O CIEMNEJ STRONIE OSOBOWOŚCI

 

Doszłam do wniosku, że skoro jesteśmy na tym blogasku O KROK od handlu prochami, a jak wiadomo – narkomani są bezwstydni i nie mają zahamowań oraz tajemnic, to dziś pora na WYZNANIA.

Wyznanie nr 1.

Nie mogę patrzeć na sandały Birkenstock.

Od patrzenia na nie ogarnia mnie stężenie pośmiertne i gałki oczne wywracają mi się do środka głowy.

Założyłabym sandały Birkenstock tylko w przypadku szantażu i tylko wtedy, gdyby życie kogoś najbliższego od tego zależało.

 

No dobra, to był light, bo wielu osobom się nie podobają Birkeny. To może cięższy kaliber.

 

Wyznanie nr 2.

Nie dałam rady obejrzeć „Breaking Bad”.

Dobrnęłam do trzeciego odcinka, na siłę i zmuszając się, żeby nie wyłączyć.

Jest to widowisko na zmianę potwornie smutne i potwornie żenujące, kompletnie nie udało mi się żadnego bohatera ani polubić, ani znienawidzić na tyle, żeby interesowało mnie, co im się dalej przytrafiło.

 

To było niezłe, nie? No to tera PA TO:

 

Wyznanie nr 3.

Nie trafiłam jeszcze na chleb pieczony w domu, który by mi smakował.

Albo trafiałam na takie z maszyny, które przypominają przesuszone ciasto drożdżowe, bez smaku i bez wdzięku, albo na ciężkie, gliniaste i zakalcowate twory. Uwielbiam grubą chlebową skórkę, chrupiącą albo przypaloną, tymczasem te domowe nie mają skórki, tylko jakieś biedne, niemające z prawdziwą skórką wiele wspólnego, smutne namiastki. W dodatku nie znoszę chleba z dosypywanym całym ziarnem, a te „domowe” przepisy się w tym lubują, wręcz widziałam taki jeden ZUPEŁNIE BEZ MĄKI, tylko z samych nasion. (Ludzie TO NIE SĄ KANARKI ANI PAPUGI!…)

Jadłam bułeczki hamburgerowe czy pitowe albo podpłomyki – nawet OK, to można upiec w domu i jest smaczne. Ale CHLEB? Tylko z dobrej piekarni (nie mówię o tych pustych skorupach z supermarketów, po których mam zgagę i którymi po ostygnięciu można wbijać gwoździe – nawet na bułkę tartą się nie nadają!).

I po prostu nie rozumiem tej całej kotłowaniny i tracenia czasu, kiedy można w wiejskim sklepiku kupić za niewielki pieniądz znakomity, pachnący pszenno – żytni bochenek (do wiejskich i podmiejskich sklepików dostarczają zwykle pyszny chleb z lokalnych piekarni).

 

To możecie teraz sobie na mnie używać.

A ja sobie poeksperymentuję na własnym organizmie – znalazłam tabletkę pyralginy! JUHUUU! Będzie się działo! Zdam relację.

32 Replies to “O CIEMNEJ STRONIE OSOBOWOŚCI”

  1. Goga, ja normalnie jak widzę futro, to wtykam w to nogę bez pytania, ale w TO – NIE. NIE I JUŻ!…
    Tak nawet myślałam – takie paskudy to muszą być wygodne. I przymierzyłam. I kurna, ja muszę mieć jakąś INNĄ ANATOMICZNIE nogę, bo w ogóle to korytko w podeszwie nie miało kształtu MOJEJ STOPY i ta stopa nijak nie miała szans się w tym ułożyć WYGODNIE!…

    A ze Shameless mam tak samo! Wszyscy och i ach, a ja się przemęczyłam przez dwa odcinki i nie zażarło! No nie mój typ, po prostu.

  2. z Breaaking Bad odpadłam po piereszym odcinku. chleb podobnie, maszynę sprzedałam po trzech próbach. a ten twór z karmy dla kanarków to jest zupełne nieporozumienie.

  3. Posłuchaj Barb:
    Breaking Bad ma słaby początek, ale za to potem już Cię niczym nie oderwą, noce zarywałam.
    Za to polecam absolutnie nieprawdopodobny Shameless US. Mistrzostwo świata, nawet mój mąż ponurak zarykuje się jak szalony:)

  4. Tak sobie czytam o tych prochach i czytam i się zastanawiam. czy Ty masz migreny? Bo jak tak, to może jednak coś na migrenę? Moja lekarka przepisuje mi lek o wdzięcznej nazwie Frimig (inne nazwy to Cinie i Summamigren). Serio, ani Pyralgina, ani Ketonal (forte), ani żadne inne przeciwbóle nie robiły mi tak dobrze jak ten Frimig. Bo wiesz, jak boli dzień w dzień, to może pora do lekarza zajść.

