O PRYWATNYCH HORRORACH

 

Po wczorajszych konsultacjach z moimi koleżankami – ekspertkami od migren i bólów głowy, na prowadzenie w naszej liście przebojów pysznych proszeczków wysuwa się pyralgina sprint rozpuszczalna o smaku pomarańczowym. Podobno po jednej jest już nieźle, a po dwóch to człowiek ma na twarzy banana ottont dotont. Nie wiem, jak Państwo, ale ja jutro lecę do apteki (w dodatku jest całkiem niezła w smaku, w odróżnieniu od solpadeiny!).

Natomiast.

W tym tygodniu przeżyłyśmy ze Szczypawką czterodniową delegację N. Choć nie było łatwo – o czym za chwilę. Najlepsze, że następnego ranka po powrocie co widzę? Zdechłego ptaszka na balkonie przy sypialni widzę. O mało nie spadłam ze schodów, jak leciałam N. o tym powiedzieć, na co on:

– TAK, TO TAM LEŻY JUŻ JAKIŚ CZAS.

O Święty Janie w bitej śmietanie! Czyli pojechał na delegację ZOSTAWIAJĄC NAS SAME I BEZBRONNE z ptasim ścierwem pół metra od łóżka! (No dobra, może więcej). Cynicznie i z premedytacją!…

Ale to jeszcze nic.

Jednej nocy obudziła mnie DZIECIĘCA POZYTYWKA. Taka wiecie, prosta mechaniczna melodyjka, grająca GDZIEŚ BLISKO.

Chyba wszyscy wiemy, co to znaczy, jak w środku nocy zaczyna grać dziecięca pozytywka.

Oczywiście, byłyśmy ze Szczypawką w sypialni zamknięte na klucz, z kołdrą podciągniętą pod same oczy. Oczywiście, nie sprawdziłam, która była godzina, bo NA PEWNO okazałoby się, że TRZECIA W NOCY i nie pozostałoby mi nic innego, jak się zesrać i umrzeć na zawał (kolejność dowolna).

Oczywiście, mogłam wstać, otworzyć sypialnię i sprawdzić, co to było. NA PEWNO NIC TAKIEGO (i na pewno szukaliby później mojego ciała i ktoś bardzo zdziwiony natknąłby się na zwłoki w jakimś rowie, z dziwnymi obrażeniami jakby zębów i szponów).

Następnym razem jak będzie jechał w delegację, to ma mi wynająć kawalerkę najlepiej nad jakąś knajpą albo monopolowym, czynnym całą dobę, i żeby po lewej mieszkała wielodzietna rodzina (najlepiej w stylu włoskim, taka żeby się wszyscy do wszystkich darli), po prawej – imprezujący studenci, a na górze tancerka flamenco. Wtedy pozytywka nie ma szans.

Być może, BYĆ MOŻE powinnam rozważyć rezygnację (choćby czasową) z jednego z moich hobby, czyli oglądania na jutubie creepy, haunted and disturbing videos from deep web. To taki luźny pomysł.

Aha, i chciałam powiedzieć, że tegoroczne szparagi zielone w szynce z parmezanem bdb. Zwłaszcza, jak się doda masła. No, ale jak się doda masła, to większość rzeczy jest dobra, więc czemu nie chwasty.

30 Replies to “O PRYWATNYCH HORRORACH”

  1. Z ciekawości sprawdziłam co to jest to cośtamcośtam na jutubie i stwierdziłam, że jednak wolę swojego pierdolca jutubowego pod tytułem „tornada, trzęsienia ziemi i tsunami”. Może czasem śni się po nocach, ale przynajmniej dziecięca pozytywka nie spowoduje wzbogacenia listy zakupów o pieluchy jednorazowe.

