O TYM, ŻE TA WIOSNA NIE MA Z CZEGO BYĆ DUMNA PÓKI CO

 

Kładę się spać z bolącą głową, wstaję z bolącą głową. Nawet nie mam siły się cieszyć, że malutki powykręcany modrzew nie zmarzł i ma zielone kropeczki na gałęziach. Grzesiek House by mi się przydał – zaraz by zdiagnozował tasiemca bąblowca w mózgu albo lupus (z tym, że to prawie nigdy nie jest lupus). W dodatku pies mi śpi na głowie, A TO COŚ ZNACZY – zwierzęta zawsze się przytulają tam, gdzie choroba. Na solpadeinę to już się chyba uodporniłam, bo tylko mi po niej niedobrze, a łeb boli jak bolał.

Jakaś ta wiosna bez sensu i rozmemłana.

A Szczypawka była u fryzjera i teraz jest aksamitna i zalotna. Pogadałyśmy sobie z panią strzygącą (strzygą?) o życiu i o psach; podobno teraz w modzie są maltańczyki (jorki już passe). Poruszałyśmy tematy „Jak delikatnie powiedzieć właścicielowi, że ukochany pieseczek nie bardzo się kwalifikuje do wystawiania” (bo z psami to wie pani, jak z dziećmi – każde najpiękniejsze i najzdolniejsze – dla rodzica). Albo – jak się nie roześmiać, kiedy przychodzi pan z jorkiem o imieniu TYSON. Albo KILLER. Całe trzydzieści pięć centymetrów grozy! Lub pani ze sznaucerem i prosi, żeby zrobić psu kitkę. SZNAUCEROWI!… Ludzie czasem są bez pojęcia.

W międzyczasie jeszcze byliśmy u Zebry na obiadku; jak już wspominałam, szwagier ma ostry przypadek syndromu Bogumiła Niechcica – aktualnie warzy piwo. Polega to na tym, że ciągle nosi w tę i nazad wielkie gary i wiaderka, w których coś gotuje (nie pachnie to pięknie, o nie!) albo przelewa z jednego w drugie. Najbardziej mi się podobało, jak ustawił jedno na szafce, drugie na podłodze i z tego wyżej leciało wężem do tego niżej, a to co zleciało szwagier nabierał dzbankiem i wlewał z powrotem do tego wiadra na szafce. Bardzo dobry pomysł na terapię zajęciową w zakładzie psychiatrycznym. Trochę się ożywiłam, jak wyciągnął z lodówki plastikowe torebeczki z zielonymi bobkami – nie ukrywam, że wyglądało to całkiem w stylu wczesnej Nancy Botwin – no NARESZCIE coś fajnego na rodzinnej imprezie! Okazało się azaliż, że to drogocenne GRANULATY CHMIELU i nie będziemy tego ani palić, ani wcierać w dziąsła, ani w żaden inny sposób czy innym otworem wprowadzać do organizmu – wolno tylko delikatnie POWĄCHAĆ („Czy czujesz ten cytrusowy aromat złamany oleistą nutą?”). Jedyne co czułam, to ZAWÓD, że tacy jesteśmy beznadziejnie nudni i konserwatywni i znowu fpizdu cała nadzieja i żadnej rozrywki.

Dobrze, że przez przypadek odkryłam serial o psychopatycznych baletnicach na pocieszenie. Chociaż tyle.

24 Replies to “O TYM, ŻE TA WIOSNA NIE MA Z CZEGO BYĆ DUMNA PÓKI CO”

    • To jest genialne i bardzo bym takie chciała, tylko że jakoś te MOJE pająki z rzadka tak grzecznie siedzą w miejscu i czekają, aż się je złapie! Zwykle popierniczają po ścianie / podłodze / suficie w dość szybkim tempie!

