13 Replies to “O NIEZGODZIE NA PIELĘGNACJĘ”

  1. miałam to samo w weekend (chciałam wrzucić zdjęcie w komentarzu, ale nie wiem jak)
    usłyszałam „nie martw się kochanie, one się kładą pod kosiarką, ale potem się podniosą”
    no nie wiem, ja bym tam ich nie podejrzewała o tak silny instynkt samozachowawczy…

    • Nie, te co zakwitły to się nie kładą – UMIERAJĄ.
      Owszem, mają dużo nowych pączków i za dzień – dwa znowu jest pełno kwiatuszków, ale to już są INNE NIŻ TE KTÓRE ZABILI CI Z KOSIARKAMI.
      Powiedzmy to sobie otwarcie!

  2. A może jakiś sabotaż w kosiarce?

    P.S. Śniłaś mi się. Odwiedziłam Cię, poznałyśmy się, a wychodząc powiedziałam „jeśli kiedykolwiek usiądę przypadkiem przy Tobie w pociągu, to nie pisz potem na blogu, że dosiadła się jakaś gruba baba, okeeeej?”

    Peerelowska mortadelo, co tam tkwi w tej mojej podświadomości…

    • Dobrze. Nie napiszę.
      Głównie dlatego, że gruba baba się do mnie w pociągu nie dosiądzie – bo dwie grube baby na jednym siedzeniu się zwyczajnie NIE ZMIESZCZĄ! HAAAAAHAHAHAHAH. Ha.

      (Na moje oko wszyscy już po zimie odzyskali BIKINI BODY, tylko ja nadal jestem Barbapapą).

  3. Mniszki to u nas nie mają szans (jak Hans). Są abortowane – TAK, ABORTOWANE – bezwzględnie wraz z korzeniem zanim zdążą rozwinąć pączek. A w ogóle na mniszki się u nas mówi dmuchawce.
    PS. KOSI. WYSZŁAM ZA POTWORA ZE ZNIECZULICĄ.

  4. Chociaż możesz się położyć. U mnie Tępy Kosiarz wjeżdża, jak jestem w pracy i piękne mniszki, co aż się proszą, żeby nazrywać na wianek, już są kompostem, jak wracam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*