    Chleb z maszyny to niekoniecznie jest chleb, tylko ciasto drożdżowe. No chyba że ktoś potrafi w maszynie chleb na zakwasie upiec, to się nie wypowiadam. Ja piekę w piekarniku, na zakwasie i jest świetny. Lepszy nawet niż ten pszenno-żytni z lokalnej piekarni (mamy we wsi takich piekarni z pięć). A ten chleb z samych ziaren upiekłam dwa razy – pierwszy i ostatni 😉

    Pozdrowienia dla Szczypawki!

  5. Łoj tam, birkenstocki. Ja mam na nogach PODRÓBY birkensztoka 😀 Kto da więcej? 🙂
    Być może powinnam wcześniej ostrzec osoby o słabych nerwach, by tego nie czytały, ale teraz i tak za późno 😉 Mogę więc dodać bez obaw (bo kto miał paść na zawał i tak już padł), że chleb z maszyny nie musi być do bani – wszystko jest kwestią wprawy i gustu, oczywiste.
    A że Breaking Bad jest męczące nie tylko dla mnie – pociesza niejako. Przebrnęłam przez dwa rozdziały, cały czas szukając jakiegoś drugiego dna albo innej cholery, ale jakoś dalej nie poszło.

  6. 1 – sandały – kompletnie nie ma do nich stosunku
    2 – BB – mam dokładnie to samo 🙂
    3 – chleb żytni domowy (bez droż∂ży, bez pszenicy, na zakwasie) – piekę od roku. Nie ma nic lepszego. Wyslę kurierem :))

  7. A propos handlu prochami – usłyszałam dziś historyjkę od znajomego koziarza, o tym jak to wujek dużo pił („Wtedy z bosmanem piliśmy szklankami. Spirytus!”) i ciocia mu rano parzyła herbatkę z piołunu, na kaca. Wujek chodził po tej herbatce znieczulony i rozanielony, i spokojny był jak kucyk w ekozagrodzie z permakulturą. Szukam sadzonek piołunu.

    A chleb z wiejskiej piekarni to albo jakiś mit, albo dostępny tylko w Polsce „A”. U nas, w Polsce „G”, nawet w wiejskim sklepie mają tylko pszenne gnioty z sieciówki. Jadam chleb może raz w tygodniu, bo szkoda mi czasu na robienie śniadania, więc jeśli kiedyś uda mi się upiec jadalny chleb, wrzucę go w kategorię „ciasto od święta”. W końcu można sobie czasem upiec ciasto w domu, nawet jeśli dokoła pełno cukierni?

    Aha, a takie coś z samych ziaren jadłam, bo moja kuzynka dała się ponieść wzburzonej fali antyglutenowców i mi próbkę tego czegoś przywiozła (i musiałam wysłuchać całej bezglutenowej ewangelii i wielu pokrewnych teorii spiskowych), i to NIE BYŁ CHLEB. Owszem, dało się zjeść (najwygodniej – łyżką z miseczki), ale nie o take Polske walczyłem.

    Okres pyralginowy miałam w czasach liceum i też już wyczerpałam limit i na mnie nie działa :-/ Idę szukać tego piołunu.

  8. serial musi byc w chuj ciekawy, skoro nigdy na niego nie trafiłam, ale sandałki! weszłam na stronę i klikam na damskie, a tam wciąz to badziewie, to jakiś Norweg chyba projektował, oni tam po kamieniach chodzą, nie mogą mieć wygodnych butów

    • O rany, drugie „nie” aż wrzeszczące nie, dotyczy sandałków wspomnianych. To jakieś ortopedyczne odzienie na nóżki, czy co..?

  9. Ha! Nie masz jak pyralgina na migrenę, nawet taką z nudnościami i powidokami. Jak nie pomoże, zostaje jeszcze ketonal. Komentarz niesponsorowany 😉

    • Ja zawsze mówię, że ketonal forte to najlepszy przyjaciel migrenowca.
      Chyba, że ból głowy powoduje żołądek, wtedy nawet ketonal rady nie daje.

      Ostatnia migrena uziemniła mnie w zeszły piątek w domu. W pracy i tak myśleli, że postanowiłam sobie przedłużyć weekend. I udowadniaj człowieku żeś nie wielbłąd.

    • W pierwszej chwili wzięłam tę ikonkę stópki za słuchawkę telefonu i się zdziwiłam dlaczego każdy but ma swój własny numer wewnętrzny 😀

  10. Pyralgina jest moim odkryciem w tym roku. Jako jedyna poradziła sobie z zapaleniem nerwu trójdzielnego. Więc może i Tobie pomoże, aczkolwiek doradzałabym wizytę u neurologa, bo coś za często boli Cię ta głowa.

