O, MAM NADZIEJĘ, WYPEŁZANIU Z DOŁKA

 

Fizyczna mizeria zdaje się trochę ustępować (tfu, żeby nie zapeszyć), ale i tak jestem wściekła. Bo jak by nie patrzeć – to tylko katar. KATAR!… I przez takie gówienko prawie tydzień normalnego życia fpizdu – no bo jak tu normalnie funkcjonować, kiedy się człowiek czuje jak rozjechany skunks na autostradzie. Po którym przejechało już sto tysięcy ciężarówek i ciągle jadą następne. I następne. I następne.

W dodatku N. wczoraj wparował do domu i oznajmił, że od teraz będzie nosił poszetkę do garnituru i mam się tym zająć. Dobrze, że akurat nic nie jadłam, bo bym się udławiła. Gdybym wystartowała z propozycją poszetki jakiś tydzień albo dwa temu, to by mi ją kazał zjeść albo nie wiem. Gołąbki w nią zawinąć, czy coś. W każdym razie na bank by się wyraził bardzo niepoprawnie politycznie (coś o gejach lub bułgarskich alfonsach). Tymczasem przeszedł w sklepie z garniturami przemianę duchową i OTÓŻ BĘDZIE NOSIŁ POSZETKĘ. Po tym obwieszczeniu poszedł do garażu coś piłować z wielkim hałasem i zgrzytaniem.

Musiał mi się trafić akurat psychologicznie złożony egzemplarz, taki powiedziałabym Rhett Buttler (dobrze, że przynajmniej nie siedzi popołudniami w burdelu, jak wyż. wym., chociaż tyle, uff).

No nic. Teraz trzeba się wysmarować wężem i wracać do formy.

 

13 Replies to “O, MAM NADZIEJĘ, WYPEŁZANIU Z DOŁKA”

  1. Dzięki Tobie, Barbarello, mój syn na Mikołaja oprócz zestawu do kaligrafii, o którym marzył (nooo, poważnie) dostanie poszetkę do brustaszy. Lubi się modnie ubierać, będzie jak znalazł. Sama jestem ciekawa, czy będzie wiedział, o co kaman. Buahahaha…

  2. Taka poszetka na codzień? U współczesnego faceta to trochę tak jak u nas kapelusz z woalką :).
    Ja bardzo lubie eleganckie akcenty, ale… w naszej polskiej rzeczywistości nie widzę na nie miejsca. I tak np. wiszą mi piękne suknie balowe w szafie już kolejny rok…

    • Ten, kto nosi poszetkę, daje do zrozumienia współpracownikom, że on tu jest najważniejszy :). Pouczył mnie syn, który ma kilka poszetek.

    • Wampi, suknie balowe świetnie nadają się do wieczornego sączenia wina na kanapie przed tv. Ja chyba zaraz się w swoją (jedyną) wbiję – wino już otwarte ;).
      A poza tym właśnie zauważyłam, że w jednym z odcinków BBT Howard Wolowizt ma identyczną koszulę jak ja. Chyba muszę poważnie zastanowić się nad zawartością swojej szafy…

      • Tak, tak. Zakładam te suknie, kiedy sylwestra spędzamy w domu, a J. wbija się w smoking. Palimy cygara i pijemy wino. Polecam cygarka „biała czekolada”. Ale tak do wina na kanapie, to jeszcze nie praktykowałam i uważam, ze to swietny pomysł :)). Jak myślisz, J. będzie miał wyrzuty sumienia?

  3. Bułgarski alfons to przy drodze chyba bardziej rezyduje – w tej sytuacji, z obawy przed przewianiem, zamiast poszetki lepszy kożuch;)

  4. Ja nie wiem, o co chodzi z tymi poszetkami, ale nie dalej jak wczoraj, podczas wizyty w rzeczonym sklepie, właścicielka „robiąca” w branży już ohoho, nie pamiętam, jak długo, orzekła autorytatywnie, że krawaty są zdecydowanie passe i w ogóle to dno, wodorosty i trzy metry mułu. Teraz tylko poszetki (ewentualnie muszki, ale to na wielką galę).

  5. Znaczy się N. przeszedł przemianę duchową i został bułgarskim alfonsem? To może ty się tak na zaś jeszcze nie ciesz tym, że nie będzie przesiadywał popołudniami w burdelu 😉
    Problem tylko w tym, że z portretu psychologicznego wychodzi, że żeby N. się na to skusił to ten burdel musiałby się chyba u was w garażu mieścić, nie? Chociaż z drugiej strony…całymi dniami coś tam w nim rżnie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*