SAVE ALL YOUR KISSES FOR ME

Chodzi za mna – taka stara, melodyjna piosenka. A ja wiem, kto to spiewa, zespol nazywa się „Braderhood of Men” i znam ten zespol, bo był nagrany na tasmy w postaci szpul do magnetofonu szpulowego. A magnetofon szpulowy był przyjacielem mojego mlodego dziecinstwa. Jedni mieli misia, inni brata, a ja magnetofon szpulowy 🙂

Story o nabyciu magnetofonu szpulowego znam z dwoch zrodel: tacinego i maminego. Story jest identyczna, tylko – jak w Biblii – jej interpretacja jest diametralnie rozna.

Magnetofon zostal nabyty przez mojego tate za pieniadze, które dostali jako prezent slubny. Tata wspomina ten fakt bardzo milo – pobiegl do sklepu i kupil nowo zalozonej Rodzinie, za która czul się odpowiedzialny, tak potrzebny kazdej komorce spolecznej MAGNETOFON SZPULOWY. Który nastepnie dostarczal wszystkim duzo radosci, wiec była to inwestycja udana.

Mama natomiast mowi tak: „Jeszcze nie zdazylam po weselu oczu otworzyc, a ten już pognal i wywalil polowe pieniedzy na magnetofon. Caly twój tatus i cale zycie był taki.” Czyli – jak rozumiem – inwestycji nie pochwalala.

Nieslusznie, bo magnetofon był fajny, gral „Kisses For Me” i swiecil zielonym oczkiem. Z braku syna, tata nauczyl corke swa ciac i sklejac tasme, zakladac i przewijac szpule, doklejac rozbiegowke, a także nagral calego „Kubusia Puchatka”. Bo wieczorami kazalam mu czytac „Kubusia Puchatka” a on mi co trzy zdania zasypial, musialam go kopac, żeby czytal dalej, wiec raczej trudno mi było usnac.

Coreczki przejawy artystyczne tez nagrywal. Jest taka jedna tasma (zapis z pamieci):

Meski glos: Powiedz wierszyk! Tu powiedz, do tego (w tle – damskie glo No powiedz, powiedz!).
Mój glos dwuipołletni: Siedzi diabel na stodole, slomka jego w pupe kole. (Ja nic na to nie poradze, ze pradziadkowie uczyli mnie poezji ludowej, w dodatku jedna prababcia – po rusku).
Wybuch entuzjazmu w tle: NO slicznie! Piekny wierszyk, co dalej? No powiedz, powiedz, tu do tego powiedz.
Mój glos (ale już cichszy i drzacy, zanikajacy – chyba się na koniec poryczalam): Popatrzcie się wszyscy swięci jak ten diabel pupom kjenci.

Magnetofon sluzyl dlugo, bo mój tata niestety wszystko umie naprawic, ale w koncu ducha wyzional, bo jakis pasek ostatecznie się wysluzyl. Lezy w garazu, a tata się odgraza, ze ON GO JESZCZE NAPRAWI i HO HO! Jak będzie gral. Fajnie by było 🙂

E. wlasnie opowiedziala horror o randkach internetowych – jak to jedna dziewczyna umowila się z facetem z internetu na pizze, on jej cos dosypal do jedzenia, po czym dziewczyna zniknela i znalazla się po tygodniu, ale bez jednej nerki. Kosmetyczka jej opowiedziala. Ten interneto to, panie, wymysl szatana! HANNA! Policz nerki! KTO zagwarantuje, ze to NIE BYŁ Marcys?…

0 Replies to “SAVE ALL YOUR KISSES FOR ME”

  1. No cóż – u mnie w domu stał szpulowiec typu Aria (chyba coś takiego było). Fajny był, miał takie dwa wskaźniczki kanał lewy i kanał prawy – oba byli podświetlane. W związku z bytnością tego urządzenia w domu zmuszony byłem wychowywać się na muzyce The Beatles albowiem mój tato był ich wielkim fanem (ulubiony mój utwór z tamtych lat to Yellow Submarine). Najbardziej mnie jednak kręciło to, że można było zmieniać prędkość obrotów odtwarzania i The Beatles wtedy brzmiało jak stado śpiewających myszy w filmie Disneya.
    Co do taty Barbarelli to ja już teraz rozumiem jedną rzecz. Otóż kiedyś robiłem za drivera u Basi na grilu i teraspolskiej. Samochód stał w cieniu drzewka. Kiedy po imprezie sie pakowaliśmy do samochody, Basia (letko nawalona dzicinka przy pomocy kilku terespolskich, no góra cech) usiłowała nas wypchnąć z podwórka co nie było konieczne. W tym momencie pojawił sie jak spod ziemi tato Basi. Szybkim spojrzeniem ocenił sytuację i zapytał z błyskiem w oku:
    – CO, POPSUŁ SIĘ?
    Teraz już rozumiem SKĄD ten błysk w oku i naprawdę cieszy mnie, że samochód był sprawny…
    Co do nerek i proszków. Ja stosuje metody naturalne i rzeczona powróciła by z takiej randki ewentualnie lekko odchudzona z fałd tłuszczowych lub bez cno… ekhm, ale zboczyłem z tematu!

  2. a czteroletnia ja śpiewałam głosem basowym, bo świeżo po zapaleniu kratni, do magnetofonu kasetowego mono marki Kasprzak o babajadze, co palcem giwa. Po czym zeszłam na tematy przyrodnicze i wyrecytowałam taki o to dwuwiersz:
    Idzie pająk po drabinie.
    Dokąd idziesz, skurwysynie?.
    W tle słychać potem, jak mama daje mi klapa w dupę a ja zanoszę się rykiem basowym.
    :o)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*