O DOMU WARIATÓW

Na razie nasza relacja ze szczeniaczkiem Mangustą skupia się na tym, że ona bierze do gęby dosłownie WSZYSTKO, a ja jej to próbuję wydłubać. Mam palce pogryzione do drugich stawów, bo szczeniaczkowe ząbki – szpilki plus entuzjazm. Obawiam się, że Mangusta może dojść do wniosku, że ma na imię „ZOSTAW TO” albo „WYPLUJ TO” albo „CO MASZ W GĘBIE”. Bo to najczęściej ode mnie słyszy.

Wczoraj byliśmy na ostatnim szczepieniu zakaźnym – na moje wyjęczane pytanie dostałam radosną odpowiedź „To tak będzie do stałych zębów!”. Ja mam stałe zęby i mało energii, pani doktor, nie wiem czy dociągnę.

Mangusta codziennie zdobywa jakąś sprawność harcerską – na przykład, zorientowała się, że mieści się pod kanapą i teraz tam chętnie przebywa. Pierwszy raz był wspaniały, bo nie wiem, ile lat nikt tam nie zaglądał (ekhem) i psina wyszła cała w pajęczynach i obwieszona suszkami pająków. Gotowa ruchoma dekoracja na Halloween (oczywiście, że się darłam – zdechłych pająków boję się tak samo, jak żywych).

Ja też zdobywam wiedzę, której naprawdę nie potrzebowałam. Na przykład – że śluz ze ślimaka bez skorupy (zorganizowała go sobie na tarasie w TRZY SEKUNDY – jak? skąd?…) bardzo, ale to bardzo trudno usunąć z psiego pyszczka i noska. Robi się z niego taka twarda galareta, jak dobrze przyklejona uszczelka. 

I tak sobie żyjemy – jak w wiktoriańskim domu wariatów. Tylko szpikulca do lobotomii brakuje.

Zdjęcia? Trudno jej zrobić zdjęcie, bo rusza się z prędkością światła.

Dopiero kiedy uśnie, można złapać ostrość.

Gadam z nią, śpiewam jej piosenki, ale za Szczypawką tęsknię cały czas. 

Ale pogoda, co?

10 Replies to “O DOMU WARIATÓW”

  1. Mojej Sadzy nie ma już od 14 lat, Diego odszedł siedem lat temu, a ja ciągle tęsknię. Tego nie da się ominąć i to chyba dobrze, że się nie da. Ale te, które odeszły, na pewno nie mają nam za złe, że nowe zwierzaki znalazły u nas dom. I cieszą się z tego.

    • Mangusia?
      Boska jest. Po odejściu naszej suni, twardo trzymałam się 3 miesiące. Teraz już od 5 lat jest z nami bezdomniak, bardzo dziwnie podobny do BlackMouth Curr, ale koszmarnie tchórzliwy i rozdarty… Cóż, rodziny się nie wybiera😁

  2. Pogoda jak złoto, aż za bardzo, bo ja z frakcji chłodnolubnych.
    Mangusta słodkości, cudeńko!

    Nie da się nie tęsknić, tak to już jest. Wspominam i tesknie do moich dwóch kotów, kocham je nadal.

  3. W tym cała zabawa, żeby się za szczeniakiem naganiać i nawyciągać z pyska. 😉 A potem się za tym tęskni, jak ten czas szaleństwa już minie.
    Nasze czorty pozdrawiają Mangustę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*