  1. Mój mąż miał kiedyś taką fantazję by nabyć ratlerka i dać mu na imię Bismarck. Uważał, że to taki świetny dowcip. Ale później się ożenił i chyba przestało mu być do śmiechu bo pomysł z ratlerkiem umarł. Teraz mamy zwykłego, nudnego, 45-kilogramowego owczarka niemieckiego. Z niemieckiego psa nie da rady za bardzo żartować 🙂

    • Dobrze, że nic nie piłam, gdy zaczęłam to czytać, bo byłoby po laptopie 😀 Teraz, gdy zobaczę jakiegoś ratlerka to nie będę umiała inaczej o nim myśleć niż Bismarck 😀

    • No tak, w drugą stronę to nie jest aż takie widowiskowe, co prawda można nazwać bernardyna „Puszek” albo „Marlenka”, ale to nie to samo…

  2. Lepszy Bogumił Niechcic niż Emilia Korczyńska. W sobotę i niedzielę globus z migreną w dowolnych konfiguracjach. Tak, serio, prawdziwy globus histericus :(((
    Chyba miałam arystokratycznych przodków.

    Bogumiła brak a wino (nastawione we wrześniu) jakoś samo się nie chce zlać. Z rurki plumkającej chyba woda odparowała…

  3. O, a ja parę dni temu podjęłam piątą próbę zrobienia zakwasu żytniego. I chyba tym razem odtrąbię sukces, chociaz wciąż mam za zimno w chałupie na ten zakwas!
    Dziś może zacznę robić chleb (a skończę za dwa dni, ha ha). Widzę, że i mnie dopadła bogumiłowa zaraza.
    Do zakwasu w ogóle nie mam szczęścia, moje mi nie wychodzą, cudze zabijam, a jeden potłukłam zanim doszłam do domu.

      • Mnie też dopadła „klątwa zakwasu”. Chciałam zrobić Mamie niespodziankę, że sobie chleb upieczemy, z kozim serem zjemy, winem jeżynowym popijemy i w ogóle wiecie, rozumiecie, takie prawdziwe wakacje na wsi, czy coś. Zakwas miałam ze sklepu, się okazało że trochę przeterminowany, bo dawno temu go kupiłam i całkiem zapomniałam, że miałam kiedyś upiec chleb, ale OJ TAM. No i wyszedł mi taki chleb do staropolskiego witania gości chlebem i solą: bochenkiem rozkwasza się gościowi łeb, a rany solą posypuje.
        Ale kurczaki zjadły, więc się nie zmarnowało.

        A na Solpie jadę od dwóch tygodni i też już mi tylko niedobrze. Czas odkryć nowe, lepsze prochy. Ktoś, coś…?

  4. A u mnie zadziałało zamienienie migreny na endometriozę 😉 Jak mnie raz walnął atak endo, to się zaczęłam modlić o powrót migreny. Tyle, że endo atakuje z zabójczą regularnością raz w miesiącu na kilka dni i za nic ma zmiany ciśnienia czy pogodowe. No a poza tym nic tak nie pomaga człowiekowi jak wiedza, że inny ma gorzej, to się na coś przydam. Ale żeby nie było za słodko, to od dwóch miesięcy jestem na leku, który małpę pokonał i póki co boję się, że migrena wróci.

    • „Flesh and bone” – numer polega na tym, że grają autentyczne balleriny, a nie aktorki udające tancerki. I główna bohaterka naprawdę pięknie tańczy! Chociaż aktorka z niej jak z koziej dupy wachlarz, bo ma tylko jedną minę. No ale ma CIĘŻKIE ŻYCIE i PRZEBOGATĄ PSYCHIKĘ, w dodatku każda balerina oraz balerin są dokładnie porąbani, co chwilę wychodzą jakieś MROCZNE SEKRETY, narkotyki, anoreksje, ruscy gangsterzy – paluszki lizać!
      Fajne sceny tańca, mogłoby być ich więcej.

