No i teraz co?
Teraz wszyscy będą żyli dalej (z wyjątkiem tych, którzy nie, bo takie są smutne prawa natury). Zdenerwowałam się oczywiście, jak większość ludzi, którzy przeczytali przez ostatni miesiąc coś więcej, niż pasek w TV Republika. Ale czas zająć się życiem. Na zielone dużo patrzeć, to podobno uspokaja. I wąchanie psa (czy ja jestem jakaś NIENORMALNA, że uwielbiam zapach śpiącego psa? Zwłaszcza jak w nocy mnie budzą koszmary i jakieś paskudztwa – wystarczy pogłaskać Mangustę i powąchać i wszystko się wycisza i uspokaja).
W ramach dysocjacji od rzeczywistości zamówiłam w Bonito przesyłeczkę (czy na półce leży sterta książek do przeczytania? NO BA, ale jak tu nie kupować książek w TAKICH OKOLICZNOŚCIACH?). Padło między innymi na drugi tom opowiadań Kuttnera, „Jazdę” Muriel Spark, no i „Kandydata” Żulczyka, bo N. sobie zażyczył. Będę relacjonować.
Będąc na toalecie z Mangustą, rozdeptałam ślimaka i miałam doła przez dwa dni, bo przeczytałam, że te małe prążkowane dranie żyją nawet osiem lat! Może i żyją, ale instynktu zachowawczego nie mają ZA GROSZ. Mają trawnik, mają zarośla pod płotem – nie, muszą wyłazić na ścieżkę! Po co one łażą po bruku, żeby się w brzuch się podrapać? To chyba właściwie nawet nie jest ich brzuch, tylko stopa. Może to jakieś niezrównoważone osobniki, uzależnione od adrenaliny. No dobrze, ale ja mam później wyrzuty sumienia. I patrzę pod nogi, ale jednocześnie muszę patrzeć, czy Mangusta nie spożywa czegoś nielegalnego, w dodatku mam krótki wzrok i właśnie mi się przypomniało, że muszę zamówić szkła. Czyli nie dość, że jestem ślepa, to mam galopującą sklerozę. Która czasem jest fajna, bo odkryłam kilka dni temu bardzo wygodne cienkie dżinsy w gumkę, o których zapomniałam, że je mam. Właściwie to o czym ja chciałam powiedzieć?…
Chyba już zapomniałam. (Jak dzwonię czasem do N., żeby mu coś powiedzieć i on odbierze później, niż po trzecim sygnale, to już się raczej nie dowie, bo zapomniałam. TRZEBA BYŁO ODBIERAĆ SZYBCIEJ).
Idę pooglądać kolorowe spodnie w Etam. Co prawda są piżamowe, ale w obłędnych kolorach i z ładnej wiskozy i ja je później noszę latem jako normalne spodnie i nikt mnie jeszcze nie aresztował (NA RAZIE). NIe będę ograniczać konsumpcji i śladu węglowego dla młodego pokolenia, które głosuje na Mentzena – co to, to nie.
Jazda, moim zdaniem, ani to arcydzieło, ani thriller.
W punktach się odniosę, bo też zaraz pozapominam:
Ad. 1. Zapach pieska- wróciliśmy z wakacji o 3 nad ranem, i jak weszliśmy do domu to nas przywitały pieski nasze zaspane – taki piesek wybudzony ze snu jest w dodatku cieplutki, pachnie jeszcze intensywniej, i te ciepłe pachnące pieski to są dla mnie lepsze niż ciepłe pachnące bułeczki!
Ad. 2. Ślimoki- A CZY WIECIE, że jak chcemy przenieść skądś [zwłaszcza z porowatego chodnika] ślimaka takiego ze skorupką, to przed podniesieniem go powinniśmy zastukać w skorupkę? SERIO. Bo one się tak przysysają do podłoża, i jak go nagle podniesiemy, to możemy mu urwać jakieś flaczki mocujące skorupkę ze ślimakiem- a jak postukamy, to ślimak włącza tryb chowania się w muszelkę, wyłącza tę swoją próżnię i można go łatwiej odczepić od ziemi 🙂
Ad. 3. też ślimoki- u mnie w ogrodzie wyrosły MAŚLAKI, wielkie i piękne, niestety zanim je zebrałam zostały zeżarte przez te paskudne bezskorupkowe ślimaki, też wielkie ale nie piękne. Bu.
Zaspane, ciepłe pieski to najlepsza sprawa pod słońcem. Uwielbiam. 😊
Ostatnie zdanie – w punkt!
tak jest! Idę obejrzeć te spodnie w Etam!
Jeśli był to ślimak nagi, to dobrze mu tak! Jest to zaraza jakich mało, co zeżre wszystko, co spotka na swej drodze (jeśli to będzie kocia karma to też nie szkodzi). Wyjątkowo ich nie znoszę, bo mi wszystko niszczą w ogrodzie i nie mogę się cieszyć plonami (bo przecież nie przyznam, że jestem kiepska ogrodniczką ;))
Ja też uwielbiam zapach mojego Tosinka, i też mnie uspokaja.