O NIEBOGINI

 

Byliśmy w sobotę na spotkaniu towarzyskim, chociaż do dziś nie wiem, z jakiej okazji, bo koleżanka tajemniczo się nie chciała przyznać. Żarcia było tyle, że wychodziłoby coś pomiędzy komunią a chrzcinami, ale że jest listopad, a dzieci im nie przybyło (chociaż co prawda nie sprawdzałam WSZĘDZIE, np. po szufladach, a taka Stryjeńska Zofia podobno trzymała dzieci w szufladzie, więc w stu procentach pewna nie jestem) – to chyba nie to.

Natomiast przyjęcie nosiło wyraźny ZNAK CZASU. W sensie, tego czasu co nadgryza. No bo tak:

– zaczęło się od oglądania wyników analizy krwi gospodarza, na całe cztery kartki (acz bez enzymów wątrobowych, jak czujnie zauważył N.) (co go obchodzą cudze enzymy wątrobowe? Muszę to wybadać). Byłam już raz na imprezie, na której dookoła stołu krążył ciśnieniomierz i wszyscy mierzyli sobie ciśnienie (oprócz mnie, bo nienawidzę) i tak mi się wydaje, że te wyniki to podobna kategoria;

– jedna koleżanka powiedziała „Jak się znowu spotkamy, to pójdziemy na cmentarz” i nikt się w sumie nie zdziwił, trzeba się oswajać;

– rozdane zostały prezenty gwiazdkowe – W LISTOPADZIE! (bo np. możemy nie dożyć – to akurat ja, bo cieszyłam się że przeszedł mi katar, no to zaczęłam rzęzić jak stary osioł i trochę nie mogę mówić);

– wśród prezentów znajdowały się między innymi maseczki: „odmładza rysy twarzy” – ta została przyjęta z entuzjazmem – oraz „nocne życie” – która wywołała GŁOŚNE protesty. Jakie nocne życie, jak mój pies chodzi spać o 21.00 i jedyne nocne życie jakie prowadzę, to wycieczka na siusiu o 2.30? I nie tylko ja. Nocne życie w zaniku, maseczka się zmarnuje albo będzie wykorzystana niezgodnie z przeznaczeniem, przed czym przestrzega każdy farmaceuta;

– koleżanka pokazywała zdjęcia z czasów liceum, jak siedzi na golasa na brzozie (podobno była w kostiumie kąpielowym – nie zauważyłam) – zdecydowanie kategoria „kombatanckie”;

– były przepyszne pieczarki i ziemniaczki zapiekane z boczkiem i serkiem i jak bym była młodsza, to bym dała radę ich WIĘCEJ ZJEŚĆ, a nie teraz od rana żałować, że tylko tyle mi się zmieściło.

Chyba jednak kiedyś spotkania towarzyskie jakoś inaczej wyglądały, mimo wszystko (nie, żebym od razu tęskniła za ganianiem z nożem dookoła stołu kolegi, który ŚMIAŁ MI ZARZUCIĆ PROBLEMY Z AGRESJĄ, ale jednak).

N. nie podziela mojego zdania, bo od rana się pręży „Nie mam dziś kaca BO POPIJAŁEM!” i czuje się jak młody bóg. Tylko ja jak przydeptana i zakurzona bynajmniej niebogini.

Ale może to przez ten kaszel. Tak się pocieszam. Może jeszcze kiedyś kogoś poganiam z nożem.

4 Replies to “O NIEBOGINI”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*