O TYM, ŻE NA BRAK ATRAKCJI NIE NARZEKAM

Bardzo klimatycznie się mieszka w domu, który wygląda jak plan horroru. Z mebli zwisają czarne draperie (folia malarska, ale nie bądźmy drobiazgowi), pomieszczenia zamknięte na klucz, do których nie można wchodzić („Lepiej nie oglądaj teraz łazienki, bo będziesz płakać”), wszędzie kurz i brakuje jeszcze tylko bujanego fotela w kacie, który się w nocy kołysze i siedzi w nim staruszka w czarnej sukni i bez twarzy. Kąpać się jeżdżę do ciotki, która wyjechała na wakacje, więc jak czekam na pranie, to sobie czytam książki z lat 90-tych – powieści Judith Krantz ma cały komplet. O święty Frumencjuszu, jaka to jest wspaniała szmira. No ale człowiek z nostalgią pamięta, jak się z wypiekami na policzkach czytało o tych wyższych sferach, podczas gdy osobisty luksus polegał na tym, że się miało aż dwie bluzy z Hofflandu – turkusową i różową – bo na szczęście matka pracowała naprzeciwko i widziała, kiedy coś rzucili. 

Żeby nie było zbyt monotonnie, to Mangusta skończyła dwa latka i pochorowała się CO DO DNIA. Jednego dnia rzyganie, więc zastrzyki i tabletki, a później zaczęła się ślinić. I to było takie okropne, chyba gorsze niż wymioty – widać, że jej niedobrze, nie może sobie znaleźć miejsca, tylko się kręci i siada w różnych miejscach, a z paszczy jej kapie ślina. O mało nie zwariowałam z tego wszystkiego, dopóki nie odstawiłam jej tabletki na refluks – i przeszło. Jak widać – urodziny obeszliśmy hucznie i z efektami specjalnymi. Ja się nie nadaję na psie choroby – od razu robi się ze mnie nerwica najeżona drutem kolczastym i mam ochotę wszystkich bić po łbach łopatą. Oczywiście już zdążyłam sobie wkręcić, że Mangusta zjadła jakieś chemikalia i każdy rozsądny weterynarz powinien NATYCHMIAST zrobić jej płukanie żołądka i chelację, a może nawet dializę, a oni nic, tylko jej wkładają termometr do tyłka i psina się dodatkowo stresuje. Moja teoria miała tylko jedną maleńką lukę – mianowicie brak ewentualnych chemikaliów, które mogła zjeść, bo w remoncie jesteśmy na etapie płyt gipsowo – kartonowych, nawet jeszcze klej się nie pojawił. WOLAŁABYM, ŻEBY JUŻ SIĘ POJAWIŁ, bo mój układ nerwowy składa się ze strzępów i frędzli i w kwestii łazienki jestem coraz bardziej gotowa na PLAN B – w zasadzie wystarczy mi sedes i wąż z wodą. W dupie mam półkę – wnękę na szampon pod prysznicem, naprawdę. 

Żeby nie było całkiem na minusie, to przeczytałam naprawdę dobrą książkę – „Goście weselni”. Dawno nie czytałam wciągającej obyczajówki – zasadniczo po trzech stronach człowiek już wie, czym to się skończy i trochę na siłę przewraca się kolejne kartki, dialogi są beznadziejne, a bohaterowie wycięci z tektury. A ta jest naprawdę, naprawdę niezła. W zasadzie mam tylko jedno zastrzeżenie – jak wykształcona kobieta, wykładowczyni na uniwersytecie (co prawda literatury, ale zawsze) może planować samobójstwo poprzez otrucie się tabletkami dla kota w liczbie sztuk 11? W dodatku o smaku tuńczyka. No więc – to jedno, ale reszta – bardzo mi się podobała. I przez tę książkę zabrałam od ciotki (znaczy pożyczyłam) „Wiek niewinności” Edith Wharton, bo mi narobiła apetytu na literaturę wiktoriańską (główna bohaterka pisze doktorat z Jane Eyre, ale nie może skończyć).

I to tyle u nas. Nie mamy łazienki, ale  za to mamy kontener z gruzem w ogródku. Wolałabym na odwrót.

5 odpowiedzi na “O TYM, ŻE NA BRAK ATRAKCJI NIE NARZEKAM”

  1. Z racji uroczej literówki wyobraziłam sobie kata w pełnym zawodowym rynsztunku, który nocami sieroco się kiwa, a w nim siedzi maluteńka staruszka bez twarzy, cała na czarno i buja się wraz z całym wnętrzem. Czasem coś w katowskim jelicie malowniczo zapulsuje i popłynie dalej.

    A “Gości weselnych” słucham właśnie w Storytelu. Czyta świetnie! Filip Kosior.

  2. półka-wnęka na szampon w dupie zrobiła mi dzień 😀 i powiadam: lepiej mieć kontener na gruz w ogrodzie niż w łazience. Mimo wszystko.
    Budda mówił: this too shall pass, ale chyba nie remontował nigdy łazienki, więc nie wiem czy można mu ufać.
    Anyway, pogody ducha w ten deszczowy poniedziałek! [będą grzyby!]

    • No, z opowieści lekarzy ER wynika, że szampon w dupie jest statystycznie częstym zjawiskiem. Więc czemu nie miałby mieć TAM swojej półki? 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*