      • Myślałam 2 dni nad odpowiedzią, ale jedyne co mi się ciągle kołatało to to, że masz bardziej popieprzoną podświadomość od mojej, czego w sumie zazdroszczę, bo chciałabym tak pisać jak Ty 😀

  2. Chwasty??? Szparagi to chwasty? No weź się zmiłuj, toż to super jedzonko!
    Oczywiście,że z masłem, tylko z masłem i niczym więcej! No może jeszcze z dodatkiem parmezanu, mniam, mniam- oblizuję się po uszy! Szynki nie mam czasu dodać, szparagi znikają w stanie niemalże saute.

  3. O kawalerce na mieście na czas delegacji N. już chyba kiedyś wspominałaś, ale pozytywka dziecięca w środku nocy ją całkowicie uzasadnia 😉
    To teraz wyobraź sobie – wstajesz, żeby sprawdzić skąd ten dźwięk, podchodzisz do okna a przed domem stoi furgonetka z lodami i pan w stroju lodziarza, którzy patrzy prosto w twoje okno i się tajemniczo uśmiecha. Prawda, że tak może być? Prawda? 😉

    • OCZYWIŚCIE, że tak może być!
      Dlatego nie wstałam! Każdy horror się zaczyna od tego, że BOHATER(KA) IDZIE SPRAWDZIĆ, zamiast się zabarykadować i siedzieć na dupie!…

  4. no proszę, byłam chora i tyle mnie ominęło. Mało palców nie wywichnęłam na klawiaturze- muszę Ci prędko dopisać, ze ten mój chleb, co go upiekłam w sobotę, a robiłam ponad dwa tygodnie jest przepyszny, ma chrupiącą skórkę, jest pulchny w środku, jest pszenno – żytni bez żadnego ziarka i jak następnym razem będziesz w manufakturze, to mi napisz, to Ci UDOWODNIĘ.
    a w całym aleksandrowie nie znalazłam ani jednej piekarni, z której by mi chleb smakował.

    Po drugie – przy Breaking Bad wymiękłam już w trakcie pierwszego odcinka, ale to przemilczałam na pare lat, bo mi było wstyd, że taki świetny serial, a ja nic.

    Po trzecie – jak to już szparagi, przeciez jest kwiecień? Muszę popędzić do sklepu zatem.

    • To może ja mam szczęście z tym chlebem. Ale gdzie indziej po wsiach też miałam szczęście wobec tego! Że nie wspomnę, jak jeździliśmy pod Łódź do Kopanki i tam był sklepiczek z TAKIM CHLEBEM, wielkości młyńskiego koła, z grubachną skórą, że po prostu można było zemdleć. Kropka w kropkę jak chleb z Poronina z czasów głębokiego PRL-u. Nawet jeszcze z plewami przyczepionymi do skórki u dołu.

  5. Dziewczyny, na samotne wieczory polecam podcast Welcome to Night Vale. Piszą o sobie tak: WELCOME TO NIGHT VALE is a twice-monthly podcast in the style of community updates for the small desert town of Night Vale, featuring local weather, news, announcements from the Sheriff’s Secret Police, mysterious lights in the night sky, dark hooded figures with unknowable powers, and cultural events. Turn on your radio and hide. Odcinków jest dużo.
    Strona tu: http://www.welcometonightvale.com/ a na stronie linki do odcinków
    I w ogóle w ogóle w ogóle to… w październiku przyjeżdżają z występem na żywo do Wwy (jak kto się zakocha, to może chcieć zobaczyć taki występ)! Jak ktoś już promował Night Vale przede mną, to przepraszam za powtórkę, dziękuję za uwagę i idę się schować 🙂

  6. I po takich historiach ja mam niby jutro zostać w domu sama z dwójką małych dzieci i kotem?! Na noc?!
    Toż to z nimi nie mogę nawet sobie spokojnie paść na zawał, bo kto z nimi zostanie?
    Ani się zes**** ze strachu, bo mi odpieluchowanie szlag trafi.
    A pozytywek i innych grających często bez powodu, bo przecież zapapranie obwodów kaszką czy inną dziecięcą papką powodem nie jest, bez liku w pokoju obok. Aaa!

