 godzina kwietniowego dnia) z połowę ich spraw. A tak trzeba było wziąć zmiotkę, szufelkę i iść posprzątać pierdyliard odłamków i zakleić folią dziurę po szybie.
    Mirinda poszła do kosza, czego pewnie sprawcy żałowali najbardziej.

  5. Przyznam się, że od kiedy w naszej tv pojawili się porucznik Columbo i Kojak, to ja marzenie takie miałam, żeby w takim podrzędnym komisariacie na obrzeżach New Yorku albo innego Los Angeles spędzić chociaż dzień. Rozumiem Twoje rozczarowanie. Też raz byłam na komisariacie a tam na stoliczku obrusik i kwiatki, na biurkach zamiast kabury kanapówki ze śniadankiem i kremik nawilżający do rąk. No normalnie aż mnie zatrzęsło, taka byłam zawiedziona. Świat schodzi na psy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*