O TYM, ŻE CHWILOWA PRZERWA W NADAWANIU

 

Nie ma mnie, bo czytam Hyperiona. Myję zęby i czytam Hyperiona, siekam szczypiorek i czytam Hyperiona, zamiatam taras i czytam Hyperiona. JAKIM CUDEM nie wiedziałam, że jest taka książka?… Nawet Archiwum X zawisło chwilowo na kołku, bo czytam Hyperiona (cztery tłuste tomy, jestem w połowie drugiego). Dobrze, że Radkowiecki od dawna nic nie napisał nowego, to mnie podkusiło, żeby grzebać w archiwum (nikt tak pięknie, soczyście nie pisze o Gupocie Luckiej i nie tylko) i tam znalazłam Hyperiona.

A już myślałam, że nic mnie w życiu nie czeka, jeśli chodzi o literaturę SF. A tu proszę.

(Zalało nas dośc dokumentnie, chcąc nie chcąc mieszkam w krainie tysiąca jezior – właściwie, bajor. Hanka mówi, że będzie jak w „Invasion”, bo tam też mieli sporo wody, z której wychodziło UFO. Jeśli o mnie chodzi –  jestem za takim rozwiązaniem, wolę UFO niż komary).

0 Replies to “O TYM, ŻE CHWILOWA PRZERWA W NADAWANIU”

  1. Endymiony wcale nie gorsze, choć morał nieco słodkawy. Oj, zazdroszczę, ze już nie mogę przeczytać tego po raz pierwszy…

  2. Przeżyliśmy 🙂 i Madryt z nami przeżył też 🙂 Museo rządzi! Sidra rządzi! (lecz trudno trafić na lany). Tapasy rządzą. Vermut del grifo! Jesteśmy oszołomieni. Czekam na nowy piekarnik i rozpoczynam przygodę z empanadą. WIELKIE DZIEKI za pomoc i przewodnictwo. Wypiliśmy Twoje zdrowie pod Palacio Real 🙂 (hmm, jak miałaś czkawkę, to sorry)

  3. W tłumaczeniu, za gruba na oryginał 😉 Ale co, te Endymiony juz nie są takie dobre? Ja mam akurat wysoki próg tolerancji, Diune zmęczyłam wszystkie częsci, chociaz po trzeciej też juz się lekko rozłaziła, ale może faktycznie po „Upadku Hyperiona” zrobię sobie przerwę… na „Metro 2033” (tez nie czytałam! zapuściłam się po prostu SKANDALICZNIE – to gorzej, niz niewydepilowane nogi!).

  4. a to tytuł czy autor
    wiesz, Barb, nie doganiam i powoli tracę łączność. I to nie moja wina!
    wciąż jednak pieszczę się formą 😉

  5. Miałam to samo. A potem przez tydzień non stop nuciłam „Over the Rainbow”, a społeczeństwo uciekało rączo i z dziwnym wyrazem twarzy na sam widok mnie na horyzoncie.

  6. Hyperion – tak sie nazywał dostawca internetu na moim osiedlu dawno temu, w siermiężnych czasach tegoż internetu.
    Dobrze ze szybko czytasz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*