O PIÓROPUSZU I HULAJNOGACH

Upał jest taki, że kiedy siedziałam z Mangustą na tarasie i wyskoczyła mi reklama indiańskiego pióropusza, to trzy razy sprawdzałam, czy dobrze widzę, czy może wpuścić sobie do oczu krople. Ale nie – pióropusz indiański (żeby było ciekawiej – w sklepie z rękodziełem z Bali, czyli globalizacja na pełnej). Opis zachwalał pióropusz jako pasujący do wielu stylizacji, w tym boho i etno, a jak już go z siebie zdejmiemy, to będzie stanowił wspaniały element wyposażenia wnętrza. Kup teraz. Zwizualizowałam sobie siebie w pióropuszu i sukience z Zary i próbującą wsiąść w tym do samochodu. Albo chociaż przejść przez drzwi, na przykład do naszej babskiej knajpy z drinkami w podziemiach. Jak to mówią w anglojęzycznych filmach romantycznych – tempting, but no. Oraz – sprawdzić, czy są opracowania naukowe na temat „Motywacje ludzi z Europy Centralnej, którzy kupują pióropusze indiańskie”

Apropos filmów anglojęzycznych – zapomniałam, że jeszcze dwa sezony „Kulawych koni” do obejrzenia! Dzięki za przypomnienie, oraz zamówiłam książki (w oczekiwaniu na nowego Cormorana). Na Netflixie obiecująco wyglądają „Black Doves”, a „Syreny” takie do obejrzenia i zapomnienia, ale Julianne Moore – zjawiskowa. Piękna i promienna, mimo że kazali jej chodzić na zmianę w rajstopach na całe ciało i prześcieradłach na jedno ramię. Mało kto by wyglądał pięknie w takich obrzydlistwach, a ona dała radę. Za to Kevin Bacon (którego kocham za Footloose i za to, że jest mężem podkomisarz Brendy Johnson od zawsze) – trochę za chudy, na moje oko. Jakiś taki zasuszony jak rodzynka sułtańska (pewnie zazdrość przeze mnie przemawia, bo ja z kolei za gruba).

Spaceruję z Mangustą po okolicy i uważam, że uliczki spacerowe przeznaczone jednocześnie dla pieszych i rowerów to jest niedobry pomysł. Na przykład dlatego, że oprócz rowerów jeżdżą te je…lerne elektryczne HULAJNOGI – nie, nie jeżdżą – ZAPIERDALAJĄ. Rower ma hamulce, a to gówno? Nie wiem, ale kilka razy, gdybym nie uskoczyła, toby mnie staranowała. A Mangustę to już nawet nie chcę myśleć – skóra mi cierpnie na samą myśl, u znajomych Zebry była niedawno tragedia, ich jamniczka została przejechana przez rower w parku. A te cholerne hulajnogi są gorsze niż pięćdziesiąt rowerów naraz. Życzę świerzbu i nużeńca wszystkim odpowiedzialnym za wpuszczenie tego gówna do obrotu.

Remont trwa, ale zaczynam mieć nadzieję, że to będzie ŁAZIENKA, bo przez dwa tygodnie najpierw była kupa gruzów, a później nieokreślonego kształtu betonowy bunkier (wiem, że swojego czasu były modne łazienki typu betonowy bunkier – jeszcze ktoś takie robi?…). Oczywiście płytki w ogóle nie wyglądają tak, jak na obrazku w projekcie, ale naprawdę mam to już w nosie. Nie są brzydkie, tylko wiadomo – na żywo żadna wizualizacja nie wygląda jak na zdjęciach. Ładne są, miały być jasne, ponadczasowe, w neutralnych kolorach – i są. Zresztą nawet jakby były brzydkie, to I TAK ZOSTAJĄ – nic już nie będzie zmieniane, BO ZWARIUJĘ i zacznę biegać po okolicy na golasa i kijem od szczotki zrzucać tych buców z hulajnóg elektrycznych.

Czytam „Wyginaczy łyżeczek”. Książka, którą kupiłam w sumie na siłę, bo brakowało mi do darmowej dostawy, a później leżała i leżała na półce do przeczytania, a jest naprawdę fajna, z nerwem i przypomina mi stare, dobre powieści Irvinga o ekscentrycznych rodzinach.

Bardzo bym już chciała mieć pralkę i prysznic, Drogi Pamiętniku.

6 odpowiedzi na “O PIÓROPUSZU I HULAJNOGACH”

  1. Oczyma mej rozpasanej duszy zobaczyłam pomnik. Ty niczym damski, golusieńki Św.Jerzy wbijasz kij w wijącego się u stóp hulajnoglistę.

    • No nie, ja ich nie chcę pozabijać (przynajmniej nie od razu), tylko zrzucić z tych cholernych pojazdów siejących chaos i zniszczenie. Strącić w pełnym pędzie i patrzeć, jak cierpią 🙂

Skomentuj -EW Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*