  5. Podobno jestesmy w tym wieku (bo szwagier, zakladam, nie jest o 30 lat starszy?) ze wiesz, jedni kupuja harleya, inni sportowe auto, inni powiekszaja cycki (no, w tym przypadku to innE) itd.
    Mój malzonek przymieza sie do roweru za cene malego, uzywanego samochodu. A mi nowe siwe wlosy rosna jak na to patrze, bo wiem, naprawde WIEM, ile razy on tego roweru uzyje. Ale zadna dyskusja nie ma tu racji bytu… (Przerabialismy juz maszyne do cwiczen – aktualnie oddana komus wreszcie, oraz wyposazenie na wspinaczki wysokogórskie, lacznie z rakami na lodowiec. )

    A z ta glowa na wiosne tez tak mialam, i potem na zime to samo – 3 miesiace nieprzerwanego napie*dalania. Przez prawie 20 lat. A gdzies tak od 2-3 lat jest nagle o wiele lepiej, kompletnie ni z gruszki ni z pietruszki. Wiec moze tez Ci sie odmieni?

    • Bba. Sama mam orbitreka i stepper. Stoją w kanciapie.
      Jakby szwagier zrobił sobie cycki, to by dopiero było!

      Najwidoczniej z tymi głowami takie się trafiłyśmy WRAŻLIWE I SUBTELNE (jego mać). Może zacząć pić wieczorami, flaszka wina wieczorem i rano się człowiek nie zastanawia, od czego boli łeb, bo boli WSZYSTKO z powodu kaca i zagadka rozwiązana! HA!

      • o tak, wrazliwosc i subtelnosc, podoba mi sie – doskonale usprawiedliwia picie wina, prawda?

        a co do szwagra – no nie da sie ukryc, to by niewatpliwie bylo cos! Co prawda bardziej w stylu Pameli Anderson zamiast Nancy Botwin – ale zawsze to jakies urozmaicenie rodzinnych nasiadówek. Przynajmniej na jakis czas.

  6. spróbuj Saridonu. ja też się uodporniłam na Solpadeinę niestety.
    (chcę na taką terapię zajęciową! ewentualnie może być coś z grzebaniem w ziemi, sianie, rozsadzanie, szczepienie, itp…). czy też jestem Bogumiłem????

    • Chyba tak. Najwyraźniej zaraza bogumiłowa się rozszerza (ja mam postać lekką, kupiłam dwa bluszcze i bukszpan w Biedrze przed świętami).

      A co do proszków – naprawdę kocham chemię, wierzę w chemię, ale chwilowo mój żołądek i wątroba się zbuntowały. A są mi bardzo potrzebne, mam w planach jeszcze wiele hiszpańskiego wina i jedzenia.

      • właściwie chyba wolę Bogumiłem, niż Barbarą, chociaż czasem też przejawiam syndrom.
        muszę ogarnąć zieleninę na balkon, więc się trochę zreazlizuję w weekend.

        a tak, prawda, jeśli coś ma niszczyć wątrobę, to wino zdecydowanie lepsze, niż paracetamol 😉

      • Solpadeina jest na paracetamolu, saridon zresztą też. Wątroba ich BARDZO nie lubi, jak są łączone z alkoholem. Odpuść wino na tydzień, spróbuj nurofenu plus- czyli ibuprofenu z kodeiną, ale koniecznie po chociaż minimalnym posiłku- nie na pusty żołądek. Na mnie działa ketonal, ale to Rp.

        • Ja sobie zdaję sprawę, że mam opinię lekko dziabniętej (albo nieco mocniej), ale nie jestem na tyle PIERDOLNIĘTA, żeby mieszać proszki przeciwbólowe z alkoholem NA MIŁY BUK!
          Od dawna już (westch) nie piję winka wieczorami; tyle, co na imprezach no i na WYJAZDACH 🙂
          Dziwnym trafem, w Hiszpanii jakoś w ogóle mnie głowa nie boli!

          • Przepraszam 😉 Nie wiedziałam. Bo po wieczornym kieliszku wina- nawet jednym- paracetamol rano też nie robi najlepiej…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*