No to byliśmy w Łańsku na weekend.
Przyznam, że miałam przed wyjazdem rozkminy o posłuszeństwie obywatelskim i izolacji, ale z drugiej strony – GDZIE będę bardziej odizolowana, niż w środku lasu, gdzie do stołówki na śniadanie jest kilka kilometrów? I mieliśmy zarezerwowaną finkę od paru miesięcy, bo nie jest łatwo o termin. A N. pakował kołowrotki i żyłki i spławiki od dwóch tygodni – nie mogłam mu tego zrobić i spękać przed wyjazdem.
Inna sprawa, że na śniadania nie chodziłam, bo nie można z psami do restauracji, bo gościom przeszkadzają. „To po co państwo takich gości zapraszacie?” – zapytał mój mąż w recepcji, ale nie uzyskał odpowiedzi. Więc śniadania mi przynosili, a ja w tym czasie robiłam z psem jakieś pięć kilometrów po lesie – do drogi, na pomost, dookoła chałupy, znowu na pomost, wzdłuż jeziora… Dawno się tak nie nachodziłam, a Szczypawka to już w ogóle, szalała po lesie jakby na nowo odnalazła swoje powołanie. A miała co tropić, bo dziki krążyły regularnie, a jednego wieczoru (lekko narąbany) N. na tarasie przegadał pół godziny z lisem. Twierdzi, że to była suczka i że poznał po oczach (moim zdaniem, u psowatych się poznaje po brzuchu, no ale on PO OCZACH).
Przeżyliśmy chwilę grozy, kiedy jedna koleżanka dojeżdżała do nas w piątek po zmroku – SAMA i PIERWSZY RAZ, a nie jest łatwo trafić nawet w dzień. Tym bardziej, że nie ma zasięgu ani telefonu, ani GPS-a, a jedzie się leśną drogą ładnych kilkanaście kilometrów – wiele horrorów się tak zaczyna. No i oczywiście się pogubiła, ale zatrzymał się jakiś samochód, wysiadł z niego facet, podszedł do niej… (w tym momencie ja już bym miała trzeci zawał) …i zapytał CZY PANI DO ŁAŃSKA I ZABŁĄDZIŁA? Tak – tam są bardzo mili ludzie i pomocni, ale w środku nocy (i w środku lasu) to człowiek ma, że tak to ujmę, INNĄ WRAŻLIWOŚĆ. No ale podziękowała panu, trafiła i bardzo się na to konto upiliśmy ze szczęścia i z ulgi, że jej w tym lesie nie poćwiartowali i nie zjedli.
W sumie jeszcze raz straciłyśmy kontakt z bazą, jak poszłyśmy na spacer do lasu plus pies i po kilku kilometrach lekko nie miałyśmy pojęcia, gdzie jesteśmy – chociaż cały czas się pocieszałam, że NIE ZGUBIMY SIĘ, bo tu jest TYLKO JEDNA asfaltowa droga przez las. Gdyby telefon miał zasięg, to mogłybyśmy zadzwonić pod numer alarmowy, że jesteśmy w środku lasu i chyba mamy COVID – ale niestety, byłyśmy całkowicie, zupełnie offline, jak przed wojną, i pozostało nam co najwyżej robić grzybom zdjęcia. A grzyby były, i to bardzo fotogeniczne, a niektóre nawet jadalne.
Na szczęście ryby nie brały, więc pobyt był bardzo przyjemny. I przeprowadziliśmy dziesiątki, setki interesujących wieczornych rozmów (im więcej wina, tym bardziej interesujących, ma się rozumieć), z których oczywiście nic nie pamiętam. To znaczy, pamiętam jeden stanowczy wniosek z jednego wieczora: NIKT NORMALNY NIE LUBI WESEL.
No a teraz powrót do szarej i dusznej rzeczywistości, Netflixa (jest druga seria „Niewyjaśnionych tajemnic”, chociaż tyle), i złych wiadomości, i rządów Blue Meanies. I pandemicznych snów.
Marzę o powrocie do normalności, ale akurat wesel by mi nie brakowało.