  11. Rany, przecież chleb z maszyny to nie jest chleb! Ja piekę w domu na własnym zakwasie, ale to trzeba umieć, bo inaczej faktycznie robi się glina. ;D od czasu do czasu piekę też orkiszowy na drożdżach, ale to pachnie i smakuje tak, że w ciągu pół dnia już całego bochenka nie ma! Najlepszy jest posypany ziarnami dyni lub czarnym sezamem, mnią 😉 i mimo, że mieszkam, wydawałoby się, na prowincji, z dala od wielkich miast, to jakoś dotąd nie znalazłam w okolicy fajnej piekarni z dobrym chlebem, obawiam się, że zwykłe i ordynarne urban legend. ;D

  12. Też nie wiedziałam jak wyglądają takie sandały… i też ich nie lubię 😉
    Choć kiedyś po domu nosiłam klapki z kolcami a la pielęgniara i muszę przyznać, że to była jedyna zima kiedy miałam ciepłe stopy…

    BB nie widziałam ani jednego odcinka i nie zamierzam 😉

    Chleb? Piekłam, smaczny był (z maszyny porażka!)
    Ale od kiedy otworzyli mi pod blokiem piekarenkę z chlebem z Kaszub, stwierdziłam, że nie ma sensu. Szkoda mojej pracy i całego tego zachodu. Chleb od nich to poezja! długo nie czerstwieje i się nie kruszy. Jakby ktoś w okolicach Trójmiasta miał okazję, to polecam piekarnię Janca, mają kilka punktów sprzedaży. Widziałam ich miejscówkę – w zagajniku pod Żukowem. W takim miejscu chleb MUSI wychodzić obłędny 😀

  13. Nie no chleb z maszyny to jakas pomylka.

    Ostatni chleb domowej roboty ZNAKOMITY ktory jadlam byl pieczony przez moja babcie, na wlasnorecznie zrobionym zakwasie, w tradycyjnym piecu chlebowym, opalanym drewnem (takim, co to na gorze owego pieca jest miejsce na materac i gdzie w zimie gospodarze zwykli byli spac :))
    Niestety, babcia juz dawno nie zyje, a i chalupy z tym piecem rowniez nie ma. Szkoda.

    Natomiast co do Birkenstockow mysle ze troche przesadzasz albo inaczej: robia je juz calkiem ladne. Ja mialam takie, tyle ze w kolorze kobaltowym:
    https://www.surfdome.com/birkenstock_shoes_-_birkenstock_florida_shoes_-_silver-133102
    Chyba najwygodniejsze buty jakie w ogole kiedykolwiek mialam…

  14. Taka ze mnie „faszjonistka”, że musiałam sobie wygooglać te sandały, no i tak….masz racje. Ja nawet nie wiedziałam,,że one mają jakąs specjalną nazwe i styl. Myslałam,że to są po prostu „brzydkie buty na lato” a tu prosze o 😀

  15. Bo chleba się w maszynie nie piecze i tyle. Robiłam kiedyś przegenialny chleb, pszenno-żytni ma się rozumieć, na wlasnoręcznie wyhodowanym zakwasie żytnim i wychodził taki, ze musiałam przestać piec, bo zżeraliśmy cały tego samego dnia 🙂 I z ziaren to miał tylko mak na wierzchu. O chrupiącej skórce nawet nie wspominam, bo to oczywista oczywistość 🙂
    I najśmieszniejsze, że roboty było przy nim tyle co nic, no sam się robił prawie.

  16. Projektant tych sandałów chyba musi jeść wieczorem własnoręcznie upieczony, gliniasty chleb. Potem ma ciężkie sny, po których siada i projektuje takie koszmarki.
    Dobra byłaś, że dotrwałaś do trzeciego odcinka Breaking Bad, bo kiedyś zasiadłam do oglądania tego serialu, zewsząd słysząc pienia zachwytu, włączyłam i po 15 minutach wyłączyłam. Niektórzy oceniają ludzi po pierwszym wrażeniu (mówi się, że nawet wszyscy) a mnie wystarczy 15 minut na serial (oszukuję, bo po 5 już wiem a te 10 to koło ratunkowe a nuż coś zaiskrzy i oby nie monitor).

    Doskonały chleb piekła moja mama. Mieliśmy w dużej kuchni bardzo duży piec chlebowy. Nawet przy obecnej figurze, ofierze konsumpcji i kilku ciąż mogłabym wejść do niego swobodnie na kilka zdrowasiek.
    Mieliśmy też wielką dzieżę, w której mama zaczyniała chleb wieczorem. Wyrastał przez noc w okutanej kocami dzieży. Rano miesiła go bardzo długo i wykładała na blachy do wyrośnięcia. Nie było mody na ziarna, więc był zwyczajny, pszenno-żytni. W piecu paliło się tak, że zastanawiałam się czasem, czy cegły nie proszą o litość, takie były czerwone. Po upieczeniu skórkę smarowało się skórką od słoniny. I to był chleb!
    Sama nie upiekłam ani bochenka. Mam kilka piekarni na bazarku i pysznego chleba skolko ugodno.
    Także ten tego, te Twoje wyznania to takie trochę lajtowe wyszły 😉 Nieświadome wychodzą Ci mocniejsze 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*