O TASERZE


Ale tydzień był. Święty Jacku z pierogami. Ledwo żyję, tyle atrakcji (a sandacza o drugiej w nocy, smażonego na masełku, lepiej nie jeść, to tak na przyszłość, choć trudno będzie, bo był pyszny). Wlokę za sobą zakurzony ogon.


A Ruskim pieprznął o ziemię kosmiczny transportowiec PROGRES. No trochę nie trafił w orbitę, biedaczek. Ciekawe, co wiózł, skoro nie podają miejsca, w którym spadł. Nie tylko ja miałam intensywny tydzień, jak się okazuje.


Dziś rano zabił mnie pan Bukartyk dyptykiem o zdziwieniu. Część pierwsza byla o skórce od banana na Ursynowie (że niby skąd się tam wzięła), a druga – o tyranozaurze na poboczu. "Park Jurajski w każdej gminie" jako polska odpowiedz na kryzys. Wyłam przez kwadrans. 


Tak na zakończenie tygodnia obejrzeliśmy właśnie "Czym sobie na to zasłużyłam" Almodovara. Ooooo matkooooo!… Ale film. ALE FILM. Jak będę duża, to też taki napiszę. Natychmiast dostaje zakładkę "Ulubione". Wszystko tam jest, wszystko po prostu, nie da się opisać ludzkimi słowami, już sam początek wbija człowieka w fotel, a później jest coraz weselej. Teściowa, która kolekcjonuje drągi i przynosi jaszczurki z parku, syn który handluje heroiną, drugi syn, ktory się sprzedaje pedofilom, sąsiadka – przemiła prostytutka, mąż – taksówkarz, który podrabiał charakter pisma Hitlera, a nad tym wszystkim – Carmen Maura. Jest morderstwo, jest szalona kleptomanka, jest śliczna dziewczynka z kręconymi włosami, obdarzona NADNATURALNYMI MOCAMI… 


PS. SZLABAN na kupowanie sukienek. Od natychmiast. Wynajmę strażnika z taserem, który będzie mnie pilnował. Tylko poważne oferty.


 

0 Replies to “O TASERZE”

  1. „Kobiety na skraju załamania nerwowego” POLECAM!! Facetów wykańcza, nie są w stanie oglądać, baby za to szaleją 😉

  2. Akurat „Wszystko o mojej matce” to wg mnie słaby wybów na początek. Dla mnie wyczerpujący emocjonalnie. Obejrzałam go na przestrzeni kilku lat dwa razy i więcej nie chcę. Natomiast „Volver” super, tyle, że chyba jest „babski” (czyli świetny! :)). Czy Almodovar nie jest przypadkiem tak w ogóle babski…?

  3. Myślę że wystarczająco mamy do czynienia na co dzień z bogactwem postmodernistycznych amplitud i hiperboli tzw. kobiecosci przechodzacej nieublaganie w rozchwierutana samiczosc , zeby jeszcze katowac sie nia z ekranow.

  4. To teraz sie przyznam, ze przeszukalam siec pod katem sklepow/marki o nazwie Kinda albo Kindo, no i nic nie bylo 🙂 A dopiero pozniej pomyslalam, czy aby to nie oznaczalo ‚kind of’…

    Na razie tez mam szlaban, ale natury naturalnej – Irene nadciaga 🙂

  5. Bardzo lubię Amodovara. najbardziej za to, ze pokazuje kobiety takimi jakie są – kolorowe, szare, zmęczone, energetyczne, seksowne, zrozpaczone, z siatami pełnymi zakupów, sprzatające groby i kipiące dobrym humorem, w makijażu i bez za to ze spuchnietymi oczami. I że jest to co wymienilam w jednej kobiecie. Zawsze miałam bowiem dysonans po obejrzeniu filmów meżczyzn, ze kobiety dzieliły się na matki, żony, na wampy itd. Tak jakby kobieta wamp w innym momencie zycia czy dnia nie mogła być zmęczoną matką itd. Za to lubię Almodovara, że widzi na oczy, że widzi nas, całą paletę ról i stanów jakie ma odegrania w tym życiu jedna zwyczajna/niezwyczajna kobieta. I lubię go za aktorki, ich kreacje – mam na myśli i role i suknie.

  6. Podobno widzowie dzielą się na tych, co Almodovara uwielbiają i na tych co go nie znoszą. Jak widać znajdujemy się w dwóch różnych grupach.

    Dałem jednak hiszpańskiemu reżyserowi ostatnio kredyt zaufania i włączyłem „Wszystko o mojej matce”. Wytrzymałem 40 minut. Dobry czas w biegu na 10 km.

  7. A Kwiat mojego sekretu?? Ja uwielbiam, ale trudno powiedzieć czy bardziej niż Volver i Kobiety na skraju. To chyba zależy od tego na którym skraju aktualnie się znajduję;-)

    A chwilowo czuję się podwójnie wykluczona: nie kupiłam nawet pół sukienki w tym sezonie i nie widziałam Czym sobie na to zasłużyłam(szloch, ryk, zgrzytanie i rwanie zębów!)

  8. We wszystkich filmach Almodovara jest WSZYSTKO. Uwielbiam go, jak będę duża, zostanę Almodovarem. A „Wszystko o mojej matce”? A „Volver”?
    Mogłabym w kółko oglądać te jego filmy, wciąż i wciąż i jeszcze raz.

  9. Nie. Ja nie lubię za bardzo upałów. Tak, wiem…
    Jeden dzień w Londynie (bo miałam tam małą sprawę do załatwienia), a potem zjeździliśmy hrabstwo Essex. Fajnie było.

  10. Normalnie czuje sie wykluczona. Nawet nie bede mowic, ile miesiecy nie kupowalam ani butow ani sukienek, bo sama nie wierze. Trzeba sie wziac za siebie. A co sie teraz nosi?

  11. Mogę nie szukać 😉
    A Almodovar jest fantastyczny, zwłaszcza wczesny. Uwielbiam „Kobiety na skraju załamania nerwowego”, nie lubię tylko tych dziwnych – „Porozmawiaj z nią” i „Złe wychowanie”.

  12. Właśnie NIE! Buty weszły w jesienne kolekcje, a ja jeszcze nie bylam na wakacjach, więc nie tykam patykiem.

    A sukienki normalnie mi idą czwórkami jak ci z Westerplatte. W dodatku niektóre KUSICIELKI ogoniaste się włączają (tak, Zuzanka, to o tobie!).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*