No tak, my tu na Warmii, szczególnie koło Łańska, jesteśmy mili i uprzejmi. Zapraszamy.
vuelta a espana
coś dla tych co …. piękne widoki z helikoptera , piękne z motocykla … nie trzeba nawet lubić kolarstwa ( też piękne ) polecam dla Ciebie . Eurosport
czuje sie jak zolnierz wyruszajacy na wojne.Plecak spakowany. Z partyzantki wyprowadzam sie. Najpierw pierwsza proba : Pociag do Poznania. Tam uzyje srodkow dezynfekujacych czyli prawdziwego wina francuskiego. Nastepnie sndbadem nascie godzin do krainy zla i serow. Po 4 miesiacach wracam na chate tam gdzie ucinaja glowy wprowadzaja godziny policyjne …. czyli netflix nie pobije , ma za slabe horrory.
Kilka lat temu miałam taką sąsiadkę (nie zza ściany, bardziej z tej samej ulicy, ale i tego nie jestem pewna, bo widywałam ją wyłącznie w sklepach) o idealnie fioletowej twarzy i charaketrystycznie sztywnym kroku. Całe dnie spędzała na wyprawie po jedno piwko. Za każdym razem było jedno. Bardzo starannie i z namysłem wybierane. Wyprowadziłam się z sąsiedztwa, ale wspomnienie nie blaknie i wyłazi za każdym razem, kiedy przychodzi mi do głowy, żeby się napić piwa. Albo wina. Albo w ogóle czegoś. Jeśli zwariuję przed końcem zarazy, to będzie przez nią.
Polecam Dirty Jonh na ntfx, od razu wskakuje drugi sezon ( nie mają nic ze sobą wspólnego), ale rekomendują rozpocząć od pierwszego John Meehan. Będzie Pani zadowolona!
Pozdrawiam
No właśnie – wyskakuje drugi sezon a ja chciałabym zacząć “po bożemu” od pierwszego i nie wiem, jak to zrobić, jakieś rady? Pliiiissss
Po prostu tam gdzie wybiera się sezon. Nie nazywa się jak zwykle sezon 1, tylko John Meehan.
Pozdrawiam
Dziękuję bardzo
Całe życie miałam nadzieję, że mam nierówno pod sufitem, a tu się dowiaduję, że JESTEM NORMALNA!
O tak, wesela to anachronizm i wcale mi ich nie brakuje, a najlepszym przykładem na to jest fakt, że własny ślub miałam na wyspie, z widokiem na morze i tylko z koniecznymi do tego wydarzenia osobami, czyli urzednikiem tamtejszego USC (nawet nie próbuje wypowiedzieć w ichnim jezyku), fotografem no i oczywiście obecnym mezem;) I nie, absolutnie nie żałuję i nikogo mi nie brakowało, nawet po 500000-nym pytaniu na ten temat.
A co do wina, to jak nie można lecieć do Hiszpanii, Portugalii Grecji, Francji czy nnych Włoch, to trzeba je prz(y)enieść do domu lub innego dowolnego, a jeszcze dostępnego miejsca. I może tak będzie można przetrwać do wiosny. Covid Winter is coming, więc zapasy wina muszę być podwójne. Albo może lepiej poczworne.
A ja miałam wesele na 90 osób i też absolutnie nie żałuję – za kilka lat powtórka w 10 rocznice (goście zacierają ręce). Nigdy nie skumam jak można być tak ograniczonym – nie lubisz wesel – cudnie, nie idź broń borze szumiący na żadne bo tylko psujesz zabawę (tak, widać te miny jak piątek na sobotę) – ale daj ludziom żyć jak chcą – chcą wesela niech sobie robią – nie chcą – niech sobie nie robią. Bo Ty nie lubisz więc powinno nie być – retoryka Kalego. Pewnie masz się za osobę tolerancyjną i wysoce wyrozumiałą dla odmienności? Dobre sobie.
Ale borze od boru?
O, jeżu złoty, w butach od Prady na własnym weselu tańcujący, cekinami obsypany jak szatan, jaki cudny koMĘTarz! Żeby to było na moim blogu… No ale nie jest, a nie będę u Barbarelli świntuszyć, choć szkoda, bo ze strachu przed zimą pragnę cudzej krwi, no ale taka jestem kulturalna, że aż obrzydzenie bierze, i nic nie powiem.
Trzymajmy się wszyscy szalupy (na tej drugiej fali covid), buziaczki, pół taczki i trzy grube kaczki,
Kanionek