    • Ale widzisz, masz racjonalne wytłumaczenie: „kaszka w obwodach dziecięcej zabawki”.
      JA NIE MAM W DOMU DZIECIĘCYCH GRAJĄCYCH ZABAWEK.
      Kilka pluszaków i jeden zamek Lego. Bez pozytywek.

    • Mały. Wróbelek size albo mniejszy. I dość aktualnie PŁASKI – raczej nic środku nie ma.
      PS. Dziękuję za uściślenie kwestii medycznych.

  7. no nie
    nie
    nie
    i jeszcze raz NIE, a nawet „NI!!!”
    to było do szparagów.
    Nienawidzimy się. One mnie kiedyś chciały zabić….. daaawno temu. Straszna historia, straszna…

    pozytywka brrr. Też bym się zabarykadowała i rozważała zejście lub defekację.
    Ale ja mam 4 koty, y’know, i one czasem lepiej robią niż pozytywka.
    np.
    noc, cisza, półmrok, żywego ducha (he, he) poza mną i Nierobami w domu, gdy nagle któryś z nich tu-tup! zeskakuje z tego, na czym siedział był, dyrda na środek pokoju i z przerażającym napięciem lampi się w….
    w nic.
    Nic przed kotem nie ma. Ani robaczka, ani pyłku w powietrzu, niczego, co mogłoby tłumaczyć pilne śledzenie wzrokiem CZEGOŚ.
    Czegoś, co przemieszcza się wskroś pomieszczenia, no bo inaczej dlaczego kot to COŚ, czego ja nie widzę, śledzi oczami?….
    mam wtedy ochotę zakopać się gdzieś pod tynkiem…
    or albo inaczej – siedzę sobie c/a 4 nad ranem oglądając Dark Water, bohaterka wspina się właśnie po nocy na potężny zbiornik z wodą, w którym COŚ NAGLE jak nie pierdolnie OD WEWNĄTRZ – oczywiście w akompaniamencie narastającej grozy odpowiedniej muzyki – i nagle w tym napięciu i ciszy zapadłej po PIERDOLNIĘCIU spod krzesła słyszę „mAAAAA-AAAH-MAAAAAOOOOOOUUUUUUUUUUUU!”
    i zanim odpadnę od sufitu, na który posłał mnie ten dźwięk, dociera do mnie, że to moja kocia najstarsza Starowinka obudziła się sama w łóżku, stęskniła za personelem i przylazła wyegzekwować mizianki….
    tak że ogólnie podzielam.
    upodobanie do oglądania rzeczy skutkujących takimi wizjami również, a jakże….

    • O tak! Gapienie się na NIC jest zabójcze. Albo nagle koci grzbiet, prych i zwiewka. Idę z zawałem i włosami dęba, sprawdzam i oczywiście nic, nawet paproszka. I za każdym razem się nabieram. 🙂

    • O tak! Gapienie się na NIC jest zabójcze. Albo nagle koci grzbiet, prych i zwiewka. Idę z zawałem i włosami dęba, sprawdzam i oczywiście nic, nawet paproszka. I za każdym razem się nabieram. 🙂 jhsifbbhk bhduiw Bo mi wyświetliło, że to duplikat!!!

    • Szczypawka spała chrapiąc jak stary bosman.
      Gdyby mi wtedy odwaliła numer z nadstawianiem uszu i gapieniem się w NIC, to zaprawdę, o pewnych rzeczach fizjologicznych nie pisałabym w trybie przypuszczającym!

      • uj, nie. na szacunek to to bynajmniej nie zasługuje – raczej na wymowne postukanie się w głowę, bo przecież robić sobie takie kuku na własne życzenie to trzeba mieć nawalone w czaszce jak kaczka w dupie, pardon my Klatchian.
        przecież ja to potem odchorowuję niespaniem nocnym, bo COŚ MI SZUŚCI w chacie, i co gorsza, niczego się nie uczę na zaś…. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*