O KLUCZOWEJ PŁYTCE I PEDRO PASCALU

Drogi Pamiętniczku, w poprzedniej notce zapomniałam o najlepszym! Jak ten facet, co chodził do psychiatry, bo zjadał całą filiżankę po kawie, ale zostawiał uszko, a ono jest przecież najlepsze. No więc zapomniałam o naszej rocznicy ślubu! Tradycyjnie, chciałoby się rzec, bo nie pierwszy raz. Ja w ogóle zapominam o urodzinach, imieninach (kto jeszcze obchodzi imieniny? kaman!), a N. pamięta i mi WYPOMINA. Do czego to podobne, zwykle to kobieta jest jak chodzący kalendarz z kukułką i składa życzenia i ogólnie jest na bieżąco, a u nas ODWROTNIE. No więc zapomniałam, N. mi złośliwie przypomniał, wtopa straszna, tym bardziej, że rocznica OKRĄGŁA dwudziesta (co?… KTÓRA??? Dlaczego? Kiedy to minęło? SKĄD NAGLE TYLE LAT??? AAAAA!…).

Zresztą i tak chwilowo mamy ograniczone pole manewru, bo ten remont (znaczy – na razie malownicza ruina, fachowiec sobie pojechał na długi weekend, bo i tak nie ma jakiejś jednej ARCYWAŻNEJ płytki, od której on musi zacząć, bo jak nie, to dupa zbita i nic nie wyjdzie, a płytka będzie w poniedziałek – o ile dojedzie, no bo ten co ją przywozi pewnie też ma długi weekend, a w długi weekend gospodarka stoi) (a ja zwariuję).

W związku z czym przyjechał facet po kontener, w którym spoczywała (w pokoju) nasza łazienka rozbita na fragmenty. Czyniłam honory domu i wpuszczałam pana na teren posesji, za co pan nagrodził mnie, wysiadając z kabiny, okazaniem pośladków. No – nie całych, w zasadzie tylko górnej części. I przedziałka. Totalnie nie byłam na to przygotowana i część dnia spędziłam później na rozważaniach filozoficznych – mój Boże, człowiek wstaje rano, niczego się nie spodziewając, a tu życie ma dla niego cudze męskie pośladki z zaskoczenia! No naprawdę.

Jednak życie pełne jest zasadzek i znienacków.

Czytam naprawdę dobry japoński kryminał „Podejrzany X”. Najlepsze, że od początku wiemy kto zabił, a i tak książka jest niesamowicie wciągająca i zdecydowanie zamierzam kupić kolejną tego autora. 

Reasumując – dalszy rozwój wydarzeń zależy od przyjazdu płytki. Stay tuned for the next episode.

PS. Dokonałam odkrycia – włączyłam sobie jakiś późny odcinek „Mentalista” dla odprężenia, a tu agentka Lisbon ma romans z Pedro Pascalem! Jeszcze bez zarostu, zanim został bożyszczem. I na dodatek ZOSTAWIA GO dla Mentalisty! Ja bardzo lubię Simona Bakera, naprawdę, ale dziś – nie do pomyślenia, żeby jakaś kobieta dobrowolnie zostawiła Pedro Pascala, nawet agentka. No chyba, że mimo zniewalającego uśmiechu jest padalcem, ale na pierwszy rzut oka – nie wygląda.

5 odpowiedzi na “O KLUCZOWEJ PŁYTCE I PEDRO PASCALU”

  1. A ja pamiętałam o Waszej rocznicy! A to dlatego, że niedawno zaglądałam tu na wpisy sprzed lat i akurat trafiłam na ten z czerwca 2005. Wszystkiego najlepszego i wielu kolejnych rocznic!

Skomentuj A.I. Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*