O FILMIE I BARSZCZU

 

No więc po weekendzie jest niezbyt. Pogoda jaka jest, to każdy koń widzi, na dodatek babcia chora, a ja gruba i pies gruby. Wczoraj to mi się tak smutno zrobiło, że jestem niska, tłusta i bez sensu, że zjadłam pół pudełka faworków, co uważam było bardzo logicznym posunięciem w tej sytuacji.

Natomiast widziałam bardzo dobry film i pierwszy raz w życiu zrobiłam ukraiński barszcz. Bo do tej pory się barszczu bałam, głównie przez fasolę, a konkretnie moczenie fasoli. Z suszoną fasolą mam takie doświadczenia, że a) ile by się jej nie moczyło, wyjdzie twarda, oraz b) przypala się. W ogóle barszcz ukraiński kojarzył mi się z dwudniową harówą, jakimś urabianiem sobie rąk po łokcie i kuchnią jak pobojowisko. Aż tu nagle (uwaga – zwrot akcji!) obejrzeliśmy odcinek „Makłowicza w podróży”, gdzie pan Robert na rozchwianym stoliku w plenerze zrobił ten barszcz jedną ręką, nie przerywając opowiadania anegdot. A fasolę wziął z puszki! Ja wiem, że to OCZYWISTE, ale jakoś… nie przyszło mi do głowy. No więc jak wespół z N. ukręciliśmy ten barszcz (on jest in mięso department, ja zajmuję się zagadnieniami warzywnymi), to wyszło jakieś mistrzostwo Galaktyki – i smak, i kolor, bo czerwone barszcze lubią czasem przyjąć kolor burej szmaty, nawet te zakwaszone.

No więc jeśli chodzi o zupy, to mamy sukces.

Natomiast jeśli chodzi o filmy… Kolega polecił „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie”, tylko że, złośliwiec jeden, powiedział „fajna włoska komedia”. I tak się zaczyna – winko, kluseczki, znajomi przychodzą na kolacyjkę, a ja byłam nastawiona na komedię i KOMPLETNIE nieprzygotowana na to, co mnie czeka. Przemiłe niezobowiązujące włoskie gnocchi w pewnym momencie zamieniają się w RZEŹNIĘ, a ja po filmie mam taki wniosek, że ludzkość się powinno zatłuc co do jednej osoby i wypalić gorącym żelazem, żeby nie odrosła. Nie ma ani jednego bohatera, którego bym polubiła. ANI JEDNEGO (był jeden kandydat, ale po głębszym namyśle – też go należy zarąbać). Co oczywiście oznacza, że film jest dobry, bo złe filmy nie wywołują takich emocji.

U naszych znajomych w Galicji przez cały czas ciepło, wczoraj 16 stopni. Oczywiście, gdybyśmy zdecydowali się tam pojechać, natychmiast zaczęłoby lać i zrobiłoby się rzeczonych stopni najwyżej pięć, dlatego na razie trzymamy się postanowienia, że do końca marca na północ Hiszpanii NIE. Ale tęsknota szarpie mną przeokrutna.

19 Replies to “O FILMIE I BARSZCZU”

  1. Ze mną było to samo. Powiedziałam chłopakowi, że obejrzałabym coś odmóżdżającego, a on mi na to: „Obczaj sobie „. Faktycznie, zbierała potem mózg zmiotką na szufelkę. Teraz szukam „Tutto colpa di Freud”, gdzie gra pan chirurg plastyczny od Kasi Smutniak, ale trochę się boję, bo moje kochanie powiedziało o tym filmie, że jest prześmieszny.

  2. Żeby nie było – włoskiej komedii nie widziałam. Ale po rosyjskim filmie „Ładunek 200”, który oglądaliśmy ze znajomymi, właściwie nikt nie był w stanie nic powiedzieć…
    Ale żeby nie było polecam, ale i ostrzegam – Smarzowski to przy tym harcerzyk…

  3. W sprawie faworków. Nie próbuj ich robić, bo jak Ci wyjdą Ty nie wyjdziesz z kuchni. Mówię z własnego doświadczenia, bo w tym roku pierwszy, ale nie ostatni, o nie, zrobiłam faworki. I teraz lekko licząc przerobiłam jakieś parę kilo mąki, kopę jaj i dwie małpki spirytusu. A do tego boli mnie prawy bark i wystająca z niego ręka od wyrabiania ciasta. Faworki UZALEŻNIAJĄ!!! Niby oszczędziłam na tych z Sowy ale teraz muszę zainwestować w nowe spodnie. Taka babska logika 😉

  4. obejrzałam , takie rzeczy tylko we Włoszech ? zaproponuję taką zabawę wśród naszych znajomych 😀 może żyrafy wyjdą z szafy 😀
    piosenka na koniec filmu przyjemna mimo że nie wiem o czym :D:D

    • Ja bym się bała proponować coś takiego znajomym 😉 też o tym pomyślałam po filmie, ale jednak niee… Lubię moich znajomych, nie chcę ich stracić 😉

  5. A ja nie wiem dlaczego jak przeczytałam o kolacyjce i o rzezi na końcu to mi przyszło do głowy sędziwe ale wciąż aktualne „Wielkie żarcie”. Też na początku niby śmiesznie a na końcu masz ochotę walić głową o kant kanapy.

    • W mojej wersji: „też tak mam, a do tego całe trzy tygodnie chora to już w ogóle czuję się cała beznadziejna ale zaraz przyjdzie wiosna i będzie ALERGIA ! jak stąd do Kłodzka!
      qr-wa… qr-wa…

  6. O lubię takie filmy już sobie tytuł zapisałam. Z opisu wnioskuję, że to coś w stylu „Rzezi” Polańskiego. Podobny – moim zdaniem lepszy – jest mniej znany francuski film „Le Prénom” również polecam.

Pozostaw odpowiedź ~Em Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*