O TYM, ŻE JUŻ SIĘ ZABRAŁAM ZA KSIĄŻKI

 

Wrócił, uuuffff, wrócił. Wrócił i karmi psa surową wołowiną, ale to już na szczęście nie moja broszka (a raczej sraczka). Nareszcie się wyspałam, bez nasłuchiwania zombie, włamywaczy i tej sympatycznej pani, co w „Obecności” mieszkała na szafie i czasem lubiła ściągnąć kołdrę ze śpiącego.

Wrażenia z pobytu: „Tam jest takie wielkie jezioro, teraz zamarznięte i pełno ludzi łowi ryby spod lodu. A Hiszpanie mnie pytali, czy te ryby są jadalne”. No tak, oczywiście, sami jedzą percebes, co wyglądają jak nieoskrobane kopyta małego diabełka i smakują niczym, ale ryby słodkowodne to już dla nich NIEJADALNE.

Albo:

– No i wiesz, bo tam teraz są zamieszki i protesty, bo wsadzili do więzienia premiera. A ja akurat miałem hotel przy samym ich Parlamencie. I wyobraź sobie, wracam do hotelu, a tam pełno policji!…

– O Jezu… I co? – pytam zbielałymi usty.

– Jak to co? Coś okropnego! Bar był nieczynny i musiałem wypić wino z minibarku!

Rzeczywiście dramat.

No ale wrócił, więc zabrałam się w pierwszej kolejności za opowiadania Kinga. Przypomniało mi się, jak kiedyś – jako osoba wychowana na Fantastyce – czytałam prawie wyłącznie opowiadania; powieści uważałam za nudne – jak to, cała książka o TYM SAMYM?… Teraz mam prawie dokładnie na odwrót – opowiadanie za szybko się kończy i nie mam okazji się zżyć z bohaterami. Ale dobre opowiadanie fantastyczne albo horrorystyczne lubię sobie od czasu do czasu chrupnąć.

Czytałoby mi się szybciej, ale ten co wrócił żąda jedzenia. Jak go nie było, to zdecydowanie rzadziej bywałam w kuchni. No ale za to stanowczo gorzej mi się spało. Czyli jak to zwykle w życiu bywa – quid pro quo, Clarice. Quid pro quo.

9 Replies to “O TYM, ŻE JUŻ SIĘ ZABRAŁAM ZA KSIĄŻKI”

  1. W końcu ktoś poza mną uważa Kinga za nudziarza. Poza „Miasteczkiem Salem” i „Zieloną milą” wszystko co popełnił było wtórne i NUDNE !!!! O !!!

    • NOOOO HALO!
      A Misery? A Lśnienie? A Carrie?
      A Langoliery?
      A Dolores Claiborne?
      A pierwsza część Bastionu – ta w której opisuje, jak zaraza ludzi wybiła? JEZUUU, z tydzień po tym nie mogłam spać!…
      Lubie jeszcze Sklepik z marzeniami i Grę Geralda, z tych mniej kultowych.
      Mgła w sumie też niezła całkiem.

      Owszem, ma na koncie kilka ciągutek, ale no kurczę!

  2. Przeczytałam kilka książek Kinga i nawraca każdorazowo ta sama opinia – jego książki można by poskracać o 50%, ujmując wiele niepotrzebnych retrospekcji i oposów.

    • On, pan King, ma taki myk, który stosuje w wielu książkach np. „Lśnienie” i „Smentarz dla zwierzaków”. Poznajemy bohatera, z rodziną najczęściej. I on ma jakąś nieciekawą przeszłość ale stara się podnieść. I ma fajną rodzinę, która się kocha. I z reguły jest retrospekcja problemów, z perspektywy żony i dziecka. I wszystko po to, żeby czytający ich polubił i zaczął kibicować: „Niech im się wreszcie uda.” I tak dochodzimy mniej więcej do połowy tomiszcza. I jak już czytelnik umoczony to sru! Zaczyna się jazda. I jatka. Myk prymitywno-genialny.
      Można się czepiać Konga bo miewa słabsze momenty ale i tak uważam, że „Lśnienie” i „Carrie” to mistrzostwo świata 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*