O MIGRENACH STYCZNIOWYCH

 

Wczoraj na zakładzie wywołałam nie lada sensację, rzucając się N. na szyję z okrzykiem „DZIĘKUJĘ CI! KOCHAM CIĘ!” – w dodatku przy ludziach! No – dwie postronne sztuki były obecne, ale z ludzkim DNA, więc jak najbardziej się liczy. Oraz jeden pies. Zwykle nie jestem taka spontaniczna w okazywaniu uczuć, a nawet wprost przeciwnie, lubię snuć dywagacje, gdzie bym wbiła nóż albo czy opłaca się dusić poduszką. Ale nie wczoraj. Wczoraj bowiem N. został rano wysłany po solpadeinę, bo moja służbowa w szufladzie się skończyła, a nie zaryzykuję w styczniu pozostania bez zapasu pod ręką, no więc poszedł do apteki i przyniósł solpadeinę W KAPSUŁKACH! Co jej w ogóle nie ma w ŻADNEJ aptece od przed wojny i dają człowiekowi tę rozpuszczalną, która działa bajecznie, ale smakuje jak końska lewatywa – a on jakimś cudem wydębił od aptekarki w żelowych kapsułkach!…

Mam najlepszego męża w Galaktyce.

A była absolutnie niezbędna, ponieważ już od rana mnie świdrowało i złośliwy krasnoludek naparzał młotkiem w czoło od środka. A po południu dostałam TAKIEJ migreny z aurą, że srebrne węże zasłoniły mi prawie całe pole widzenia, a później już nie pamiętam. Może nawet kogoś zabiłam (w końcu). Chociaż raczej nie, bo nie bardzo miałam się siłę ruszać.

A poza tym to nic fajnego. Dni jak bura szmata, a w nocy co chwila pobudka, bo śnieg zjeżdża z dachu. Odgłosy jakby Godzilla na przemian drapała i waliła pięścią w dach. W każdym razie dość katastroficznie.

Te opowiadania Kinga nie są straszne, tylko smutne.

Plis, styczniu… Idź już sobie w cholerę.

18 Replies to “O MIGRENACH STYCZNIOWYCH”

  1. O matko jedyno, nie mogę czytać tego bloga. Po wczorajszym treningu („na pewno nie można się zmęczyć w dziesięć minut”, taaa….)nadal mnie bolą mięśnie brzucha i nie mogę się śmiać.

  2. A jak Wam się podoba nowe „Archiwum X”, oglądałyście? Wczoraj mnie pierwszy odcinek trochę zmęczył, ale dziś 2-gi już dał radę (choć mam taką refleksję, że jednak stary pierwszy sezon z różnymi dziwakami był najlepszy).
    A opowiadania Kinga to tylko chyba 3 czytałam i zapadło mi w pamięci takie o facecie, który zabił żonę, wrzucił ją do starej studni służącej do pojenia bydła i tam jej trupa zżarły szczury. Potem ześwirował, bo go te szczury prześladowały. Boże, ja też słyszałam drapanie przez parę dni!

    • Na mnie największe wrażenie zrobiło „Prosektorium numer cztery” – facet budzi się w kostnicy, słyszy i czuje przygotowania do własnej sekcji, ale nie może się ruszyć i dać lekarzom znać, że nadal żyje…
      Do dziś pamiętam to opowiadanie. Pewnie dlatego, że odwołuje się do mojego najsilniejszego lęku – przed pogrzebaniem żywcem.

      • No ja trochę zmęczyłam, ale czytałam jakąś recenzję i proszą żeby dać im szansę, więc dam 😉

        A tą historię z prosektorium, to widziałam gdzieś na filmie, jakieś opowieści z krypty czy strefa mroku…

  3. Weźcie pod uwagę, że najlepsze (zdaniem wielu fanów) książki Kinga powstały w czasach, gdy – jak sam przyznał – praktycznie cały czas pił. Bohater „Lśnienia” to właśnie King-alkoholik. Dużym zwrotem w karierze pisarza był wypadek z 1999 r. – parę lat później chciał nawet rzucić pisanie, bo z powodu bólu nie mógł długo siedzieć. Może stąd w późniejszych powieściach większe skupienie na tle obyczajowym, relacjach międzyludzkich, człowieku i tym złu, które tkwi w nim a nie przybywa z zewnątrz (wyjątkiem „Pod kopułą”).

    Wybaczcie tę pseudoanalizę, ale kocham faceta i będę bronić do ostatniej kartki 😉

    • Stephen King stworzył swój własny, autorski gatunek literacki.
      Pewnie, że nie musi się wszystkim podobać – ja go akurat cenię za rozbudowane wątki obyczajowe. No ale ja uwielbiam powieści obyczajowe. Może się w nich nic nie dziać, byleby było dobrze napisane.

    • No, całkiem to nie działa – całe popołudnie przespałam pod kocem jak fiflak i do wieczora nic nie widziałam na oczy. Ale przynajmniej trochę wytłumiło.
      Na zwykły ból głowy tylko kodeina u mnie działa. Ibuprom, paracetamol to sobie mogę jeść jak cukierki.

      • A trypanów próbowałaś?
        Mnie trochę ratują, w sensie skracają aurę i szybciej przechodzę w tryb kaca.
        A na migrenowym kacu, to ja i tydzień chodziłam…

        • ooo tryptany ratują mi życie: Zolmiles w dawce 2,5 mg ma najmniejszą pomagającą mi ilość tryptanów dostępnych na rynku. Polecam!

    • ja w ramach eksperymentu też zaszłam do pobliskiej apteki, pani z uśmiechem wyciągnęła z pobliskiej szuflady Solpadeinę w kapsułkach 🙂
      ale chyba droższa była, bo to dość droga apteka…

  4. paracetamol na mnie nie działa, nawet pod magiczną nazwą Solpadeiny. Ketonal Forte to moja magiczna pigułka.
    Mówiłam, że King smutny. Na Cujo nawet płakałam. Biedny piesio. 🙁

    • Tam jest kodeina i ona w połączeniu z paracetamolem działa na większość rodzajów bólu. Kiedyś znajomy lekarz ratował mnie przy potwornym bólu zęba łącząc paracetamol z ketonalem. Też dobrze działało, choć może niekoniecznie na moją wątrobę. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*